Reklama

Spór wokół tego, jak zreformować janosikowe, czyli system, zgodnie z którym (przynajmniej teoretycznie) bogatsze samorządy oddają część swoich dochodów teoretycznie biedniejszym, wkracza w decydującą fazę. By nie doprowadzić do finansowego paraliżu w regionach, odpowiednie przepisy powinny zostać uchwalone do 15 października, by mogły zacząć obowiązywać w 2015 roku. Problem w tym, że propozycje zmian przygotowane przez rząd nie odpowiadają oczekiwaniom samorządowców, głównie dlatego, że zamiast systemowych zmian resort finansów zaproponował rozwiązanie na najbliższe dwa lata, i to tylko w odniesieniu do województw.

O koniecznych zmianach dyskutowali w redakcji Dziennika Gazety Prawnej uczestnicy debaty „Janosikowe a stan finansów jednostek samorządu terytorialnego”, w której udział wzięli przedstawiciele władz samorządowych, inicjatywy obywatelskiej STOP Janosikowe oraz niezależni eksperci.

Zdaniem Rafała Szczepańskiego (STOP Janosikowe) najbardziej niepokojący jest trwający od dłuższego czasu impas w rozmowach z resortem finansów.

– Z jednej strony prawna podstawa funkcjonowania janosikowego na szczeblu wojewódzkim została obalona przez Trybunał Konstytucyjny i istnieje duże prawdopodobieństwo, że janosikowe na szczeblu powiatowym jest również niekonstytucyjne. Z drugiej strony brakuje woli politycznej do zmian tego systemu. Być może jest to retorsja za to, że ośmieliliśmy się ruszyć ten system. Niestety urzędnicy Ministerstwa Finansów nie zdają egzaminu – stwierdził Szczepański. Zwrócił uwagę, że w Sejmie jest kilka projektów (poselski, obywatelski), które proponują gotowe rozwiązania. – Wymagałoby to jednak partycypacji budżetu państwa – dodał pełnomocnik inicjatywy STOP Janosikowe.

Reklama

System demotywacyjny

Uczestnicy debaty nie mają wątpliwości – system janosikowego porównywali do nowotworu rozrastającego się na systemie finansowym samorządów. Wskazywali, że płatnicy tej regionalnej daniny tracą zdolność kredytową, a system demotywuje samorządy do zapewniania jak najszerszej bazy podatkowej, gdyż i tak duża część z tych pieniędzy trafi do budżetu państwa – na wypłatę subwencji równoważącej i regionalnej. Skutki dysfunkcji w janosikowym zaczęły być szczególnie odczuwalne przez płatników w 2008 roku w związku z kryzysem gospodarczym.

– 25 proc. wydatków z naszego budżetu to janosikowe, w dodatku traktowane jako wydatek bieżący. To wpływa na naszą zdolność kredytową i możliwość prowadzenia inwestycji. Mamy pieniądze na bieżącą działalność i walczymy o przeżycie – przyznała Małgorzata Żbikowska, skarbnik powiatu w Polkowicach.

Wtórował jej Jan Adam Dąbek, starosta powiatu piaseczyńskiego.

– Zapłaciliśmy najwięcej janosikowego spośród powiatów ziemskich, bo ponad 38 mln zł. Tak naprawdę pod kątem dochodów plasowaliśmy się na 91. miejscu na 314 powiatów. Po zapłaceniu janosikowego spadliśmy na niemal 250. miejsce – powiedział.

W podobnej sytuacji jest powiat pruszkowski.

– Nasze dochody wynoszą 116 mln zł, z czego 59 mln zł to udział w podatku od osób fizycznych i prawnych, a z tego 25 mln zł płacimy na janosikowe – wyliczyła skarbnik powiatu pruszkowskiego Bronisława Sokołowska.

Elżbieta Obłuska, skarbnik gminy Lesznowola, przestrzegła, że gminy wkrótce również staną nad przepaścią. I to mimo że patologie w janosikowym na tym szczeblu samorządu nie są aż tak wielkie jak w przypadku powiatów i województw.

– Nasze janosikowe jest największe w powiecie, mimo że okoliczne gminy mają więcej mieszkańców. Jeśli to zobowiązanie będzie liczone jako wydatek bieżący, nie uda nam się zrównoważyć tych wydatków dochodami bieżącymi i wypracować wyniku finansowego. Nas na szczęście ratują dochody z dzierżawy nieruchomości, które przez ostatnie lata pozyskaliśmy – zwróciła uwagę Elżbieta Obłuska.

