Samorządowcy są oburzeni, tym bardziej że – jak twierdzą – gminni komisarze spisowi nie otrzymali obiecanych nagród za dodatkową pracę, co uzasadniono covidowym zaciskaniem pasa. Spór władz lokalnych z rządem kładzie się cieniem na trwające przygotowania do narodowego spisu ludności i mieszkań, który ma ruszyć w kwietniu.
Samorządowcy oskarżają Główny Urząd Statystyczny o bezsensowne wydanie kilku milionów złotych na promocję Powszechnego Spisu Rolnego zamiast na wynagrodzenie komisarzy spisowych
Od kilku miesięcy trwa spór między rządem a samorządami o to, jak w zeszłym roku zorganizowano Powszechny Spis Rolny. Samorządowcy zarzucają Głównemu Urzędowi Statystycznemu (GUS), że gminni komisarze spisowi (wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast) nie otrzymali pieniędzy za wykonaną pracę z uwagi na oszczędności wprowadzone w ramach zaciskania pasa po wybuchu pandemii. Dlatego teraz samorządowcy postanowili rozliczyć GUS z poniesionych wydatków na przygotowanie i przeprowadzenie zeszłorocznego spisu.
– Otrzymaliśmy podziękowania z GUS i od głównego komisarza spisowego za zaangażowanie i świetne wyniki. Niemal równolegle dowiedzieliśmy się, że po opinii wojewodów urząd wycofuje się z przyznania nagród gminnym komisarzom spisowym i że zapisane w budżecie spisu 13–14 mln zł trzeba przeznaczyć na walkę z COVID-19 – tłumaczy Jacek Gursz, burmistrz Chodzieży, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski, które poprosiło GUS o pokazanie wydatków na promocję spisu rolnego. – W efekcie zamiast pieniędzy za wykonaną pracę w grudniu 2020 r. przesłano do urzędów kalendarzyk na nowy rok, notesik i ekskluzywną kartkę na święta. To spowodowało, że postanowiliśmy się dowiedzieć, na co poszły pieniądze przewidziane na promocję spisu, czyli na co wydano 21 mln zł – dodaje w rozmowie z nami.
Samorządowcy zwracają uwagę na niektóre pozycje, m.in. 50 sztuk zestawów piór z bursztynem, 425 piór Parker VIP, 850 sztuk „ekskluzywnych zestawów piśmienniczych VIP”, 425 zestawów „filiżanek VIP”, 20 sztuk aparatów fotograficznych wraz z wyposażeniem, 10 sztuk spinek do mankietów „z bursztynem w eleganckim drewnianym pudełku” czy 10 innych spinek z „krzemieniem pasiastym w eleganckim drewnianym pudełku”. W sumie na tego typu gadżety (część z nich opisano jako „nagrody w konkursach”, inne jako „materiały promocyjne”) GUS wydał ponad 5 mln zł.
Przedstawiciele władz lokalnych podważają te wydatki. – Czy naprawdę nie dało się przeprowadzić spisu bez takich gadżetów? Zabrakło środków na wynagrodzenia dla wójtów, burmistrzów i prezydentów, ale nie na promocję spisu za miliony złotych? – dopytuje jeden z nich. – Każdy rolnik ma obowiązek się spisać. Promocja spisu nie jest niczym złym, bo buduje się świadomość, że spis jest w ogóle prowadzony. Ale część działań promocyjnych była wątpliwa – komentuje Jacek Gursz i pyta, po co kupować 1800 piłek do siatkówki, „skoro jest COVID-19 i takich zawodów w listopadzie nikt nie organizował”. – Nie robimy afery o pieniądze, lecz o pewną sprawiedliwość. Uważamy, że de facto skradziono pieniądze ludziom, którzy przez wiele miesięcy wykonywali swoją pracę – ocenia burmistrz.
Co na to GUS? – Mając na uwadze budowanie relacji z interesariuszami oraz pozyskanie ambasadorów spisu, zakupiono materiały promocyjne jako podziękowania za zaangażowanie w działania spisowe. Promocja odbywała z wykorzystaniem różnorodnych kanałów. Jednym z nich były zabawy i konkursy z nagrodami, w tym organizowane w środkach masowego przekazu i mediach społecznościowych, stąd potrzeba zakupu nagród – tłumaczy Karolina Banaszek, rzeczniczka GUS. – Konkursy cieszyły się dużym zainteresowaniem, co wskazuje na to, że spełniły swoją rolę popularyzatorską. Wiele materiałów promocyjnych zakupiono w 2019 r., przed epidemią – dodaje.
