Choć orzecznictwo NSA jest dla nich korzystne, to jednak większość samorządów odpuściła walkę o te tereny. Jeśli zmienią zdanie, zagrożone mogą być kolejowe inwestycje finansowane ze środków UE.
Reklama
Stan prawny gruntów kolejowych cały czas budzi kontrowersje. PKP wskazuje jednoznacznie na ciągłość prawa zarządu nad nimi od 1926 r., kiedy to utworzono to przedsiębiorstwo i oddano mu w zarząd tereny niezbędne do prowadzenia działalności kolejowej. Niektóre gminy uważają jednak, że działki przeszły na ich własność na podstawie przepisów wprowadzających ustawę o samorządzie terytorialnym i ustawę o pracownikach samorządowych (Dz.U. z 1990 r. nr 32, poz. 191 ze zm.). Co prawda komunalizacja formalnie dokonała się blisko 28 lat temu, jednak cały czas trwa proces potwierdzania przez wojewodów nabycia przez jednostki samorządu terytorialnego mienia Skarbu Państwa.
Szczególne kontrowersje wywołuje właśnie komunalizacja gruntów, które przed rokiem 1990 należały do przedsiębiorstw państwowych. Powód? Ich następcy prawni często nie dysponują decyzjami o przekazaniu nieruchomości w zarząd, co stwarza gminom furtkę do upominania się o te grunty.
Nie wszystkie gminy zainteresowane
Z danych Ministerstwa Infrastruktury wynika, że w urzędach wojewódzkich prowadzone są 723 postępowania w sprawie komunalizacji gruntów kolejowych. – Proces ten dotyczy w największym stopniu województw: łódzkiego, małopolskiego, dolnośląskiego oraz śląskiego – mówi DGP Michał Stilger, rzecznik prasowy PKP SA. Podkreśla, że większość gmin ma świadomość, że samo posiadanie gruntów pod infrastrukturą kolejową to dla nich jedynie problem. – Zazwyczaj nie stać ich na utrzymanie linii kolejowej – podkreśla rzecznik.
Jednak te, które zdecydowały się o nie upomnieć, widzą to inaczej. – Dla nas to żaden problem. Nie widzę przeszkód, aby grunt, na którym znajduje się infrastruktura kolejowa, w sytuacji gdy odzyskamy nad nim władztwo, został odkupiony przez PKP – podkreśla Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia. I dodaje: – Jeżeli majątek gminy, który powinien do niej należeć, pozostaje w rękach innego podmiotu, to jako jej reprezentant mam obowiązek się o niego upomnieć i odzyskać utracone nad nim władztwo.Zwraca jednocześnie uwagę, że część z gruntów, którymi zarządza PKP, ma dużą wartość. – To jest majątek, którego nie wolno nam tak po prostu odpuścić – dodaje.
Zdaniem Macieja Kiełbusa, partnera w Kancelarii Prawnej dr Krystian Ziemski & Partners w Poznaniu, kluczowy jest tutaj właśnie aspekt ekonomiczny. – Gminy mogą być zainteresowane gruntami kolejowymi, w szczególności tymi niezabudowanymi. Bardzo często są to bowiem niezwykle atrakcyjne pod względem przyszłych inwestycji tereny. Mogą więc zostać zbyte lub po prostu zagospodarowane przez miasto – mówi ekspert.
Korzystne orzecznictwo
Jak się okazuje, gminy wcale nie stoją w tej walce na przegranej pozycji. Potwierdza to najnowsze orzecznictwo. W drugiej już uchwale NSA wydanej przez skład siedmiu sędziów (uchwała z 26 lutego 2018 r., sygn. akt I OPS 5/17) przesądzono, że komunalizacji podlegały także te nieruchomości, którymi PKP faktycznie władały, a co do których na 27 maja 1990 r. przedsiębiorstwo to nie potrafiło udokumentować przysługujących mu praw. Sędziowie potwierdzili tym samym pogląd zaprezentowany w pierwszej uchwale z 27 lutego 2017 r. (sygn. akt I OPS 2/16).
Michał Stilger przyznaje, że w wielu sporach sądowoadministracyjnych staje się ona jedynym argumentem. – Uchwały NSA przesądziły na razie, że brak dokumentów potwierdzających tytuł prawny do gruntów kolejowych przesądza o ich komunalizacji. Teraz piłka jest po stronie gmin. To one muszą podjąć stosowne działania zmierzające do uregulowania stanu prawnego – mówi Maciej Kiełbus.
Na razie jednak uchwały nie wpłynęły istotnie na mobilizację gmin, przynajmniej jeżeli chodzi o składanie nowych wniosków komunalizacyjnych. – W skali całego województwa dolnośląskiego ubiegłoroczna uchwała NSA nie spowodowała znaczącego wzrostu liczby składanych przez gminy wniosków, które dotyczyłyby gruntów znajdujących się we władaniu bądź użytkowaniu wieczystym PKP SA – mówi Patrycja Czerwińska z biura prasowego wojewody dolnośląskiego. Jak podkreśla, największe zainteresowanie wszczęciem z urzędu postępowań komunalizacyjnych oraz nabyciem na własność tego typu nieruchomości zasygnalizował w 2017 r. Wrocław.
W podobnym tonie wypowiada się Paweł Gofron z biura prasowego Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. – Obecnie wpływ nowych wniosków jest sporadyczny. Nie zaobserwowano również wzrostu ich liczby od momentu podjęcia uchwały NSA z 27 lutego 2017 r. – podkreśla.
Prezydent Ryszard Brejza zwraca jednak uwagę, że uchwały NSA dają gminom szansę na odzyskanie gruntów także w postępowaniach, które zmierzają do wzruszenia prawomocnych decyzji o odmowie komunalizacji lub prawomocnych decyzji wydanych w postępowaniach o stwierdzenie nabycia przez PKP prawa użytkowania wieczystego.
Środki z UE zagrożone
Nie ma jednak wątpliwości, że utrzymujący się stan niepewności prawnej, potwierdzony przez najnowsze orzecznictwo, nie służy nikomu. Przeciwnie, może w perspektywie zaszkodzić inwestycjom, szczególnie tym finansowanym ze środków unijnych.
– Już po pierwszej uchwale NSA ostrzegałem przed ryzykiem utraty miliardów złotych unijnego wsparcia. O pomoc z UE mogą ubiegać się bowiem jedynie właściciele gruntów. Występowałem wtedy do ówczesnej premier Beaty Szydło z wnioskiem o zobowiązanie wojewodów do zorganizowania spotkań z udziałem samorządowców i przedstawicieli kolei. Mogłyby one pomóc w szukaniu optymalnych rozwiązań i pozwolić na uniknięcie długotrwałych procesów sądowych. Niestety zignorowano moje ostrzeżenia, a innej linii orzeczniczej już nie będzie – podkreśla Ryszard Brejza.
Ministerstwo Infrastruktury zapewniło nas, że pracuje nad odpowiednimi zmianami prawnymi dotyczącymi komunalizacji gruntów kolejowych. Nie zdradza jednak, w którym kierunku one pójdą.
W sprawie komunalizacji gruntów kolejowych prowadzone są 723 postępowania