Przeliczniki i progi

Zdaniem samorządowców trzeba m.in. ograniczyć wysokość wpłat poprzez obniżenie przeliczników, zgodnie z którymi niektóre powiaty wpłacają aż 98 proc. wypracowanej nadwyżki budżetowej, oraz wprowadzić procentowe progi, powyżej których janosikowe nie powinno być pobierane. Do tego wpłaty nie powinny być traktowane jak wydatki bieżące, należy je również w większym stopniu uzależnić od bieżącej sytuacji finansowej samorządu, a nie opierać się na danych sprzed dwóch lat.

Łatwo powiedzieć...

– Dyskutujemy na ten temat z resortem finansów i parlamentarzystami od trzech lat. I stoimy w miejscu. Jedyne zmiany następują pod wpływem wyroków Trybunału Konstytucyjnego, dlatego złożenie kolejnej skargi do TK jest dla nas w tym momencie jedyną drogą obrony interesu naszych mieszkańców, dla których świadczymy usługi publiczne – przyznał Jan Grabiec, starosta legionowski i lider Koalicji Powiatów.

Uczestnicy dyskusji obawiają się, że Ministerstwo Finansów nie wypracuje szybko systemowych rozwiązań i będzie odsuwało problem w czasie.

– Nie wierzę, że bez postawienia rządu pod ścianą z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym wpłat na szczeblu powiatowym cokolwiek się zmieni – uważa Renata Ciurlik, skarbnik powiatu poznańskiego.

Obecni na debacie eksperci nie zostawili na systemie janosikowego suchej nitki.

– Opieramy się na fikcji. Podstawą mechanizmu solidarnościowego jest zidentyfikowanie, kto jest bogaty, kto jest biedny oraz ile bogaty może oddać biednemu. A dzisiejsza ustawa tworzy fałszywy obraz tego bogactwa i ubóstwa, bo wskutek wadliwości przyjętych kryteriów biedniejsi płacą bogatszym. W dodatku projekt nowelizacji przepisów zaproponowany przez rząd nie zmienia tego stanu rzeczy – podsumował dr hab. Marcin Wiącek z Katedry Prawa Konstytucyjnego UW.

Ekspert zwrócił również uwagę na problem ewentualnego zaskarżenia do Trybunału Konstytucyjnego nowej ustawy o janosikowym. Nowa ustawa może być zbadana przez TK tylko do końca 2016 roku (zmiany zaproponowane przez MF dotyczą okresu 2015–2016). Tymczasem sprawy przed trybunałem potrafią ciągnąć się nawet przez kilka lat.

– Moim zdaniem projekt rządowy nie wypełnia wyroku Trybunału Konstytucyjnego – dodał dr Wiącek.

Zdaniem dra Aleksandra Nelickiego, niezależnego eksperta ds. finansów komunalnych, system janosikowego należy całkowicie wyrugować.

– Janosikowe jest potworem, którego teraz Ministerstwo Finansów próbuje ratować, robiąc z niego cyborga. Ten system jest zbędny – stwierdził Nelicki. Jego zdaniem janosikowe to tylko przykrywka dla utrzymania starego ładu finansowego sprzed 2003 roku. – W obecnym systemie są przepisy, które mówią o tym, że jeżeli ktoś dostał więcej subwencji regionalnej niż to, co wynikało ze starych przepisów, to mu się zabierze i przekaże temu, kto dostał mniej. W ten sposób na rok 2015 przenosi się stosunki dochodowe, które istniały do 2003 roku – wyjaśniał ekspert.

Rozmówcy zwrócili uwagę na fakt, że głos samorządów w sprawie janosikowego może być za mało dostrzegalny głównie z uwagi na ich zróżnicowanie. I nie chodzi tylko o to, że systemu bronić mogą biorcy janosikowego.

– Są np. samorządy, które mają dwa razy więcej miejsc w szkołach w przeliczeniu na mieszkańca, co ma potem odzwierciedlenie w ogólnej kwocie ich dochodów. Dlatego samo ograniczenie wysokości wpłaty na janosikowe nie jest wystarczające. Dla jednego powiatu problemem będzie oddanie na janosikowe 70 proc. dochodów podatkowych, a dla innego 25 proc. Mój powiat ma zadłużenie na poziomie około 2 proc. rocznego budżetu, a nie mamy nawet zdolności kredytowej, bo całą nadwyżkę operacyjną oddajemy na janosikowe. Obawiam się, że z takich względów rząd niestety nie wymyśli sprawiedliwego mechanizmu identyfikowania bogatych – stwierdził Jan Grabiec.

Samorządowcy zwrócili uwagę, że dziś świadomość o patologiach janosikowego – zarówno wśród samych lokalnych włodarzy, jak i mieszkańców – jest dużo większa niż jeszcze trzy lata temu. I może dzięki temu uda się skuteczniej wpływać na decydentów w rządzie i parlamencie.

PARTNERZY: