Choć rząd zdążył ogłosić plan przekazania samorządom jednorazowego zastrzyku 8 mld zł, wciąż ostatecznie nie zdecydowano, jak te środki zostaną podzielone. – Zastanawiamy się nad proporcją związaną z planowanymi dochodami PIT na poziomie sprzed Polskiego Ładu – mówi w wywiadzie dla DGP wice minister finansów Sebastian Skuza. Jak dodaje, być może pojawią się też korekty dotyczące dolnych i górnych widełek dla wypłat, a także korekty o wskaźnik bogactwa.

Jeden z elementów samorządowego Polskiego Ładu zakłada jednorazowe przekazanie samorządom 8 mld zł w IV kwartale 2021 roku. Jak zostaną rozdzielone te pieniądze? Premier wspomniał coś o algorytmie.
Chcemy, by ten algorytm był oparty na udziale w PIT. A to wynika z tego, że Polski Ład największe skutki finansowe dla sektora finansów publicznych, w tym dla samorządów, generuje właśnie w dochodach z PIT.
Czyli zobaczycie, jaką wyrwę finansową generuje ta reforma w poszczególnych miejscowościach, a następnie w jakiejś części im ją zasypiecie.
Zastanawiamy się nad proporcją związaną z planowanymi dochodami PIT na poziomie sprzed Polskiego Ładu. Zdajemy sobie bowiem sprawę z konsekwencji budżetowych zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Być może pojawią się też korekty dotyczące dolnych i górnych widełek dla wypłat, a także korekty o wskaźnik bogactwa.
Dobra sytuacja budżetu państwa umożliwia przekazanie do samorządu terytorialnego tych 8 mld zł, przy czym te pieniądze nie będą musiały być wydane w 2022 roku. Gdyby jednostka samorządu terytorialnego (JST) miała takie potrzeby, to oczywiście będzie mogła je wydać od razu.
Te pieniądze gmina będzie mogła wydać jedynie na inwestycje czy na bieżące funkcjonowanie, np. oświaty?
Decydować będzie o tym jednostka samorządu terytorialnego. To będzie subwencja. Nie ma tu praktycznie żadnego ograniczenia.
Skąd kwota 8 mld zł? Dlaczego nie 5 mld albo 15 mld zł?
Taką kwotę pokazują analizy budżetów JST. Z wieloletnich prognoz finansowych JST, według stanu na 5 maja br. wynikało, że JST planują dochody na 2022 rok na poziomie ok. 140 mld zł z tytułu trzech największych źródeł: udziału w PIT, udziału w CIT i subwencji ogólnej. Zatem z kwotą 8 mld zł i środkom, które planujemy dla samorządów w ustawie budżetowej na 2022 rok, dochody samorządu będą wyższe o ok. 4,6 proc. od planowanych. Sądzę, że jak na pierwszy rok funkcjonowania Polskiego Ładu taki bufor jest naprawdę wysoki. Zapewnia solidny wzrost, odpowiadający procentowej wysokości wzrostu PKB prognozowanego na 2022 rok.
Drugim instrumentem będzie coroczna subwencja rozwojowa. Ale premier nie określił, o jak dużych pieniądzach mowa.
Pierwotnie w Polskim Ładzie pojawiła się informacja, że będzie to kwota co najmniej 3 mld zł co roku. Myślę jednak, że skoro ta subwencja będzie buforem wspierającym JST, to tę kwotę będzie można systematycznie podnosić. Tak więc w praktyce te środki mogą się okazać dużo większe. Uważam, że właśnie tym elementem powinno się zwiększać dochody JST.
W zależności od kondycji budżetu państwa?
Niemal wszystko w tym obszarze zależy od kondycji makroekonomicznej i jej wpływu na finanse publiczne.
Chodzi o jakiś obiektywny, a nie uznaniowy, model ustalania wysokości tej subwencji.
Wstępnie zakładamy, że powinno to być co najmniej ok.13 proc. tego, co jednostki samorządowe wydają na inwestycje ze środków własnych. Uważam, że dzięki subwencji rozwojowej będziemy w stanie niemal na bieżąco regulować poziom dochodów JST, analizując rzeczywiste skutki Polskiego Ładu.
Ponoć środki z subwencji rozwojowej będzie można wydać także na bieżące potrzeby, nie tylko na inwestycje, ale z zastrzeżeniem, że wówczas algorytm naliczy na kolejny rok odpowiednio mniejsze środki?
