Ministerstwo Środowiska miało przygotować rządowy projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Nadal nie ma nawet jego założeń. Dlaczego?

Rzeczywiście, zmiany dotyczące gospodarki odpadami są konieczne. Jak wielokrotnie mówiłem, podzieliliśmy je na dwa pakiety. Pierwszy to modyfikacje porządkowe, które musimy pilnie przeprowadzić, bo dotyczą spraw bieżących i wymagają natychmiastowego uregulowania, np. przekazanie z gmin do urzędów skarbowych egzekucji za nieopłacone śmieci czy uproszczenie składania deklaracji przez mieszkańców. Drugi to zmiany systemowe. Przykładowo pojawiły się takie zagadnienia, jak in house, czyli odejście od przetargów na wywóz śmieci, kwestie mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów czy sprawozdawczość.

Założyłem, że musimy iść dwiema drogami, jeśli chodzi o uregulowanie prawa. Najpierw przeprowadzić szybką nowelizację porządkową, a potem systemową. Pracy chętnie podjęli się posłowie – najpierw PO, później SLD. Złożyli swoje propozycje legislacyjne. Prace nad szybką nowelizacją ruszyły w maju. Okazało się jednak, że to jest jak z lawiną w górach. Pierwotnie do zmiany było 17 punkcików. Sądziłem, że uda się je uchwalić w Sejmie w ciągu miesiąca czy dwóch. A odbyło się już piąte posiedzenie podkomisji, z których każde trwa po kilka godzin, bo ożywili się bez mała wszyscy uczestnicy rynku i zaczęli proponować coraz to nowe poprawki.

Jakie kwestie się pojawiły?

Na przykład dotyczące spółdzielni mieszkaniowych i zarządów wspólnot. Nie chcą one wyręczać swoich mieszkańców i administracji samorządowej. Obecnie jest tak, że to właśnie zarządy odbierają deklaracje dotyczące śmieci od obywateli, weryfikują je i występują jako strony przed samorządami. Chcieliby jednak w tym nie pośredniczyć. Zaproponowali, aby mieszkańcy bezpośrednio, samodzielnie składali deklaracje do gmin. Samorządy są jednak przeciwne takiej procedurze. Twierdzą, że nie będzie miał tego kto robić, głównie z uwagi na małą liczbę etatów w urzędach. Chcą współpracować bezpośrednio z zarządami wspólnot i spółdzielni, a nie z tysiącami obywateli. Ta kwestia zajęła nam bardzo wiele czasu, bo musieliśmy odbyć spotkanie z Unią Metropolii Polskich, Związkiem Powiatów Polskich, Komisją Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego itd. Postanowiliśmy nie zmieniać obecnego systemu.

Kolejna sprawa dotyczyła rozdzielenia przetargów – oddzielny na odbiór i oddzielny na zagospodarowanie odpadów. Obecnie gmina może przeprowadzać jedno postępowanie. W konsekwencji powstała luka – nie zawsze wiadomo, dokąd jadą odpady? Czy np. nie trafiają do znacznie oddalonych instalacji przetwarzania. Nowe rozwiązanie pozwoli temu zapobiec. Zdecydowaliśmy się je przyjąć.

Nadal napływają kolejne poprawki, ale prace nad nowelą musimy wreszcie zakończyć i kolejne propozycje przenieść do projektu rządowego.

Rząd musi pilnie przygotować propozycję dotyczącą maksymalnych opłat za śmieci, ponieważ wprowadzenie ich do ustawy nakazał Trybunał Konstytucyjny (TK). Czy już jest ekspertyza, na której mieli się państwo opierać?

Tak, otrzymałem ją pod koniec sierpnia. Na tej podstawie można ustalić maksymalne i minimalne stawki opłat za odbiór śmieci.

Co z niej wynika?

