Poręba jest na skraju bankructwa. Jej burmistrz nie płaci nauczycielom, choć urzędnicy dostają wynagrodzenie. Nie zostanie za to ukarany, bo takie nierówne traktowanie to kwestia etyki, a nie przepisów.
Obowiązek równego traktowania dotyczy tylko tych pracowników, którzy są zatrudnieni na identycznych warunkach. Tak naprawdę stosunek pracy nie łączy organu prowadzącego szkołę i pedagogów – włodarz nie jest ich szefem. Wydaje się zatem, że w ogóle nie odpowie przed sądem za wstrzymywane wypłaty. Nawet środki z subwencji oświatowej mógł wydać na inne potrzeby, bo trafiły do wspólnego worka. Czy takie luki w prawie nie staną się źródłem podobnych działań w innych samorządach?
Reklama
Nikt nie pomaga

Reklama
O krytycznej sytuacji gminy Poręba i jej braku zdolności kredytowej wiadomo od dawna. Wiedzą o tym zarówno Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach, która od lat grozi gminie zarządem komisarycznym, jak i wojewoda śląski. Sprawą jest zaniepokojone Kuratorium Oświaty w Katowicach. Anna Wietrzyk, rzecznik KO, mówi, że za kwestie finansów w szkołach odpowiadają organy prowadzące, czyli samorządy. – Nie są to kompetencje kuratora oświaty, przez co nie mamy wpływu na burmistrza. Całe szczęście, że nauczyciele zdają sobie sprawę, jaka jest ich odpowiedzialność wobec dzieci, mimo iż sami nie dostają pensji – mówi Anna Wietrzyk. W interesie pokrzywdzonych stają Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz oświatowa „Solidarność” z powiatu zawierciańskiego. Ci pierwsi domagają się zwiększenia środków na edukację. – Nakłady państwa obecnie nie zabezpieczają finansowania zadań edukacyjnych. Od kilku lat mamy do czynienia ze spadkiem udziału wydatków na oświatę w relacji do PKB. W tym roku udział ten wynosi tylko 2,52 proc. – twierdzi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa ZNP. „Solidarność” pomaga nauczycielom w pisaniu wezwań do zapłaty za zaległe wynagrodzenia. Grozi, że odda sprawę do sądu. Bo z tego, co wiadomo, zarówno urzędnicy, jak i burmistrz dostają wynagrodzenia bez zbędnej zwłoki. Choć jest nagonka na włodarza, to w roli oskarżonego przed sądem pracy raczej nie stanie.
Nie jest szefem nauczycieli
Burmistrz jest jedynie osobą, która wykonuje kompetencje organu założycielskiego szkoły przez swoich dyrektorów. Potwierdza to Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego UJ, adwokat. – W zakresie prawa pracy burmistrz jest nietykalny, nie grozi mu nawet wykroczenie, gdyż nie jest bezpośrednim pracodawcą nauczycieli. Burmistrz jest osobą, która wykonuje czynności z zakresu prawa pracy, ale nie jest pracodawcą. Należy pamiętać, że osobą działającą jako pracodawca jest dyrektor szkoły. Burmistrz tylko reprezentuje właściciela. Zgodnie z ustawami z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1202 ze zm.) oraz z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 594 ze zm.) jest kierownikiem wykonującym czynności z zakresu prawa pracy w stosunku do kierowników gminnych jednostek organizacyjnych – twierdzi Stefan Płażek. Czy zatem przepisy pozwalają uniknąć odpowiedzialności? Zgodnie z art. 79 ust. 1 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 ze zm.) jednostki samorządu terytorialnego (JST) tworzą szkoły w formie jednostek budżetowych. Ich charakter jest określony w art. 11 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 885 ze zm.). Zgodnie z nim są to jednostki sektora finansów publicznych nieposiadające osobowości prawnej. Pokrywają swoje wydatki bezpośrednio z budżetu, a pobrane dochody odprowadzają na rachunek – w tym wypadku – budżetu JST. Nie mają osobowości prawnej, a wszelkie ich prawa i obowiązki należą do organu założycielskiego – JST. Prawo pracy nie wymaga jednak, aby pracodawca taką zdolność posiadał. Dlatego też na mocy art. 3 i 31 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1502 ze zm.) nauczyciel podpisuje umowę o pracę z dyrektorem, a pracodawcą jest szkoła. Skoro tak, to właśnie od niej nauczyciel będzie mógł się domagać wypłaty wynagrodzenia. Burmistrz nie odpowie zatem bezpośrednio ze swojej kiesy. Ale to jego JST będzie musiała zapłacić zaległości z odsetkami, co w ostatecznym rozrachunku i tak tylko pognębi Porębę.