Jak wspomniałem, ustalanie środków subwencji rozwojowej dla poszczególnych JST oparte będzie na wysokości wydatków na inwestycje. Jeśli zatem pieniądze te zostaną przeznaczone na wydatki bieżące, odpowiednio niższa będzie podstawa do naliczania tej części subwencji w kolejnym roku.
W Samorządowym Polskim Ładzie gwarantujecie, że samorządy będą otrzymywać 12 równych rat z PIT i CIT oraz że wpływy z tych źródeł będą na poziomie co najmniej roku poprzedzającego. Z tym że, jak rozumiem, na koniec ocenicie, czy jest niedobór, czy nadmiar środków i gmina będzie musiała się liczyć z wyrównaniem w górę lub w dół?
Dokładnie tak. Przekazywalibyśmy dochody z PIT i CiT w równych ratach, podobnie jak subwencję. Byłaby wyliczona prognoza kwoty z tytułu tych wpływów, tak jak to się prognozuje dla budżetu państwa. Wylicza się po prostu część rządową i samorządową. JST miałyby wyliczane swoje udziały metodą ważoną z trzech kolejnych lat poprzedzających rok bazowy (przy czym kwota sprzed dwóch lat stanowić będzie 50%, sprzed trzech lat – 33 procent, a sprzed czterech lat – 17%)
Takie rozwiązanie spłaszczy ten algorytm, dzięki czemu będzie on odporny na jednorazowe zawirowania finansowe w JST.
Pamiętajmy, że wciąż mamy pandemię. Przedsiębiorcom przesunięto w czasie rozliczenie podatku CIT, co odwlekało w czasie planowane zmiany CIT. Zatem samorządy nie dostają takich wpływów, jakich się spodziewały. Gdyby takie przesunięcia w czasie były znów konieczne, samorządy to odczują. A tak, gwarantując im 12 równych rat, zapewniamy stabilizację i przewidywalność. W następnym roku porównywalibyśmy na sprawozdanie z wykonania dochodów budżetu państwa, sprawdzili, czy jest nadwyżka czy deficyt, a w kolejnym roku doszłoby do rozliczenia.
Będą też zmiany w janosikowym, czyli daninie, którą bogatsze samorządy oddają na rzecz słabiej rozwiniętych. Wysokość wpłat ma być określana nie na podstawie wskaźników finansowych sprzed dwóch lat, lecz opierać się ma na danych bieżących. Dlaczego tak długo trzeba było czekać na taką, wydawałoby się drobną, zmianę?
Chcemy oprzeć się na bieżących wpływach, by uniknąć sytuacji, w której janosikowe naliczane jest za okres koniunktury, a płacone później, np. w czasie dekoniunktury. Myślimy też o tym, by zminimalizować kwestię związaną z przepływami. Dziś płatnicy uiszczają raty do budżetu państwa, który następnie redystrybuuje te pieniądze między beneficjentów. Zamierzamy to uprościć. Jeśli będzie wiadomo, że dany samorząd ma wpłacić janosikowe, to zamiast to robić, po prostu nie dostanie innych środków z budżetu, w wysokości odpowiadającej racie janosikowego.
Jak ta zmiana wpłynie na sytuację dwóch największych płatników - woj. mazowieckiego i Warszawy?
Myślę, że może to wpłynąć tylko i wyłącznie na korzyść. Istotne jest to, że wpłaty będą powiązane z aktualnymi dochodami. Zresztą województwa mają głównie udział w CIT, a dzięki Polskiemu Ładowi dochody z tego tytułu wzrosną, więc województwa dochodowo wyrównują się na tle gmin i powiatów, które jednak opierają się na dochodach z PIT.
Czy ogłoszenie samorządowego Polskiego Ładu nie jest równoznaczne z przyznaniem przez rząd, że sytuacja finansowa samorządów wcale nie jest taka różowa?
Ja uważam, że sytuacja JST nie rysuje się w czarnych kolorach. JST na poziomie sprzed ogłoszenia Polskiego Ładu wyliczyły sobie wspomniane 140 mld zł z trzech źródeł. To by się niemal domykało nawet przy maksymalnych skutkach związanych z wprowadzeniem Polskiego Ładu, a my zapewniamy dodatkowe środki jako bufor, który sprawia, że ta kwota wzrośnie o 4,6 proc. Jak możemy mówić o złej sytuacji samorządów, skoro w covidowym roku 2020 JST przekroczyły poziom dochodów, który planowały jeszcze przed pandemią?
