Nawet jeśli gminie uda się uruchomić nową linię, to będzie ją obsługiwał trujący powietrze bus, z którego nie skorzysta osoba na wózku inwalidzkim – ostrzegają eksperci.
Dzięki Funduszowi rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej z mapy Polski mają zniknąć białe plamy. Projekt w założeniu ma być odpowiedzią na wykluczenie transportowe mieszkańców miasteczek i wsi. W połowie marca premier Mateusz Morawiecki mówił, że nie może pozwolić, aby osoby starsze, z niepełnosprawnościami i dzieci mogły korzystać wyłącznie z samochodów. Początkowo była mowa o 1,5 mld zł rocznie do dyspozycji samorządów, jednak w projekcie, którego skrócone konsultacje społeczne zakończyły się w ubiegłym tygodniu, jest mowa już tylko o około 800 mln zł do podziału na wszystkie województwa.
Według ekspertów zaproszonych do konsultacji społecznych wysokość rządowych dopłat do wozokilometra w wysokości do 80 gr (w pierwszej fazie programu, do końca 2021 r. ma to być maksymalnie złotówka) skusi jedynie tanich przewoźników. Przykładowo w Puszczykowie w województwie wielkopolskim unieważniono przetarg, w którym oferowano 3,09 zł za wozokilometr. Firmy, które dysponowały małymi busami, przedstawiły oferty: 3,35 zł i 3,45 zł (za wozokilometr). Według propozycji rządowej samorząd miałby ponosić co najmniej 30 proc. kosztów linii.
Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej wskazuje, że oferowana dopłata państwa może co prawda przesądzić, że połączenie powstanie, ale nie wymusi standardu usług. Zachęci tych, którzy przewożą pasażerów, ponosząc przy tym jak najniższe koszty. Państwowe pieniądze, zamiast pomóc, mogą więc pogłębić wykluczenie najbardziej wrażliwych grup społecznych, o których mówił szef rządu: osób niepełnosprawnych, starszych i dzieci mieszkających poza dobrze skomunikowanymi aglomeracjami. Izba zwraca uwagę, że niskokosztowi przewoźnicy – z nielicznymi wyjątkami – korzystają z przebudowanych pojazdów dostawczych, ciasnych i niedostępnych dla osób ze szczególnymi potrzebami. Co więcej, są to pojazdy zazwyczaj o jedynie dostatecznym stanie technicznym i spełniające najstarsze normy czystości spalin. „Należy więc zadać pytanie o niezawodność takiej usługi. Mieszkańcy korzystający z transportu publicznego muszą mieć bowiem pewność, że zawsze dojadą i wrócą z pracy lub ze szkoły” – zwraca uwagę izba. Jej zdaniem rząd konserwuje raczej podziały między metropoliami i małymi, niedofinansowanymi gminami, niż je znosi, proponując dopłaty w tak niskiej kwocie.
Reklama
Przewoźnicy zwracają też uwagę, że przywrócenie jednego połączenia komunikacyjnego nie wystarczy. To kwestia opracowania dogodnych rozkładów jazdy, wygodnych punktów przesiadkowych i informowania mieszkańców – a na to także potrzebne są pieniądze. Gminy potrzebują natomiast czasu, by nowe połączenia uzgodnić między sobą. Tymczasem rząd postawił samorządy pod presją. O przyznaniu środków będzie bowiem decydowała kolejność wpłynięcia do wojewody wniosków. Podobną kwestię podnosili samorządowcy, którzy krytykują przyśpieszony tryb prac nad projektem, jego fragmentaryczność i brak pogłębionej analizy i badań – na przykład pilotażu. Ministerstwo Infrastruktury liczy, że ustawa o funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej zostanie uchwalona jeszcze w maju.
Etap legislacyjny
Zakończone konsultacje społeczne