Czy obawia się pani wojny?
Oczywiście, że tak. Obawy związane z wojną w Ukrainie towarzyszą nam od dnia jej wybuchu. Docierają do nas informacje, że kolejne miejscowości są przez armię ukraińską odbijane, ale nikt nie wie, co się wydarzy dalej. Obawiamy się też nadchodzącej zimy, która możne wywołać kolejną falę uchodźców. U naszych sąsiadów atakowane są bowiem cele cywilne i cała infrastruktura. Może to się przełożyć na funkcjonowanie również naszego miasta.
Czy macie prognozy, ilu uchodźców może się pojawić?
Nie może być mowy o jakichkolwiek prognozach, bo jest zbyt wiele niewiadomych. Ten najtrudniejszy czas mamy jednak za sobą. Wojna w Ukrainie była dużym zaskoczeniem dla wszystkich samorządów, wszystkiego musieliśmy się błyskawicznie uczyć i organizować. W pierwszych tygodniach wojny byliśmy sami, tylko z naszymi mieszkańcami, którzy okazali wielkie wsparcie i pomoc. Szybko włączyły się też organizacje obywatelskie. Kiedy zaczęły napływać pierwsze fale uchodźców, działaliśmy na ślepo. Mieliśmy np. informację, że jedzie pociąg z uchodźcami, ale nie wiedzieliśmy, ilu ich jest, jakie są to grupy wiekowe, w jakim są stanie. Dopiero po paru tygodniach, kiedy rząd włączył się w pomoc, udało nam się wypracować m.in. współpracę z PKP. Otrzymywaliśmy informację, że w pociągu jedzie np. 600 lub 1,2 tys. osób, ilu jest wśród nich chorych i z niepełnosprawnością, którym należy zapewnić specjalistyczną opiekę i transport. Te doświadczenia sprawiły, że w przypadku podobnej sytuacji jesteśmy w stanie szybko się zorganizować.