Likwidacja doradców i asystentów w gminach czy województwach – to aktualna propozycja Kukiz’15. PiS skłonny jest ją poprzeć, choć z pewnymi zastrzeżeniami.
Dyskusja wokół tego, czy administracji samorządowej i centralnej potrzebne są gabinety polityczne, trwa od ponad roku, gdy posłowie Kukiz’15 wnieśli do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o pracownikach samorządowych (druk 247). Przypominali jednocześnie, że jeszcze kilka lat temu PiS wychodził z podobnymi postulatami.
Z uzasadnienia do projektu wynikało, że jego efektem będzie likwidacja gabinetów funkcjonujących na szczeblu samorządowym, przy wójtach, burmistrzach, prezydentach miast, starostach i marszałkach województw oraz na szczeblu centralnym. Kukiz’15 posłużył się wtedy dość swobodnymi wyliczeniami. „Według naszych ostrożnych szacunków, oszczędności dla budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego wynikające z projektowanych przepisów przekroczą 500 mln zł w skali roku. Szacujemy, że gabinety polityczne zatrudniają w samorządach ponad 10 tys. osób (6,4 tys. w gminach do 20 tys. mieszkańców, 3,4 tys. w tych powyżej 100 tys. mieszkańców oraz w powiatach i ok. 400 osób w pozostałych gminach i województwach)” – argumentowali wnioskodawcy.