Autopromocja

Pobór 40 euro pozostaje bez zmian, ale czasem można go uniknąć

euro waluta
euro waluta ShutterStock
27 września 2017

Samorządy nie zawsze muszą odzyskiwać rekompensaty za opóźnienie w płatności transakcji handlowych. Tak wynika z najnowszego wspólnego stanowiska resortów rozwoju i finansów.

Niektóre miasta przyznają, że mają problem z poborem kwoty 40 euro, która jest rekompensatą za opóźnienie w płatności transakcji handlowych (chodzi o zobowiązania o charakterze cywilnoprawnym, jak np. czynsze). W efekcie postulują zmiany przepisów w tym zakresie. To jednak, jak tłumaczy Ministerstwo Rozwoju w stanowisku uzgodnionym z Ministerstwem Finansów, jest nierealne. „Wprowadzenie przepisów dotyczących rekompensaty do naszego prawa wynikało z konieczności wdrożenia prawa unijnego – dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. Zniesienie rekompensaty bądź ustanowienie jej w wysokości niższej niż 40 euro byłoby niezgodne z prawem UE” – wskazuje resort rozwoju.

Zasady ogólne

Zgodnie z ustawą o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, wierzycielowi przysługuje od dłużnika prawo żądania rekompensaty za koszty odzyskiwania należności (40 euro). Jak zaznacza resort rozwoju, sytuację wierzycieli – podmiotów publicznych kształtuje przy tym nie tylko ustawa o terminach zapłaty, ale także ustawa o finansach publicznych. Ta ostatnia nakłada na jednostki sektora finansów publicznych, w tym samorządu terytorialnego (JST), obowiązek naliczania i odzyskiwania swych należności. Zobowiązanie to obejmuje także wierzytelności wynikające z prawa cywilnego, w tym wspomnianą rekompensatę za opóźnienie. Niepobranie lub niedochodzenie przysługującej JST należności stanowi również zasadniczo naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

– JST może jednak w pewnych przypadkach skorzystać z odstępstw lub wyjątków od ogólnych zasad – wyjaśnia resort rozwoju. [ramka] I wskazuje, że możliwe jest niedochodzenie wierzytelności bez narażania się na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych, jeżeli ich wysokość nie przekracza łącznie w roku budżetowym kwoty minimalnej, która obecnie wynosi 3161,77 zł.

Ponadto przepisy ustawy o finansach publicznych przewidują możliwość umorzenia w całości lub części należności przysługującej JST. – Dłużnik może zwrócić się zatem o udzielenie mu takiej ulgi w zapłacie rekompensaty za opóźnienie, podnosząc kwestie dotyczące m.in. swojego ważnego interesu czy możliwości płatniczych – wyjaśnia Paweł Nowak z Ministerstwa Rozwoju.

Potrzebna poprawka w ustawie

Wyjaśnienie resortu jednak nie zadowala samorządowców. Uważają oni bowiem, że rozwiązaniem problemu byłaby zmiana ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Teresa Blacharska, skarbnik Gdańska, zwraca uwagę, że już w projekcie założeń do ustawy o zmianie ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych z 26 marca 2012 r., wyłączone zostały umowy, w których organy publiczne występują w charakterze wierzycieli, ale potem to zostało zmienione. – Jeżeli mimo to, taki zapis nie będzie przywrócony w ustawie (nie może być ze względu na dyrektywę, co wskazało powyżej MR – przyp. red.), to powinna być określona kwota, od której pobiera się rekompensatę 40 euro.

Również Ewa Guziel, skarbnik Rudy Śląskiej, wskazuje na potrzebę miarkowania należności. – Gdyby takie uprawnienie zapisano, organy miasta mogłyby np. ustalić dolną granicę zaległości, od której pobiera się kwotę rekompensaty – zaznacza Ewa Guziel. Z kolei skarbnik Gdańska uważa też, że należy wprowadzić zasadę, zgodnie z którą kwota należności powinna być wyższa niż kwota rekompensaty.

Piotr Tomaszewski, skarbnik Bydgoszczy, dodaje, że celem nadrzędnym powinno być takie uregulowanie zasad obciążania rekompensatą w ustawie, aby skutecznie mobilizowała ona kontrahenta do terminowej zapłaty należności, a nie stanowiła represję (jak to się dzieje w przypadku małych przedsiębiorców).

Problem jest o tyle palący, że Ruda Śląska w piśmie do wicepremiera Mateusza Morawieckiego prosi o rozpoczęcie prac nad ustawą w trybie pilnym. – Włączyliśmy się też do inicjatywy Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, proponując wprowadzenie do przepisów wyjątku polegającego na udzieleniu organom stanowiącym gmin uprawnień do ustalenia zasad i trybu poboru rekompensaty za koszty odzyskania należności – wskazuje Ewa Guziel.

