statystyki

Samorząd ma OZE, ale dostarczany mu prąd może pochodzić z węgla

29.03.2017, 08:16; Aktualizacja: 29.03.2017, 08:33
"Jeżeli można w ogóle mówić o energii odnawialnej w Polsce, to raczkowała ona właśnie w Kisielicach. To dzięki dużej liczbie inwestycji mamy zysk z podatku od nieruchomości, a te pieniądze się podwoją dzięki zmianom w przepisach. Może spadnie subwencja, ale to źródło dochodu o wiele rozsądniejsze i stałe dla samorządu."

"Jeżeli można w ogóle mówić o energii odnawialnej w Polsce, to raczkowała ona właśnie w Kisielicach. To dzięki dużej liczbie inwestycji mamy zysk z podatku od nieruchomości, a te pieniądze się podwoją dzięki zmianom w przepisach. Może spadnie subwencja, ale to źródło dochodu o wiele rozsądniejsze i stałe dla samorządu."źródło: ShutterStock

- Jedynym zyskiem naszej gminy z odnawialnych źródeł energii jest podatek od nieruchomości. Zarówno turbiny, jak i biogazownia są bowiem w prywatnych rękach - uważa Rafał Ryszczuk burmistrz Kisielic.

Rafał Ryszczuk burmistrz Kisielic

Rafał Ryszczuk burmistrz Kisielic

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pańska gmina wiedzie prym w zakresie OZE. Zostaliście nawet w 2014 roku, w konkursie Komisji Europejskiej, pierwszą w pełni samowystarczalną pod względem energetycznym gminą w Polsce. Jak to jest z tą waszą wystarczalnością? Bo przecież to nie gmina wytwarza tę energię.

Gmina zebrała laury nie za mojej kadencji, ale poprzedniego burmistrza. Chwilę później, po wygranych wyborach, objąłem tę funkcję. Sam nie tyle jestem przeciwnikiem energii wiatrowej, co nieco sceptycznie do niej nastawiony. Uważam za uproszczenie albo wręcz nieprawdziwe twierdzenie, że gmina jest samowystarczalna energetycznie. My de facto prądu nie produkujemy dla siebie, ale otrzymujemy go z sieci energetycznej, bo firmy wiatrowe z naszego terenu ten prąd tam wysyłają. My go odkupujemy od przedsiębiorstwa. Dla gminy Kisielice kilowat kosztuje sześćdziesiąt kilka groszy, podobnie jak dla innych samorządów. W takich realiach gospodarczych tylko firma ma zysk. Jeśli zaś chodzi o nagrodę, to trafiła do nas trochę przez założenia teoretyczne. Wszystkie turbiny, które są w prywatnych rękach (należą do spółek Skarbu Państwa), mogą wyprodukować tyle prądu, by teoretycznie zaspokoić zapotrzebowanie całej gminy. W praktyce natomiast może wyglądać to nawet tak, że tę energię otrzymujemy z węgla...

To co wam w takim razie daje takie rozwiązanie? Macie w ogóle jakieś korzyści z wiatraków poza ekologicznymi?

Jedynym zyskiem gminy Kisielice jest podatek od nieruchomości. Na początku, jeszcze przed 2005 rokiem, spodziewaliśmy się go od całej budowli, czyli turbiny i części budowlanych, ale okazało się, że będzie to tylko 1/5 od samej budowlanki. Przez dłuższy czas otrzymywaliśmy mniej. Ale nie tylko my, bo także rolnicy, na których terenach również stoją wiatraki. Obecnie to około 1 mln zł łącznie dla nich, a dla nas 2 mln 600 tys. zł. Należy zauważyć, że tzw. ustawa antywiatrakowa pozwala nam od roku 2017 naliczyć podatek od całości budowli, co też potwierdza nasza kancelaria prawna. To prawie 200 proc. więcej niż do niedawna. Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji. Mamy bardzo dużo turbin – aż 56. Nie byłoby już teraz nawet za bardzo miejsca, by postawić nowe. Możemy bazować na tym, co mamy już od lat.


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane