Taka sytuacja jeszcze nigdy nie miała miejsca – podkreślają samorządowcy i eksperci. Do Ministerstwa Finansów już płyną pisemne protesty, nawet od polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością.

O województwie śląskim głośno jest od kilku dni, gdy na jaw wyszło, że otrzyma znacznie niższą subwencję, niż wynikało z informacji resortu finansów przesłanej samorządowi w październiku ubiegłego roku. Wtedy obowiązywała wersja, że region na 2019 r. otrzyma łącznie ponad 190 mln zł tzw. subwencji ogólnej od rządu. Teraz okazuje się, że otrzyma niespełna 151,5 mln zł. Istotnie mniejsze pieniądze otrzyma też Małopolska, której subwencję ogólną na ten rok przycięto o 33,5 mln zł. Kolejne stratne regiony to woj. łódzkie (mniej o 14,7 mln zł), kujawsko-pomorskie (mniej o ok. 6,9 mln zł), mazowieckie (mniej o prawie 2,2 mln zł) oraz dolnośląskie (mniej o 1,3 mln zł).

Tam jednak, gdzie ktoś traci, kto inny zyskuje. Najwięcej woj. podlaskie (dostanie więcej o ponad 16,3 mln zł), warmińsko-mazurskie (plus 15 mln zł) i lubelskie (plus 14,7 mln zł). ‒ Jesteśmy zaskoczeni taką decyzją i w związku z zaistniałą sytuacją w imieniu woj. małopolskiego marszałek Witold Kozłowski wystosował stanowczy protest do Ministerstwa Finansów, w którym domaga się wyjaśnień. Przez ostatnie 20 lat istnienia samorządów województw takie sytuacje nie miały miejsca ‒ przyznaje Małgorzata Gorczyca z biura prasowego w tamtejszym urzędzie marszałkowskim.

Wtóruje jej Paweł Adamczyk, skarbnik woj. kujawsko-pomorskiego. ‒ W związku z opublikowaną listą kwot subwencji dla województw na 2019 r. zwrócimy się do Ministerstwa Finansów z pisemną prośbą o wyjaśnienie i przedstawienie podstawy wyliczeń przyznania subwencji. Do tej pory nie zdarzyło się, by subwencja była niższa niż prognozowana ‒ zapewnia.

Z kolei władze Mazowsza mówią nam, że powstałą wyrwę samorząd będzie musiał uzupełnić własnymi pieniędzmi, gdyż środki rządowe miały trafić na cele oświatowe.

W tym roku resort finansów miał ponad 2,4 mld zł dla 16 regionów

Z czego wynikają te zmiany, które ‒ jak widać ‒ zaskoczyły samorządowców? Subwencja ogólna to pieniądze budżetu państwa, które zasilają jednostki samorządowe. Jest ona przyznawana wszystkim samorządom ‒ gminom, powiatom i województwom. Na szczeblu wojewódzkim dzieli się na trzy części ‒ wyrównawczą, oświatową i regionalną (zwaną także wojewódzkim janosikowym, pieniądze w tej części tak naprawdę pochodzą od Mazowsza, które zazwyczaj jest jedynym płatnikiem tej daniny z racji swojej zamożności). Na ten rok resort finansów dysponował kwotą ponad 2,4 mld zł dla 16 regionów. Jesienią ubiegłego roku MF poinformował władze regionów, jaka część tego tortu przypadnie każdemu z nich. Ostateczne kwoty są województwom rozsyłane tuż po uchwaleniu budżetu państwa na dany rok. Tak było i teraz.

Z naszych analiz wynika, że największe przesunięcia zaszły w części regionalnej, co wpłynęło na poziom subwencji ogólnej. I tak np. Śląsk miał pierwotnie otrzymać w ramach części regionalnej prawie 51,6 mln zł, a teraz dowiedział się, że będzie to jednak tylko 14,7 mln zł. Z kolei Małopolska liczyła na ponad 41,6 mln zł. Jak twierdzą tamtejsi samorządowcy, jeszcze 13 lutego br. MF deklarował taką właśnie kwotę. Dopiero tydzień później nastąpiła korekta do 9,4 mln zł. Skorzystały na tym inne regiony. Przykładowo subwencja regionalna dla Podlasia wzrosła z 28,4 mln do niemal 45 mln zł. A Warmia i Mazury otrzymają 49,8 mln zł zamiast wcześniej prognozowanych 34 mln.

‒ Różnice w części regionalnej są co najmniej zastanawiające, żeby nie powiedzieć ‒ szokujące. Pytanie, co się zadziało na przestrzeni kilku miesięcy, że są takie różnice w kwotach, skąd wzięły się takie niedoskonałości w statystyce administracyjnej ‒ zastanawia się dr Aleksander Nelicki, specjalista od finansów komunalnych. Twierdzi również, że takich różnic do tej pory nie obserwowaliśmy.

O komentarz prosimy MF. ”Kwoty subwencji na rok 2019, o których MF informował po ogłoszeniu ustawy budżetowej, w porównaniu do kwot planowanych, uległy zmianie w wyniku aktualizacji danych branych pod uwagę do wyliczania poszczególnych części subwencji ogólnej, a także ponownego przeliczenia tych subwencji zgodnie z obowiązującymi przepisami„ ‒ twierdzi resort.

Z odpowiedzi tej nie wynika jednak najważniejsze ‒ skąd wzięły się korekty w subwencji aż tak duże, że wywołały poruszenie wśród samorządowców, i to nawet tych związanych z PiS? ‒ Być może gdzieś po drodze popełniono błąd w obliczeniach. Nie wiemy jednak, gdzie on nastąpił ‒ czy po stronie rządowej, czy po stronie samorządowej ‒ zastanawia się dr Aleksander Nelicki.

Resort finansów podkreśla, że w tym roku całkowita subwencja ogólna dla województw jest wyższa o ponad 344 mln zł w porównaniu z 2018 r. Z kolei wspomniane aktualizacje kwot subwencji dotknęły nie tylko województwa, ale również 2477 gmin (dla 1363 kwoty są niższe, a dla 1114 wyższe) i 380 powiatów (dla 170 kwoty są niższe, a dla 110 wyższe).

Nasuwa się również pytanie, czy przesunięcia subwencji nie wynikają np. z faktu, że po ostatnich wyborach PiS ma władzę w ośmiu regionach i w ten sposób chce umilić rządzenie swoim działaczom? Otóż jest niemalże zupełnie odwrotnie. Jak sprawdziliśmy, regiony pod rządami PiS i jego koalicjantów w ogólnym rozrachunku straciły na całej operacji z subwencjami ok. 43 mln zł, podczas gdy regiony, w których rządzi opozycja, zyskały 33 mln zł. Podobne wnioski są przy innym ujęciu ‒ wychodzi bowiem na to, że spośród sześciu województw, którym przycięto subwencje, aż cztery są pod rządami PiS (samodzielnie lub w koalicji).

‒ Kryteria podziału subwencji są ściśle określone, nie da się nimi w łatwy sposób politycznie manipulować, to byłoby ciężkie złamanie prawa ‒ twierdzi jeden z samorządowców i dodaje, że to tylko uprawdopodabnia wersję, że na którymś etapie popełniono błąd w wyliczeniach.