Ja w budżecie państwa w czasie pandemii miałem dużo lepsze dochody niż planowałem w nowelizacji ustawy budżetowej, ale nie dobiłem do poziomu dochodów, które planowałem w pierwotnej wersji budżetu na 2020 rok. Wtedy dochody planowaliśmy na poziomie 435 mld zł, a ostatecznie osiągnęliśmy ok. 420 mld zł. W samorządach, mimo planowanego przed pandemią deficytu rzędu 21 mld zł, ubiegły rok zakończył się nadwyżką 5,7 mld zł. Nie było też jakiegoś dużego ubytku w wydatkach majątkowych czy inwestycyjnych, które wyniosły ok. 46-47 mld zł w 2020 roku. Do tego nadwyżka operacyjna, która wyniosła ponad 21 mld zł. Te dwie ostatnie pozycje owszem, trochę samorządom spadły, ale pamiętajmy, że porównujemy pandemiczny rok 2020 do roku 2019, który był rekordowy. Aktualnie sytuacja po I półroczu 2021 r. też nie wygląda źle, bo mamy nadwyżkę w wysokości ponad 22 mld zł, a nadwyżkę operacyjną 23 mld zł - a to wszystko przy planowanym przez samorządy rekordowym deficycie 33 mld zł! Z naszych symulacji wynika, że w tym roku dochody samorządów z tytułu udziału w PIT i CIT będą wyższe o ok. 7,3 mld zł od planowanych.
W 2020 r. nadwyżka operacyjna (stanowiąca różnicę między dochodami a wydatkami bieżącymi) wzrosła – mimo epidemii – jedynie w województwach samorządowych, natomiast w pozostałych rodzajach JST spadła”. W najtrudniejszej sytuacji w 2020 r. znalazły się miasta na prawach powiatu (wraz z m.st. Warszawa), którym znacząco – prawie do zera – skurczyły się możliwości finansowania spłaty długu środkami wypracowanymi w ramach budżetu roku bieżącego”. Z uwagi na spadkowy trend nadwyżki operacyjnej w tych JST (począwszy od 2019 r.) istnieje duże ryzyko pogłębiania się tego negatywnego stanu w latach kolejnych, które może doprowadzić do uruchomienia spirali zadłużenia” - to nie są opinie samorządów, lecz wioski Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych.
I znów - mówimy o porównaniu roku covidowego do roku 2019 - bardzo dobrego dla finansów publicznych. Zaobserwowaliśmy spadek nadwyżki operacyjnej, ale on nie był duży. Za rok 2019 deficyt JST wyniósł 1,7 mld zł, po 2020 roku jest nadwyżka 5,7 mld zł - widać, że sytuacja uległa poprawie.
Dlaczego nie zrobicie tego, o co apelują samorządowcy, czyli po prostu nie zwiększycie udziału w PIT i CIT o tyle, ile będą stratne na Polskim Ładzie? Reforma zabierze im 13-14 mld zł rocznie, tymczasem wy oferujecie w zamian jednorazowo 8 mld zł i coroczną subwencję w wysokości kilku miliardów.
Planujemy działania doraźne i docelowe. Co by pan redaktor wolał - mieć 1 proc. od miliardów czy 100 proc. od zera?
Przecież tu nie mamy do czynienia z taką alternatywą.
Możemy mieć. Podczas rozmów dotyczących Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg pojawiały się głosy “zlikwidujmy to i zwiększmy im udział w PIT!”. Na to jeden z wójtów powiedział, że takiego zasilenia, jaki dostał z tego Funduszu, żadne - nawet najbardziej radykalne - podwyżki udziału w PIT nigdy by mu nie dały. Podobnie jest z postulatem zwiększenia udziału samorządów w CIT. Są gminy, gdzie prawie w ogóle nie prowadzą działalności osoby prawne opłacające CIT. Co w takiej sytuacji da zwiększenie tych udziałów? Zamiast tego lepiej dać samorządom subwencję prorozwojową, inwestycyjną, naliczaną algorytmicznie i skorelowaną z liczbą mieszkańców. Pamiętajmy, że samorządy są częścią państwa. Wszyscy popieramy przecież podwyższenie kwoty wolnej od podatku czy przesunięcie progu podatkowego. To generuje koszty, przecież my w budżecie państwa też będziemy mieli z tego tytułu niższe dochody.
Budżet straci 4-8 mld zł w zależności od roku, a jak uwzględnimy NFZ, to tzw. centrum będzie na plusie. Tymczasem samorządy stracą rocznie 13-14 mld zł.
