- Szczerze mówiąc, nie wiem, czy zakładany cel zostanie osiągnięty, bo zainteresowanie obywateli publicznym przekazem tego rodzaju wydarzeń może być bardzo słabe - mówi w wywiadzie dla DGP Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP.
Reklama
Wkrótce władze lokalne będą musiały zapewnić możliwość transmisji z sesji organów stanowiących. Duże miasta właściwie od dawna to robią. A co z małymi gminami? Czy to może być dla nich problem?
Duże miasta rzeczywiście już mają taką możliwość, część małych gmin również. Powody tego działania były różne - zazwyczaj chodziło o to, by upublicznić, uwiarygodnić i pokazać mieszkańcom organy władzy publicznej podczas pracy. Zresztą my sami wiemy, że fakt, iż jest się na wizji, trochę łagodzi obyczaje i studzi emocje. I to jest dobra strona tego przedsięwzięcia. Gorsza jest taka, że trzeba będzie ponieść związane z tym koszty. Musi być przecież odpowiednia jakość sprzętu, np. kamer, które będą mogły się obracać, odpowiednia przepustowość łącza czy nawet człowiek do obsługi tego sprzętu. To wszystko kosztuje, a ustawodawca o to się w ogóle nie zatroszczył.
Myśli pan, że mieszkańcy będą chcieli oglądać transmisje z obrad?

Reklama
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy zakładany cel zostanie osiągnięty, bo zainteresowanie obywateli publicznym przekazem tego rodzaju wydarzeń może być bardzo słabe. Ja kiedyś u siebie w gminie próbowałem prowadzić nagrania z sesji posiedzeń rady. Każda sesja była zgrywana na płytę CD, którą mógł otrzymać każdy zainteresowany. Wielkich kolejek nie było. W ogóle ten nowy przepis dotyczący transmisji z obrad to trochę stawianie samorządu pod ścianą. Bo jak zacznie się krytykować takie rozwiązanie, to bardzo łatwo będzie nas za to zaatakować. Dziś już nie ma co nad tym dyskutować, trzeba się zastanowić, jak w praktyce zrealizować to zadanie.
W ustawie zapisano, że nagrania z obrad powinny być upubliczniane nie tylko w Biuletynie Informacji Publicznej, lecz także na stronie internetowej gminy i „w inny sposób zwyczajowo przyjęty”. Co może oznaczać to ostatnie sformułowanie?
To jest trochę zasłona dymna zawarta w ustawie. Sposób zwyczajowo przyjęty w przypadku nagrań audio-wideo będzie określał statut i regulamin przyjęty w gminie. Być może więc da się pod to podpiąć możliwość nagrywania obrad na płyty CD czy udostępnianie ich w bibliotekach publicznych.
Skoro zainteresowanie transmisjami ze strony obywateli do tej pory nie było zbyt wielkie, może wystarczyłyby protokoły z posiedzeń rad oraz imienne wykazy głosowań?
Dotychczas prawo w tej materii było nieprecyzyjne, jawność głosowania nie była dostatecznie uregulowana. Nam nie przeszkadza to, by pokazywać, kto miał jaki stosunek do danej sprawy. Sęk w tym, że brakowało podstawy prawnej. Teraz wszystko będzie upublicznione i każdy będzie mógł to zweryfikować. Ale jestem realistą. Nagrania będą musiały być odpowiednio spakowane jako pliki. Trzeba wiedzieć, gdzie tego szukać, jak to otworzyć. Wątpię, by wielu obywateli było tym zainteresowanych. Chociażby dlatego, że w szkołach nie uczymy o zasadach demokracji, o kompetencjach władzy publicznej. Niech spróbuje pan zapytać młodego człowieka, czym jest organ wykonawczy w samorządzie czy co to jest „zadanie własne” gminy. Podejrzewam, że nie odpowie na te pytania.
Ustawa dopuszcza możliwość korzystania przez samorząd ze sprzętu Krajowego Biura Wyborczego. To oznaczałoby, że sprzęt musiałby krążyć między lokalami wyborczymi a budynkami, w których spotykają się radni. Czy takie rozwiązanie ma szansę sprawdzić się w praktyce?
To jest niewykonalne i dowodzi braku znajomości realiów ze strony ustawodawcy. Za kilka miesięcy będziemy mieli do czynienia z rozporządzeniem RODO i nowym standardem ochrony danych osobowych. Nie można ot tak, wziąć sobie sprzętu i zainstalować go raz w jednym miejscu, raz w drugim. To igranie z ogniem. Co jeśli gdzieś po drodze wypłyną informacje o akcie głosowania poszczególnych osób? Pytanie też, jak miałaby wyglądać współpraca na linii KBW - gminy. Czy przekazanie sprzętu będzie nieodpłatne? Być może ostatecznie bardziej będzie opłacało się kupić ten sprzęt na własność i uniknąć ryzyka chaosu.

Sesja TV, czyli radni w oku kamery

● Od przyszłej kadencji samorządów wszelkie obrady rad gmin, powiatów czy sejmików województw będą musiały być transmitowane i utrwalane za pomocą kamer rejestrujących zarówno obraz, jak i dźwięk. Nagrania tych obrad będą udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej, na stronie internetowej gminy oraz w „inny sposób zwyczajowo przyjęty”.

● Do transmisji i utrwalania obrad rady gminy można będzie zastosować urządzenia, które wykorzystywać będą obwodowe komisje wyborcze. Aby doszło do użyczenia sprzętu, potrzebne będzie odpowiednie porozumienie między szefem Krajowego Biura Wyborczego a samorządem.

● Duża część samorządów (zwłaszcza duże miasta) już zapewnia transmisje online z posiedzeń rad czy sejmików.

● Tak samo część samorządów już stawia na transparentność głosowań. W Lublinie np. elektroniczny system zbierania głosów funkcjonuje już od 2000 r. Każdy radny ma kartę i na odpowiednim etapie głosowania „za” lub „przeciw” przykłada ją do czytnika. A po głosowaniu jest wydruk imienny, pokazujący, kto jak głosował. Stanowi on załącznik do protokołu. Kilka lat temu dokonano modyfikacji systemu, tak że już w momencie przyłożenia karty można zobaczyć, jak dany radny zagłosował. Nazwiska radnych prezentowane są bowiem na ekranie rzutnika.

Leszek Świętalski sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP / Dziennik Gazeta Prawna