Samorządy muszą wydać kilkaset milionów złotych, by dostosować się do wymogów transparentności życia publicznego. PiS odpowiada: Już dawno powinny były to zrobić.
Chodzi o konsultowany projekt ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego i jego współpracownika Macieja Wąsika. Co do zasady, samorządy popierają pomysły dotyczące zwiększania transparentności funkcjonowania urzędów i ich pracowników. Sygnalizują jednak, że wprowadzenie ich w życie będzie wiązało się z kosztami.
Wynikają one m.in. z konieczności analizowania oświadczeń majątkowych składanych szefowi gminy przez pracowników urzędu, jednostek organizacyjnych, strażników miejskich czy przewodniczących rad.
Nowe obowiązki, nowe etaty / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
– Oświadczenia wszystkich pracowników – pod kątem formalnym i merytorycznym – mają analizować urzędy samorządowe. Sprawdzane będzie, czy złożono je prawidłowo. Do tego dojdzie analiza porównawcza, która pozwoli stwierdzić, czy są wątpliwości co do posiadanego majątku – tłumaczy Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. – W praktyce po naszej stronie będzie to oznaczało nieprawdopodobne odciążenie urzędów kontroli skarbowej. Będzie potrzeba dodatkowych ludzi i środków. Wnioskodawcy stoją jednak na stanowisku, że nie potrzebujemy na to żadnych dodatkowych pieniędzy – dodaje.

Reklama
– Ustawa znacznie rozszerza katalog osób zobowiązanych do złożenia oświadczenia majątkowego, w przypadku Urzędu m.st. Warszawy szacujemy, że będzie to ok. 15 tys. oświadczeń rocznie. Obecnie to 3 tys. – mówi Konrad Klimczak ze stołecznego ratusza.
Jak wynika z uproszczonych kalkulacji samorządowców, sama analiza oświadczeń majątkowych i konieczność anonimizowania publikowanych decyzji administracyjnych (by nie naruszyć czyjejś prywatności) spowoduje konieczność utworzenia ponad 2,6 tys. nowych etatów – w gminach wiejskich wystarczy pół etatu na urząd, ale w miastach na prawach powiatu konieczne będą aż cztery. Łączny koszt szacuje się na ok. 215 mln zł (po uwzględnieniu kosztów po stronie pracodawcy i kosztów nieosobowych). I, jak słyszymy, są to ostrożne szacunki.
Zdaniem części samorządowców w dużych jednostkach trzeba będzie stworzyć platformę (aplikację) do przyjmowania samych oświadczeń majątkowych. Projekt ustawy zakłada, że oświadczenia będzie można składać w formie papierowej oraz elektronicznej, o ile urząd taką możliwość zapewnia (w formie dokumentu opatrzonego bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą kwalifikowanego certyfikatu albo profilem zaufanym ePUAP). Urzędnicy podkreślają, że sam koszt wydania kwalifikowanego certyfikatu podpisu elektronicznego dla jednej osoby wynosi w przybliżeniu ok. 300 zł, a certyfikat wydawany jest na okres 2 lat. Do tego dojdą zwiększone koszty obsługi biuletynów informacji publicznej, w których znajdzie się dużo więcej danych niż obecnie, np. wszystkie informacje publiczne udostępnione na wniosek czy oświadczenia majątkowe zamieszczane na okres 6 lat. W sumie więc dochodzą kolejne, trudne do oszacowania, koszty po stronie samorządów związane z wyzwaniami informatycznymi.
Część polityków PiS zdaje sobie sprawę, że jakieś dodatkowe koszty po stronie lokalnych urzędów się pojawią. – Wydaje się jednak, że samorządy powinny koszty wziąć na siebie, bo rzeczy wynikające z projektu ustawy i tak powinny być już dawno wprowadzone. Są to po prostu koszty sprawowania władzy – ocenia były prezydent Elbląga, a obecnie poseł PiS Jerzy Wilk.
Innego zdania są twórcy ustawy o jawności życia publicznego. – W ocenie jej autorów wejście w życie projektowanych przepisów nie generuje kosztów dla samorządów – mówi Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb.
W niektórych kwestiach projektodawcy poszli samorządowcom na rękę. Wcześniejsza wersja (z 23.10) zakładała możliwość uzyskania informacji publicznej. W tym informacji przetworzonej i to bez wykazania „szczególnej istotności dla interesu publicznego”. Wersja projektu z 13 listopada już uwzględnia tę przesłankę. Obowiązek dostarczenia informacji przetworzonej nie zniknie, ale jego zakres będzie ograniczony.
– Żądanie przetworzonej informacji oznacza dla urzędu konieczność zebrania danych źródłowych, przeanalizowania ich i stworzenia zestawień, analiz, wykresów itp. tylko na potrzeby wnioskodawcy. Takie działania są pracochłonne i kosztowne. Urzędnicy przygotowują prace dyplomowe, doktorskie, złożone zestawienia stanowiące podstawę formułowania ofert handlowych, np. informacje jakościowo-ilościowe o zamawianym w okresie kilku lat sprzęcie informatycznym – stwierdzają urzędnicy z Gliwic.
Część samorządów sugeruje, by przy okazji prac nad ustawą o jawności ucywilizować zasady pobierania opłat za udostępnienie informacji publicznej. Dziś przepisy są ogólnikowe i nie wskazują jasno, kiedy można to robić i w jakiej wysokości. Zdaniem samorządów prowadzi to do dużych rozbieżności w pobieraniu dodatkowych opłat za udostępnienie, a często rezygnację z nich. Dlatego lobbują za uregulowaniem kwestii opłat w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. Ich zdaniem pozwoli to stosować jednolite standardy w skali kraju.