Problematyczna praktyka

Teresa Blacharska wyjaśnia, że w puli zaległości z tytułu transakcji handlowych miasto ma około 80 proc. należności poniżej równowartości kwoty 40 euro. – Obciążenie dłużników dodatkowo około 170 zł (równowartość 40 euro) powoduje powiększenie ich długu, a w księgach rachunkowych pojawią się dodatkowe nieściągalne należności – wskazuje Blacharska. – Ponieważ obecne przepisy nie określają kwoty, od której należy pobierać rekompensatę, oznacza to, że należałoby ją pobierać nawet przy zaległości 1 grosza. Narusza to zasady współżycia społecznego oraz powoduje wzrost nieściągalnych należności – wyjaśnia skarbnik Gdańska.

Także zdaniem Piotra Tomaszewskiego wysokość rekompensaty często jest nieproporcjonalna do kwoty zadłużenia, a na dodatek zasady jej naliczania są kontrowersyjne. – Literalnie brzmienie ustawy, zgodnie z którym rekompensata przysługuje wierzycielowi bez uprzedniego wezwania, w pierwszym dniu opóźnienia płatności, niezależnie od wysokości należności i przysługujących odsetek, jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego wynikającymi z klauzul generalnych prawa. Zwrócił na to uwagę Sąd Najwyższy w uchwale z 11 grudnia 2015 r. (sygn. akt III CZP 94/15), w której wyjaśnił, że roszczenie o 40 euro powstaje w zasadzie wraz z upływem terminów zapłaty ustalonych w umowie, ale nie zawsze i bezwarunkowo – informuje Piotr Tomaszewski.

Podkreśla, że w uzasadnieniu uchwały SN stwierdził też konieczność badania, czy w okolicznościach konkretnej sprawy wierzyciel nie nadużywa przyznanego mu prawa, biorąc pod uwagę art. 5 kodeksu cywilnego. – Z tych względów zasadne jest wyważenie przez wierzyciela, aby rekompensata nie stanowiła źródła dodatkowego przysporzenia majątkowego, które będzie wykraczało nie tylko poza szacowane koszty, ale i przekraczało wysokość niezapłaconej wierzytelności – tłumaczy Tomaszewski. Dodaje też, że 40 euro przysługuje od każdej opóźnionej części świadczenia dłużnika będącego przedsiębiorcą, w tym od świadczeń okresowych z tytułu miesięcznych, umownych płatności, np. za najem czy dzierżawę gruntu miasta (Skarbu Państwa).

Tymczasem Kraków radzi zaś sobie z obowiązkiem poboru 40 euro w ten sposób, że składa pozwy do sądów. Jak wyjaśniło DGP biuro prasowe UM Krakowa, w urzędzie jest stosowana praktyka, że w przypadku nieuregulowania należności wynikających z transakcji handlowych, przy kierowaniu sprawy na drogę postępowania sądowego, powództwem obejmowane jest również żądanie rekompensaty w wysokości 40 euro. Sądy orzekają o nakazie zapłaty tej kwoty przez pozwanych będących stronami transakcji handlowych z Krakowem. 

Stanowisko Ministerstwa Rozwoju uzgodnione z Ministerstwem Finansów

JEST PROBLEM! URZĄD WYJAŚNIA

Kwota 40 euro to rekompensata za opóźnienie w płatności dotycząca transakcji handlowych. Wprowadzenie przepisów dotyczących rekompensaty do naszego prawa wynikało z konieczności wdrożenia prawa unijnego – dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. Zniesienie rekompensaty bądź ustanowienie jej w wysokości niższej niż 40 euro byłoby niezgodne z prawem UE.

W świetle przepisów ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych wierzycielowi przysługuje zatem od dłużnika prawo żądania rekompensaty za koszty odzyskiwania należności (40 euro). Sytuację wierzycieli – podmiotów publicznych kształtuje przy tym nie tylko ustawa o terminach zapłaty, ale także ustawa o finansach publicznych. Przepisy ustawy o finansach publicznych nakładają na jednostki sektora finansów publicznych, w tym jednostki samorządu terytorialnego (JST), obowiązek naliczania i odzyskiwania swych należności. Obowiązek ten obejmuje także wierzytelności wynikające z prawa cywilnego, w tym wspomnianą rekompensatę za opóźnienie. Niepobranie lub niedochodzenie przysługującej JST należności stanowi również zasadniczo naruszenie dyscypliny finansów publicznych. JST może jednak w pewnych przypadkach skorzystać z odstępstw lub wyjątków od tych ogólnych zasad.

Możliwe jest niedochodzenie wierzytelności bez narażania się na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych, jeżeli ich wysokość nie przekracza łącznie w roku budżetowym kwoty minimalnej, która obecnie wynosi 3161,77 zł.

Ponadto przepisy ustawy o finansach publicznych przewidują możliwość umorzenia w całości lub części należności przysługującej JST. Dłużnik może zwrócić się zatem o udzielenie mu takiej ulgi w zapłacie rekompensaty za opóźnienie, podnosząc kwestie dotyczące m.in. swojego ważnego interesu czy możliwości płatniczych.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png