W walce o swoje interesy – i budżety – samorządy nie tylko wyręczają administrację centralną, lecz nawet kreują własną politykę w skali całego kraju. Burmistrzowie, wójtowie i prezydenci jednoczą siły. W czwartek złożyli w Sejmie obywatelski projekt ustawy z 250 tys. podpisów, którego celem jest zwiększenie udziału gmin w dochodach z podatku PIT.

Samorządy odnoszą już sukcesy. To pod ich naciskiem minister edukacji Krystyna Szumilas zadeklarowała, że rząd przedstawi do końca roku projekt zmian w Karcie nauczyciela. – Samorządy nie chcą oszczędzać na oświacie. One muszą to robić, bo w niektórych jednostkach wydatki oświatowe są dwukrotnie wyższe niż subwencja – mówi prof. Michał Kulesza, twórca reformy samorządowej.

Właśnie motywacje finansowe leżą u podstaw działań, które zastępują inicjatywy rządowe. Stąd pomysł powołania samorządowego funduszu drogowego. Związek Powiatów Polskich opracował koncepcję funduszu dysponującego 1,5 – 2 mld zł rocznie. Pochodziłyby z budżetu państwa, który zwracałby do funduszu podatek od towarów i usług, jaki odprowadzają samorządy realizujące projekty drogowe.

Z kolei Związek Miast Polskich podczas planowanego na przyszły tydzień w stolicy Kongresu Drogowego przedstawią własny projekt systemu finansowania dróg lokalnych, powiązanego z akcyzą do paliw.

Samorządowcy rozważają też koncepcje ich alternatywnego finansowania. Jedna z nich zakłada utworzenie specjalnego stowarzyszenia, w ramach którego jednostki samorządu terytorialnego mogłyby łączyć się w związki i wypuszczać wspólne obligacje. Pozwoliłoby to zmniejszyć obciążenie długiem poszczególnych gmin.

Miasta i gminy tworzą też systemy informatyczne dla pacjentów czy rozdają uczniom tablety, zanim zrobi to rząd. Próbują nadrabiać dystans do innych państw na własną rękę. – To wynika z konstytucji. Jesteśmy zdecentralizowaną częścią Polski – mówi Andrzej Porawski, pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej ustawy w sprawie zmian w PIT.

Wiele nieudanych i spóźniających się projektów rządowych sprowokowało do działania samorządy. Choć w teorii planowane jest wprowadzenie informatyzacji służby zdrowia w całej Polsce, to wiele regionów, nie czekając, zabrało się do działania. I tak na przykład na Podlasiu w 2014 r. za 62 mln zł ma powstać system danych o pacjentach, który będzie dostępny w każdej placówce. Obecnie każdy pacjent ma tyle kart medycznych, ile miejsc, w których się leczył. A lekarze nie mają dostępu do dokumentacji z innego miejsca.

Po wprowadzeniu ich do systemu elektronicznego, a także możliwości pobrania ich przez daną placówkę będzie możliwość szybszej diagnozy, a następnie leczenia chorego. Dzięki systemowi pacjenci zarejstrują się też do lekarzy elektronicznie. W programie ma wziąć udział samorząd województwa wraz z 28 placówkami służby zdrowia i 10 powiatami. Wprowadzenie podobnych rozwiązań planują także województwa podkarpackie, łódzkie, dolnośląskie, a także niektóre szpitale na Pomorzu. Projekty te finansowane są w ramach regionalnych programów operacyjnych. Większość projektów kosztuje około 50 mln. W zasadzie ich propozycje dublują projekt, nad którym pracuje rząd.

Podobnie jest w edukacji. Choć właśnie wdrażany jest pilotaż programu „Cyfrowa szkoła”, w którym udział bierze ponad 400 placówek z całego kraju, to samorządy na własną rękę informatyzują podległe im placówki oświatowe. Zazwyczaj są to działania jednostkowe i nieskoordynowane nawet w obrębie jednego województwa – gmina współfinansuje usprzętowienie i podłączenie do internetu szkoły podstawowe i gimnazja, a powiaty szkoły średnie

. Tak choćby w ostatnich miesiącach postąpiła gmina Nowy Kawęczyn (łódzkie), która zakupiła sprzęt dla 165 uczniów gimnazjów.

W Kielcach prezydent miasta prowadzi akcję „Tablety dla szkół”, w ramach której zakupiono sprzęt dla gimnazjalistów. Największą skalę mają działania w Gdańsku – miasto to wyłożyło na projekt Gdańska Platforma Edukacyjna niemalże 7 mln. Ten projekt skupia się na zinformatyzowaniu funkcjonowania szkół: od planowania budżetu szkoły w jednolity dla wszystkich placówek sposób, po zintegrowanie katalogów szkolnych bibliotek i wspólny system e-learningu.

Samorządy same inicjują takie projekty, bo rząd spóźnia się z działaniami w skali kraju. Wadą tych rozwiązań zarówno w edukacji, jak i zdrowiu może być to, że po wprowadzeniu ogólnopolskiego systemu okażą się one niekompatybilne. Największe miasta chcą też wejść na kolejne z podstawowych zadań państwa. Chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców, zamiast straży miejskiej miałaby powstać policja municypalna. Opisywaliśmy zamiary komendantów straży miejskich z największych miast, by rozszerzyć uprawniania strażników. I te zamiary stają się coraz bardziej realne.

Projekt zmian w prawie został pokazany samorządowcom. – W połowie przyszłego miesiąca planujemy zorganizowanie konferencji, na której pojawią się też przedstawiciele środowisk naukowych i prawniczych – mówi Janusz Wiaterek, komendant krakowskiej straży miejskiej. Zwiększeniem uprawnień strażników miejskich zainteresowane są nie tylko duże miasta, lecz także wiele mniejszych gmin. Wyraźniejszego sprzeciwu ze strony administracji centralnej w przedmiotowej sprawie jak na razie brak.