Samorządowcy z innych miast pozazdrościli władzom Zielonej Góry. Miasto z początkiem roku wchłonęło sąsiednią gminę o tej samej nazwie. Połączenie zwiększyło powierzchnię Zielonej Góry z dotychczasowych 58 km kw. do 220 km kw. Dzięki temu stanie się ona szóstym największym miastem w Polsce. Poza tym nowo utworzona jednostka otrzyma od rządu bonus w postaci większego o 5 pkt proc. udziału we wpływach z PIT przez kolejne pięć lat. To ok. 100 mln zł.
Pomysł podchwycili prezydenci innych miast. O połączeniu się z sąsiadami, m.in. gminą Suchy Las, Luboniem i Komornikami, mówi nowy prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Metropolia miałaby powstać w ciągu najbliższych ośmiu lat.
Reklama
Czy taka integracja opłaca się wszystkim zainteresowanym? Jak mówi nam wójt gminy Komorniki Jan Broda, po połączeniu miasto i dawna gmina zyskałyby przez pięć lat niemal 500 mln zł w ramach ministerialnego bonusu. W tym świetle utrata obecnej subwencji oświatowej wydaje się mało znacząca (16,8 mln zł na 2015 rok, po połączeniu z miastem nowo powstała jednostka straciłaby ok. 10 proc. z tej kwoty z uwagi na inny sposób naliczania subwencji dla miast). Mimo dość jednoznacznego rachunku ekonomicznego wójt jest sceptyczny. – Najpierw trzeba się przekonać, że możemy sobie ufać. Przy ewentualnym połączeniu najważniejsze jest to, by była gwarancja respektowania postanowień porozumienia i by dawna gmina nie była dalej ignorowana przy planowaniu kolejnych inwestycji – zauważa Broda. – Na razie Poznań stracił wiarygodność w naszych oczach, bo nie realizuje już podpisanych porozumień. Właśnie się dowiedzieliśmy, że nie będzie współfinansował wiaduktu nad torami kolejowymi, który znajduje się na granicy miasta i naszej gminy – dodaje.

Reklama
Jeszcze bardziej zdeterminowane niż Poznań są władze Rzeszowa, które niedawno podjęły próbę przyłączenia sąsiedniej gminy Trzebownisko. Wójt wręcz oskarża miasto o „uporczywe” działania władz miasta. Podczas zorganizowanych konsultacji społecznych w gminie dotyczących połączenia z Rzeszowem przeciwko takim planom opowiedziało się ponad 94 proc. głosujących (frekwencja wyniosła 71,54 proc.). Fiaskiem skończyła się też próba przyłączenia gminy Krasne – tam swój sprzeciw wyraziło 63 proc. mieszkańców. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc nie odpuszcza. I argumentuje, że miasto, chcąc się rozwijać, zwłaszcza dzięki pieniądzom unijnym, musi się rozrastać. – Na dziś mamy tereny inwestycyjne, ale trzeba myśleć perspektywicznie, na wiele lat do przodu – dodaje.
Wielkie plany łączeniowe ma także nowy prezydent Katowic Marcin Krupa. Zgodnie z jego wizją pobliskie miasta, np. Mysłowice czy Siemianowice, mogłyby się stać dzielnicami Katowic, a ich prezydenci – burmistrzami tychże dzielnic. Tu w grę mogą wchodzić jednak kwestie prestiżowe. Prezydenci miast nie muszą pragnąć zamiany stanowisk na burmistrzów dzielnic.
Z czysto pragmatycznych powodów (planowane inwestycje drogowe zahaczające o tereny gmin) do połączenia z sąsiadami – gminą Słupno i Radzanowo – dąży np. prezydent Płocka. Zanim to się stanie, trzeba będzie pokonać opór mieszkańców.

2478 tyle gmin jest w Polsce od początku 2015 r.

600 tyle jest w Polsce gmin poniżej 5 tys. mieszkańców

1 mld zł tyle oszczędności mogą przynieść samorządom nowe rozwiązania legislacyjne, które dotyczą m.in. dobrowolnego łączenia gmin czy powołania wspólnych centrów finansowych