Administracja rządowa składa się z korpusu służby cywilnej, w skład której wchodzą pracownicy i urzędnicy. Ci ostatni otrzymują akt mianowania po zdaniu przeprowadzanego przez Krajową Szkołę Administracji Publicznej bardzo trudnego egzaminu.

Awans nie jest jednak automatyczny – po pierwsze, trzeba jeszcze uzyskać odpowiednią liczbę punktów, którą określa rozporządzenie, a po drugie, mianowanie otrzymują osoby mieszczące się w rządowym limicie, który np. w tym roku wynosi 350 osób. Profity z uzyskania wyższych kwalifikacji to m.in. specjalny dodatek do pensji, wydłużony urlop i większa stabilizacja pracy.

Jeden punkt

W 2009 r. T.G. (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), pracownik służby cywilnej administracji skarbowej, postanowił zawalczyć o status urzędnika mianowanego. Limit mianowań był bardzo duży, bo wynosił 1,5 tys. miejsc, egzamin zdało zgodnie z limitami punktowymi określonymi w rozporządzeniu około 500 osób.

Z jednej części sprawdzianu wiedzy i umiejętności niezbędnych do wypełniania zadań służby cywilnej mężczyzna uzyskał 60 punktów, o jeden mniej niż wymagane minimum uprawniające do mianowania. Jednak jego zdaniem w przypadku jednego z pytań testu jednokrotnego wyboru prawidłowe były dwie odpowiedzi (w tym ta, którą zaznaczył), a nie tylko jedna – jak twierdziła KSAP. Pomimo wniosków Krajowa Szkoła Administracji Publicznej nie zweryfikowała wyników egzaminu. Jacek Czaputowicz, ówczesny dyrektor placówki, uznał, że eksperci, którzy przygotowywali pytania, nie popełnili błędu.

Pracownik służby cywilnej nie dał jednak za wygraną i na podstawie art. 44 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1889) poprosił o interwencję w sprawie naruszenia prawa przez KSAP w trakcie postępowania kwalifikacyjnego. W 2009 r. Sławomir Brodziński, ówczesny szef służby cywilnej, stwierdził jednak, że wszystko było przeprowadzone zgodnie z prawem i nie ma podstaw do interwencji.

Od sądu do sądu

Batalia z KSAP o skorygowanie wyników postępowania kwalifikacyjnego trwała blisko dziewięć lat, m.in. w sądzie pracy i sądzie administracyjnym. Po proceduralnych przepychankach udało się ustalić, że właściwym do rozstrzygnięcia tej sprawy będzie sąd cywilny w Warszawie.

W efekcie Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy 12 marca 2018 r. nakazał KSAP skorygowanie wyników postępowania kwalifikacyjnego w ten sposób, że T.G. zakończył je z wynikiem pozytywnym. Dla składu sędziowskiego oczywiste było, że prawidłowe odpowiedzi na pytanie były dwie, a nie jedna.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

– Długo trwało samo ustalanie, który sąd może merytorycznie zająć się sprawą, więc sam fakt jej rozstrzygnięcia cieszy. Skutek pozytywny tym bardziej, choć wiem, że co do zasady państwowe instytucje odwołują się od niekorzystnych dla nich wyroków, więc czeka mnie raczej kolejna batalia – mówi DGP skarżący.

– Liczę, że po uprawomocnieniu się wyroku szef służby cywilnej mianuje mnie na urzędnika z mocą od 2009 r., bo o to wnioskuję w trakcie postępowania. Jeśli jednak będzie zwlekał lub się od tego uchylał, znów będę musiał skierować sprawę do sądu administracyjnego – dodaje.

Zakładając, że sprawa może się przeciągnąć o kolejne 12 miesięcy, budżet państwa będzie musiał mu wypłacić ponad 105 tys. zł. (wysokość dodatku dla urzędników mianowanych mnożona przez liczbę miesięcy). Do tego trzeba uwzględnić dodatkowe dni urlopu wypoczynkowego, który wraz ze stażem pracy wzrasta maksymalnie o 12 dni w ciągu roku – czyli ponad 100 dni (biorąc pod uwagę dochodzenie do 12 dni w ciągu roku).

Brak winnych

Czy KSAP będzie się odwoływała od wyroku? Tego na razie nie wiadomo. – Nie komentujemy toczących się postępowań sądowych – mówi Karolina Sawicka z biura KSAP. – Krajowa Szkoła Administracji Publicznej im. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego realizuje postępowanie kwalifikacyjne zgodnie z regulacją ustawy o służbie cywilnej i aktów wykonawczych – dodaje.

Do sprawy nie chciał się też odnieść Dobrosław Dowiat-Urbański, obecny szef służby cywilnej.

Zdaniem prawników w tym przypadku wypadałoby skorygować wyniki wszystkim uczestnikom feralnego egzaminu. – Trzeba przejrzeć pod kątem tego pytania wszystkie testy uczestników i zaliczyć punkty wszystkim tym, którzy zaznaczyli jedną z dwóch poprawnych odpowiedzi – mówi prof. Bogumił Szmulik, radca prawny z UKSW.

Eksperci są zgodni, że sprawa jest precedensowa i może przysporzyć wielu kłopotów rządzącym. – Dla administracji to wielka porażka, że nie potrafiono przygotować poprawnych pytań na egzamin, a potem upierano się, aby nie skorygować wyników egzaminu niezwłocznie. W tamtych latach było odgórne, niepisane zalecenie, aby nawet przy ewidentnych błędach w postępowaniu rekrutacyjnym trwać przy swoim stanowisku i nikomu nie poprawiać wyników – wspomina prof. Jolanta Itrich-Drabarek, były członek Rady Służby Cywilnej, autorka komentarza do ustawy o służbie cywilnej.

Jej zdaniem odwoływanie się w tego typu przypadkach powinno być szybsze i mniej skomplikowane.

– Trzeba się zastanowić nad rozwiązaniem systemowym, które będzie wynikało wprost z przepisów, gdzie i na jakich zasadach można kwestionować cały proces postępowania kwalifikacyjnego na urzędników mianowanych – dodaje.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Rejonowego w Warszawie z 12 marca 2018 r. sygn. akt I C 695/16.