– Każdy wydatek publiczny powinien mieć merytoryczne uzasadnienie. Jeśli jakakolwiek kontrola stwierdzi niezasadność wydatków, osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje. Trudno mi rozsądzić, jak było w tym konkretnym przypadku – komentuje poseł PiS Tomasz Ławniczak, szef sejmowej komisji samorządowej. Samorządowcy przyznają, że draki o wydatki promocyjne GUS być może by nie było, gdyby nie sprawa niewypłaconych nagród dla gminnych komisarzy spisowych. Tymczasem innych pieniędzy za pracę przy spisie komisarze otrzymać nie mogli. – Gdyby było tak, że za pracę przysługuje wynagrodzenie w postaci dodatku spisowego, a nagroda jest fakultatywna, nie byłoby problemu. Wtedy wójt otrzymałby wynagrodzenie za wykonaną dodatkową pracę, a nagroda zostałaby mu przyznana lub nie. A tak nie dostał nic – dowodzi Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.
Jak w praktyce wyglądało wstrzymanie nagród? – Członkowie komisji gminnej otrzymują miesięczny ryczałt i nagrodę. W mojej gminie przez prawie rok w komisji pracowały trzy osoby. Każda z nich miesięcznie otrzymywała 576 zł ryczałtu. Na nagrody dostaliśmy łącznie 11 tys. zł do podziału między gminnego komisarza oraz trzech członków komisji – opisuje burmistrz Gursz. Komisarzowi z tej puli miało przypaść do 4,5 tys. zł, a reszta kwoty miała zostać podzielona między trzech członków komisji. Jednak poinstruowano mnie – a także 2,5 tys. pozostałych gminnych komisarzy – by zwrócić przynależną komisarzom kwotę nagrody, a rozdzielić tylko pozostałe pieniądze dla członków komisji. W efekcie żaden z gminnych komisarzy nie otrzymał pieniędzy za wykonaną pracę – dodaje.
Poseł Ławniczak rozumie rozgoryczenie samorządowców. – Merytorycznie najwięcej pracują komisarze spisowi na dole, ale pełną odpowiedzialność za organizację spisu na terenie gminy ostatecznie ponosi wójt, burmistrz czy prezydent jako gminny komisarz spisowy. Powinien więc dostać zwyczajowo przewidziane wynagrodzenie. Dlatego interweniowałem w tej sprawie u wojewody wielkopolskiego. Usłyszałem, że nagrody wstrzymano z uwagi na oszczędności związane z COVID-19. Nie przekonuje mnie to tłumaczenie, tym bardziej że decyzje zapadały dopiero pod koniec lub po zakończeniu spisu – mówi poseł PiS. GUS utrzymuje, że nagrody „zawsze mają charakter uznaniowy”. – Wszystkim należą się podziękowania i wielki szacunek, ale decyzja była podyktowana dobrem publicznym – podkreśla Karolina Banaszek. ©℗
Z jednego spisu w drugi
Spór o spis rolny kładzie się cieniem na przygotowaniach do Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań, który ma się odbyć między kwietniem a wrześniem. W lutym Sejm przesłał do Senatu rządową ustawę o tegorocznym NSP. Rodzi ona podobne kontrowersje, które pojawiły się w przypadku zeszłorocznego spisu rolnego.
Regulacje w wersji z 9 sierpnia 2019 r. zakładają, że dodatek lub nagroda spisowa przy NSP są przyznawane przy uwzględnieniu pięciu przesłanek (zakresu i złożoności wykonywanych zadań, stopnia odpowiedzialności, inicjatywy i zaangażowania w wykonanie prac). Tymczasem planowana nowelizacja przewiduje, że dodatek lub nagroda jedynie „mogą być” przyznane. – Poprosiliśmy Senat o skreślenie słów „mogą być” i zostawienie „są przyznawane” – mówi jeden z samorządowców. Senatorowie opozycji nie wykluczają, że przychylą się do tej propozycji. Na razie wnioskuje o to senacka komisja.
W opinii biura legislacyjnego Senatu nowelizacja „nie budzi zasadniczych zastrzeżeń legislacyjnych”. Co innego tryb jej procedowania. „Biorąc pod uwagę dalszy harmonogram prac nad ustawą (rozpatrzenie ustawy przez Senat, ewentualne stanowisko Sejmu w odniesieniu do stanowiska Senatu, czas na podpisanie ustawy przez prezydenta i zarządzenie jej ogłoszenia, a także czas na jej publikację), wątpliwości może budzić przepis art. 4”, który stanowi, że ustawa wejdzie w życie 1 kwietnia. Andrzej Duda ma 21 dni na podpisanie ustawy. Zdaniem senackich legislatorów, jeśli ten termin nie zostanie dotrzymany, będzie to oznaczać „uchybienie standardowi demokratycznego państwa prawnego”. ©℗
Tomasz Żółciak
fot. Arkadiusz Ziółek/East News
Powszechny Spis Rolny przeprowadzono w ubiegłym roku w warunkach pandemii