Po pierwsze, te kalkulacje są oparte na maksymalnym wariancie. Po drugie, trwałe ubytki będziemy uzupełniać. Możemy się spierać , co jest lepsze - nowa subwencja czy wyższe udziały w podatkach. Uważamy, że to pierwsze jest lepszym mechanizmem.
Jak te wszystkie zmiany będą wdrażane? Jeszcze w sierpniu ma być ustawa dotycząca wypłaty tych 8 mld zł samorządom. A co potem?
To jednorazowe rozwiązanie wejdzie w życie najszybciej. Z kolei w sprawie rozwiązań docelowych, takich jak subwencja rozwojowa czy mechanizmy stabilizujące lokalne budżety, chcemy dać sobie czas na konsultacje ze stroną samorządową. Myślę, że projekty ustaw mogą się pojawić we wrześniu.
Systemowe rozwiązania wejdą w życie od stycznia 2022 roku?
Chcielibyśmy, by tak się stało.
A jak idzie spinanie budżetu państwa na 2022 rok?
Jesteśmy w trakcie prac, negocjujemy z poszczególnymi resortami. Mogę powiedzieć, że wykonanie tego roku jest bardzo dobre, nadwyżka po lipcu wyniosła ponad 35 mld zł.
„Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że budżet na 2023 r. się nie zepnie. Spięcie budżetu na przyszły rok będzie możliwe tylko dzięki kolejnemu zamrożeniu reguły wydatkowej. W 2023 r. Komisja Europejska już na to się nie zgodzi. Konieczne będą dotkliwe cięcia budżetowe” - tak twierdzi Jarosław Gowin w wywiadzie dla DGP.
Reguła fiskalna na 2022 rok obowiązuje, choć są też pewne odstępstwa w zakresie wydatków prorozwojowych, pewne klauzule dojścia do czasu “pocovidowego”. Nie jest więc zupełnie zawieszona. Tak było w 2020 roku. Wprowadziliśmy gruntowne zmiany, bo regułą fiskalną objęte zostały państwowe fundusze celowe - ustawa znajduje się już u prezydenta. W kolejnych latach wygasną z pewnością wydatki covidowe, co naturalnie zacznie obniżać nasz deficyt. Szybko rosnąca gospodarka, wspierana środkami unijnymi pozwoli nam na redukcję długu w relacji do PKB.
NIK zarzuca rządowi brak przejrzystości finansów publicznych poprzez wypychanie wielu operacji finansowych poza budżet centralny. Marian Banaś mówi o niekontrolowanym wzroście długu publicznego, który liczony według metodologii UE, wzrósł aż o 290 mld zł.
Nie ma mowy o braku przejrzystości, przecież obowiązują nas regulacje unijne, które każą nam wyliczać cały sektor general government, niezależnie od naszych przepisów krajowych. Pokazujemy zbiorcze dane dotyczące deficytu czy długu według metodologii unijnej.
Zgoda. Ale gdy premier wychodzi na konferencję, to mówi o nadwyżce. A to chyba wybiórcze przedstawianie danych, bo budżet państwa to tylko część finansów publicznych.
Podkreślę jeszcze raz: podajemy, jaki mamy dług czy deficyt według metodologii unijnej. I potwierdzam, że nadwyżka budżetu państwa po lipcu br. przekroczyła 35 mld zł.
Co dalej z Funduszem Przeciwdziałania COVID-19?
Wciąż mamy pandemię, a zarządzanie Funduszem jako narzędziem przeciwdziałania jej skutkom prowadzi Kancelaria Premiera.
Ale jest pan spokojny o to, że budżet na 2022 rok się zepnie i zostanie przyjęty przez parlament?
Czy ja wyglądam na człowieka niespokojnego? Działania, które rząd podjął w czasie pandemii, nawet kosztem zwiększenia zadłużenia, były właściwe. Udało się zapobiec dezorganizacji rynku pracy. Uratowano tysiące przedsiębiorców i miejsc pracy dzięki czemu mamy dziś wyraźne odbicie w gospodarce. Mieliśmy jedną z najpłytszych recesji w Europie, mamy dobre wskaźniki makroekonomiczne i pozytywne oceny agencji ratingowych.
Oraz rekordową inflację.
To jest w pewnym sensie cena, jaką płacimy wszyscy – bo nie tylko w Polsce inflacja przyspieszyła – za dynamiczne odbicie gospodarki.