statystyki

Jawność życia publicznego według Mariusza Kamińskiego przeraziła samorządy

autor: Tomasz Żółciak20.02.2018, 07:22; Aktualizacja: 20.02.2018, 07:50
Fatalnie, że ta telewizja ma w nazwie „publiczna” i jest finansowana z publicznych pieniędzy, bo wpisuje się wprost w kampanię antysamorządową

Fatalnie, że ta telewizja ma w nazwie „publiczna” i jest finansowana z publicznych pieniędzy, bo wpisuje się wprost w kampanię antysamorządowąźródło: ShutterStock

- Obawiamy się, że nowa regulacja będzie sposobem na ściganie każdego, kogo się będzie chciało - mówi w wywiadzie dla DGP Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i szef Związku Miast Polskich.

Dlaczego boicie się projektu ustawy o jawności życia publicznego?

Bo mamy wrażenie, że bardziej niż o większą jawność chodzi w niej o inne kwestie, które są faktycznie niebezpieczne. Nie boimy się jawności, co więcej – z własnej inicjatywy wprowadziliśmy już wiele rzeczy, które ten projekt zakłada. Przykładowo publiczny rejestr umów zawieranych przez urząd miasta funkcjonuje u nas już od kilku lat, dziś widnieje w nim ok. 1150 umów. Zgodnie z projektem ustawy liczba umów do upublicznienia wzrośnie do 3,5 tys. Takie rozszerzenie niekoniecznie musi mieć sens, bo w rejestrze znajdą się także umowy dochodowe, a do tych nikt nigdy nie zagląda i nikt o nie nawet nie prosi.

A kto będzie dbał o to, by dane te były rzetelne?

Za prowadzenie i aktualizowanie tego rejestru odpowiadać ma kierownik jednostki organizacyjnej, czyli burmistrz czy prezydent miasta. Mimo że w praktyce robi to referent. Ale to kierownik jednostki może nawet na trzy lata trafić do więzienia i zapłacić grzywnę. Wystarczy, że w rejestrze znajdą się niepełne czy nieprawdziwe dane, choćby wskutek czyjejś pomyłki. Przy tylu tysiącach rocznie publikowanych dokumentów zawsze pojawią się jakieś błędy. Dlatego wystawianie na takie ryzyko kierowników jednostek jest nieuzasadnione, bo okaże się, że będą wprost odpowiadali za błędy swoich podwładnych.

Rozumiem, że intencją ustawodawcy jest zagwarantowanie wiarygodności danych dostępnych w publicznym rejestrze.

Wszystkie publikowane dane już dziś są rzetelnie weryfikowane. Co oczywiście nie oznacza, że nie występują w nich błędy. W związku z tym obawiamy się, że nowa regulacja będzie sposobem na ściganie każdego, kogo się będzie chciało.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane