Jeszcze kilka miesięcy temu opozycja zapowiadała masowy start znanych burmistrzów i prezydentów miast w wyborach parlamentarnych. Dziś tych nazwisk nie widać.
Koalicja Obywatelska, Lewica i PSL-Kukiz’15 – choć startują osobno do Sejmu, porozumiały się co do wystawienia wspólnych kandydatów do Senatu. – Tu nie było alternatywy, wspólni kandydaci to realny problem dla PiS – ocenia socjolog polityki Jarosław Flis. – Gdyby powtórzyły się wyniki wyborów prezydenckich z drugiej tury, gdzie Andrzej Duda miał 51,55 proc., to opozycja – ze względu na przestrzenny rozkład elektoratu i zasadę „kto pierwszy na mecie” – mogłaby liczyć nawet na 57 mandatów senatorskich, a PiS na 43. A przypomnijmy, że rezultat Andrzeja Dudy to był najwyższy historycznie wynik PiS od zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego w 2005 r. – zwraca uwagę ekspert.
O mandat senatorski ubiegać się będzie najpewniej Krzysztof Kwiatkowski. Były już szef NIK złożył wczoraj rezygnację. Do Senatu ma startować też szef sztabu PO-KO Krzysztof Brejza.