Gminy budują sieci kanalizacyjne i „zapominają” podłączyć do nich mieszkańców. Grożą im kary od marszałków województw i utrata dotacji.
Dla samorządów, które z unijnego budżetu na lata 2014–2020 mają do wydania prawie 40 proc. wszystkich pieniędzy, budowa sieci kanalizacyjnych jest priorytetem (tak jak remonty dróg).
Reklama

Reklama
Obecnie na terenie kraju istnieje ponad 140 tys. km sieci kanalizacyjnej, z której korzysta ponad 34 mln ludzi (89,7 proc. mieszkańców). Potrzeby zgłaszane przez lokalne władze są jeszcze ogromne. Do 2021 r. gminy chcą wybudować 21,8 tys. km sieci i zmodernizować 4,2 tys. km istniejących (co zwiększy odsetek osób korzystających z gminnej kanalizacji do 95,9 proc.).
Inwestycje te oznaczają wydatki – budowa sieci kanalizacyjnej pochłonie 19,55 mld zł, a 9,5 mld pójdzie na inwestycje związane z oczyszczalniami ścieków.
Wydawałoby się więc, że samorządy robią wszystko, by jak najszybciej, dopóki są pieniądze, budować i oddawać ludziom w użytkowanie. Ale okazuje się jednak, że w wielu przypadkach gminy ograniczają się do pierwszego kroku, tj. wybudowania sieci. Nieważne, czy potem ktoś z niej skorzysta.
Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK), która zbadała sytuację w 28 gminach prowadzących inwestycje ściekowe. Zdaniem kontrolerów liczba gospodarstw domowych podłączanych do zbiorczej sieci kanalizacyjnej nie rośnie wystarczająco szybko. A w kraju wciąż są miejsca, gdzie nawet połowa nieruchomości korzysta z przydomowych szamb, choć ma obowiązek podłączyć się do kanalizacji gminnej (art. 5 ust. 1 pkt 2 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach). Gmina może skierować sprawę do sądu przeciwko mieszkańcowi uchylającemu się od tego obowiązku.
NIK zbadał odsetek nieruchomości niepodłączonych do sieci kanalizacyjnej w stosunku do liczby tych, które miały możliwość takiego podłączenia. Na podstawie danych z 24 spośród 28 skontrolowanych gmin wynika, że w jednej z nich stosunek ten przekraczał 50 proc. W kolejnych czterech nie przekraczał 30 proc., w trzech mieścił się w granicach 10–20 proc., w siedmiu zawierał się w granicach 5–10 proc., a w dziewięciu nie przekraczał 5 proc.
Winę za taki stan rzeczy ponoszą wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast. Główny zarzut: brak nadzoru. Powinni pilnować, aby właściciele nieruchomości przyłączali się do sieci kanalizacyjnej. W 27 na 28 gmin wychwycono prawie 5 tys. przypadków niewykonania tego obowiązku. „Mimo to w niemal w trzech czwartych gmin nie wyciągano z tego powodu żadnych konsekwencji, nie wszczynano postępowań administracyjnych ani nie wydawano decyzji nakazujących wykonanie tego obowiązku. Pozostałe gminy sporadycznie zajmowały się sprawami, wszczynając w badanym okresie 66 postępowań, w tym 32 dopiero w trakcie kontroli NIK” – stwierdza Izba w raporcie.
Być może byłoby lepiej, gdyby urzędnicy mieli świadomość skali niedociągnięć. Ale nie mają. Z raportu NIK wynika, że niemal w dwóch trzecich kontrolowanych gmin w ogóle nie mieli danych (lub mieli nierzetelne) o realizacji przez właścicieli nieruchomości obowiązku ich przyłączenia do sieci kanalizacji sanitarnej oraz o sposobie postępowania ze ściekami bytowymi. Czyli urzędnicy nie mają pojęcia ani o tym, czy mieszkańcy podłączyli się do wybudowanej dla nich sieci, ani co robią ze ściekami ze swoich gospodarstw.
Część gmin pozoruje działania. Jak wskazuje NIK, decyzje nakazujące mieszkańcom przyłączenie ich nieruchomości do sieci wydawano sporadycznie i nie egzekwowano realizacji tego obowiązku. Spośród 22 wydanych decyzji tylko 9 zostało wykonanych.
Zachowanie gmin trudno zrozumieć. Nie dość, że wydają ogromne pieniądze na inwestycje, to jeszcze same przekonują mieszkańców, że podłączanie się do sieci to nie tylko obowiązek, ale i korzyści, jak np. mniejsze koszty niż przy wywożeniu ścieków. Dlaczego więc nikt nie pilnuje, by warte miliardy złotych inwestycje zaczęły na siebie zarabiać?
Samorządowcy mają swoje wytłumaczenie. – Jeżeli gmina zrealizuje sieć, wzdłuż której są gospodarstwa, to one faktycznie mają obowiązek przyłączenia się do niej. Tylko jak go wyegzekwować wobec tych, które nie osiągają dochodów lub są po prostu biedne? Koszty przyłącza to 10 tys. zł i więcej – zwraca uwagę Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz 10 wojewódzkich funduszy dofinansowywało (w formie dotacji lub pożyczek) przedsięwzięcia związane z przyłączaniem nieruchomości do sieci kanalizacyjnej. Tymczasem, jak dowodzi NIK, tylko w siedmiu spośród 28 skontrolowanych gmin pracownicy urzędów oraz przedsiębiorstw wodnokanalizacyjnych podejmowali działania mające na celu dofinansowanie podłączenia do sieci kanalizacyjnej gospodarstw, których na to nie stać.
To jednak nie przekonuje Leszka Świętalskiego. – Nie wszystkie wojewódzkie fundusze mają takie programy. Poza tym dotacja czy pożyczka związana jest z wkładem własnym mieszkańca, a nie wszyscy na to mają– argumentuje.
Zaniechania gminnych włodarzy mogą ich sporo kosztować. W wielu przypadkach rozliczenie z Brukselą projektu inwestycyjnego zależy od skuteczności gmin w zakresie zwiększenia liczby mieszkańców korzystających z nowo wybudowanej sieci. – Gmina, pozyskując środki unijne na inwestycję, rozpisuje cele projektu. Potem musi się wywiązać z tych zobowiązań, a jeśli tego nie zrobi, grozi jej wycofanie części lub całości dofinansowania, w zależności od zakresu niewypełnienia podjętych wcześniej zobowiązań – przypomina Kamil Wnuk, rzecznik Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Natomiast marszałek województwa może jeszcze naliczyć gminie podwyższoną opłatę za korzystanie ze środowiska, a inspektorzy środowiska – karę za niespełnienie wymagań ustawy – Prawo ochrony środowiska.
Kamil Wnuk przekonuje, że każda sprawa wymaga indywidualnego podejścia. – Zarówno polskie przepisy, jak i unijna dyrektywa ściekowa przewidują, że nie każdy mieszkaniec będzie podłączony do gminnej sieci kanalizacyjnej – zauważa. Zwłaszcza wtedy, gdy doprowadzenie sieci byłoby dla gminy nieopłacalne, np. z uwagi na niewielką liczbę gospodarstw domowych na danym terenie. Wtedy wystarczy zwykły beczkowóz.
21,8 tys. km sieci kanalizacyjnych ma powstać do 20121 r. Koszt 19,5 mld zł