Grożenie palcem
Włodarzowi za niegospodarność może grozić odpowiedzialność z art. 96 ustawy o samorządzie gminnym. Gdy naruszy prawo, organ nadzoru może go wezwać do zaprzestania naruszenia, a jeżeli to naruszenie ma charakter wielokrotny, to można go pozbawić mandatu. Grozi mu też odpowiedzialność cywilna. Burmistrz Ryszard Spyra w oświadczeniu tłumaczy, że kłopoty finansowe placówek oświatowych nie powstały teraz. Od co najmniej trzech lat nauczyciele nie otrzymują w terminie wynagrodzeń i odpisów na ZFŚS. Od początku roku na utrzymanie placówek została już przekazana przez miasto Poręba dodatkowa kwota ponad 2 mln zł, która stanowi różnicę pomiędzy subwencją oświatową otrzymaną z MEN a bieżącymi wydatkami, które szkoły zrealizowały do 31 października. Przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP Marek Olszewski przypomina, że subwencja zależy od liczby dzieci. Gdy jest ich mało, może jej nie wystarczyć dla pedagogów. Jeżeli jednak na dzień przelania pieniędzy budżet był pusty, to zawsze jest możliwość cięcia płacy wszystkim, łącznie z burmistrzem – dodaje.
– Subwencja to nie są pieniądze znaczone. Są takim samym dochodem JST, jak udział w PIT czy podatku od nieruchomości. Pieniądze z tego worka mogą być wydane na różne potrzeby i nie można zarzucać burmistrzowi, że nie wydał ich właśnie na nauczycieli. Ewentualnie przyzwoitość tego by wymagała. Wtóruje mu mecenas Płażek, który mówi, że nie można mówić o wykroczeniu przeciw zasadzie równego traktowania kadry. – Faworyzowanie zatrudnionych pracowników pozostaje w sferze etyki, gdyż obowiązek ich równego traktowania dotyczy tylko tych, którzy są zatrudnieni na identycznych warunkach. Maciej Kiełbas, partner z kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners, dodaje, że cała sytuacja zdaje się zbliżona do gminy Ostrowice. – Nie ma uzasadnienia prawnego sytuacja, w której wójt wypłaca wynagrodzenie pracownikom urzędu, pomija zaś nauczycieli. Zadłużenie nie jest okolicznością, która uzasadniałaby niewypłacanie wynagrodzeń pracownikom, w tym pedagogom. Zarówno nauczyciele, jak i pracownicy urzędu gminy mają prawo wystąpić z roszczeniami przeciwko gminie do sądu pracy – zapewnia mecenas Kiełbus. Piotr Wojciechowski, adwokat kancelarii Raczkowski Paruch, jest zdania, że nauczyciele, do jakiejkolwiek byśmy ich kategorii nie wrzucali, mają podpisane umowy o pracę i są pracownikami. W związku z czym obowiązek wynikający z k.p. też ich obejmuje. – Zupełnie nie wiem, jakie kryteria mielibyśmy przyjąć, jednym płacąc, a innym nie. Zdaniem eksperta inspekcja pracy może wydać decyzję o nakazie wypłaty zaległego wynagrodzenia oraz sporządzić wniosek o ukaranie za wykroczenie, o czym zadecyduje sąd. Może też rozważać zawiadomienie prokuratury. Ale zapewne i to burmistrza również ominie. Jeśli w ogóle miałby się przed kimś tłumaczyć, zawsze może powiedzieć, że z pustego i Salomon nie naleje.

2,52 proc. tyle wynosi udział wydatków na oświatę w relacji do PKB