Między młotem a kowadłem. Tak od wielu lat czują się samorządy, wykonując zadania zlecone przez rząd. Bo z jednej strony mają taki ustawowy obowiązek, a z drugiej środki na ten cel są często zbyt szczupłe.
Nie każdy program jest pomyślany tak, jak 500 plus, w którym za zadaniem poszły w miarę satysfakcjonujące pieniądze na jego obsługę.
Tegoroczna szkolna rewolucja budżety gmin i powiatów nadszarpnęła znacząco. Niektóre gminy, jak pisaliśmy w środowym DGP, już złożyły w tej sprawie pozwy do sądów. A na niedoszacowaniu reformy oświaty się przecież nie kończy. Od lat jest problem choćby z zapłatą za działalność urzędów stanu cywilnego. Przez lata samorządy te niedoszacowania ukrywały, bo i sądy, i regionalne izby obrachunkowe uważały, że takie środki, jakie przeznaczył rząd, powinny wystarczyć, a zadania wykonane być muszą, i to nie za pieniądze własne gmin.