Że obecnie stosowane stawki nie odbiegają od teoretycznych rozważań wynikających z metodyki określającej, jaką część dochodu gospodarstwo domowe może przeznaczyć na gospodarkę odpadami. Stosując metodę „od mieszkańca”, różnice pomiędzy województwami nie są duże i wynoszą kilkanaście procent. A więc uważam, że po uchwaleniu przez Sejm tych wartości maksymalnych nie będzie przesłanek, aby samorządy cokolwiek zmieniały w swoich taryfikatorach. Musimy też pamiętać, że przeciętny udział wydatków na odpady nie może przekraczać 3–5 proc. dochodów gospodarstwa domowego. Zgodnie z zaleceniem TK przy okazji określania stawek, wprowadzimy też ulgi dla mieszkańców.

Od czego będą one zależeć?

O ulgę w opłatach za odpady będą mogły się ubiegać te osoby, które są w gminie uprawnione do pobierania zasiłków. Szukaliśmy klucza, na podstawie którego zniżki będą przyznawane. Uznaliśmy, że to najkorzystniejsze rozwiązanie, ponieważ nie trzeba tworzyć nowych mechanizmów, zgodnie z którymi będzie wyliczane prawo do ulgi. Unikniemy również dzięki temu dyskusji, dlaczego dane osoby mają prawo do zniżki – odpowiedź jest jasna, bo to osoby najbiedniejsze w danej gminie.

Jak duże będą te ulgi?

To będą określać gminy.

A kiedy przygotują państwo rządowy projekt?

On jest już gotowy. Ale w związku z tym, że część zmian, która miała się w nim znaleźć, została wprowadzona do poselskiego projektu, na razie go nie ujawniamy, bo chcemy uniknąć dublowania pomysłów.

Jaki będzie najważniejszy punkt rządowej reformy?

Będziemy rozważać wprowadzenie zasady in house, czyli możliwości bezprzetargowego wyłaniania firm zajmujących się wywozem śmieci, o ile oczywiście przepisy zamówień publicznych na to pozwolą. Samorządy mogłyby zlecić bezprzetargowo odbiór odpadów własnemu przedsiębiorstwu. Chcielibyśmy, aby reforma pomogła nam osiągnąć cele dotyczące poziomów odzysku i recyklingu, które będą obowiązywać w roku 2020. Najsłabszym punktem obecnego systemu jest ich selekcjonowanie u źródła, czyli bezpośrednio w gospodarstwach domowych. Ta metoda daje najlepszy surowiec, który jest gotowy do przetworzenia. Zatem konieczna jest przede wszystkim zmiana mentalności każdego z naszych obywateli, a także rozwinięcie odpowiednich instrumentów technicznych.

Przepisy jednak nie obejmują wprowadzania zmian w mentalności.

Dlatego zastanawiamy się zarówno nad dalszą edukacją, jak i nad wprowadzeniem sankcji za niesegregowanie odpadów. Spróbujemy tak kreować tworzenie sieci pojemników na odpady, aby obywatele nie musieli się zastanawiać, gdzie wyrzucić śmieć. Problemem nie jest recykling odpadów, ale ich zebranie. Nad tym musimy popracować. Do 2020 r. musimy bowiem doprowadzić do stanu, w którym 50 proc. szkła, tworzyw sztucznych, papieru i metali będzie odzyskiwanych. Obecnie ten wskaźnik wynosi ok. 20 proc.

Czy już podsumowali państwo pierwszy rok funkcjonowania reformy śmieciowej w samorządach?

Tak, mamy duże ilości danych uzyskanych ze sprawozdań od samorządów. Część z nich wymaga sprawdzenia, są one mało wiarygodne. Trwa ich weryfikacja.

Dlaczego nie są wiarygodne?

Ponieważ okazuje się, że np. w jednych gminach odsetek przygotowania odpadów do odzysku wynosi 0 proc., a w innych 150 proc. – te liczby wymagają sprawdzenia. We wrześniu opublikujemy wyniki. Pierwsze wnioski są takie, że Polska produkuje mniej odpadów, niż zakładano. Jest to ok. 9 mln 800 tysięcy ton, a nie jak zakładaliśmy – ok. 12 mln ton. I ta wielkość jest nową bazą do rozważań oraz planowania koniecznych do wybudowania instalacji, w tym obiektów termicznego przekształcania (spalarni – red.).

Samorządy będą mogły zlecać bezprzetargowo odbiór odpadów własnym przedsiębiorstwom