W ubiegłym roku powierzchnia upraw tytoniu w Polsce wyniosła 10,6 tys. ha – wynika z danych resortu rolnictwa. To najgorszy wynik od 2003 r. W poprzednich latach wynosiła ok. 20 tys. ha.

Według rolników głównym powodem rezygnacji z uprawy tytoniu jest likwidacja unijnych dopłat do produkcji (UE zniosła je z uwagi na szkodliwość tytoniu dla zdrowia – red.). Rolnicy otrzymywali dzięki nim co roku 29 mln euro do podziału.

– Odkąd w 2015 r. zniesiono unijne dopłaty, produkcja stała się nieopłacalna. Szczególnie że znacząco wzrosły koszty. Dziś na najemną siłę roboczą trzeba wydać nawet dwa razy tyle, co cztery lata temu – wyjaśnia Przemysław Noworyta z Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. To sprawia, że dzieci nie chcą przejmować od rodziców produkcji tytoniu.

Zdaniem Lecha Ostrowskiego, wiceprezesa Krajowego Związku Plantatorów Tytoniu, rolnicy pracują dziś za darmo. Jak podkreśla rozmówca DGP, stawki w skupie starczają jedynie na pokrycie kosztów. – Właśnie trwają zbiory, z których sprzedaliśmy 50 ton surowca. Średnia cena za kilogram wyniosła jak dotąd 10,7 zł. To podobnie jak w zeszłym roku, a koszty się zwiększyły. Na zachodzie Europy cena w skupie bywa nawet o 2 euro wyższa. Rolnicy to widzą, dlatego przybywa tych, którzy mówią „pas” – dodaje.

Jak wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, jeszcze dekadę temu z uprawy tytoniu żyło niemal 12 tys. rolników. W 2017 r. ich liczba zmalała już do ok. 6 tys. – Dziś jest ich ok. 5 tys. – mówi Przemysław Noworyta.

– Mamy obawy, że popyt na polski tytoń będzie maleć. Tradycyjne papierosy są w odwrocie. Tymczasem przyszłość nowych produktów tytoniowych jest niepewna – mówi Lech Ostrowski.

Kilka lat temu koncerny tytoniowe zapowiadały wejście na rynek z e-papierosami i tzw. produktami nowatorskimi, do których będą potrzebowały surowca. To dawało nadzieję na kolejne lata stałego zbytu. W ubiegłym roku JTI Polska (spółka należąca do Grupy Japan Tobacco International) ogłosiła, że wyda 100 mln dol. na fabrykę produkującą nowatorskie wyroby tytoniowe, wykorzystujące technologię podgrzewania tytoniu. Teraz rozpoczyna sprzedaż innowacyjnych produktów. Płyn nikotynowy używany do ich produkcji jest wytwarzany w fabryce w Starym Gostkowie k. Łodzi. Ostatecznie jednak niewiele to zmieniło w sytuacji rolników. Zapotrzebowanie koncernów tytoniowych na surowiec od lat nie rośnie. Przy tym skupowanego tytoniu jest zwykle mniej niż tego zakontraktowanego. Kontraktacja w tym roku wyniosła 27,4 tys. ton, podobnie jak w poprzednich latach. Plantatorzy spodziewają się, że sprzedaż wyniesie 23,5 tys. ton, czyli tyle, ile w 2018 r.

Producenci surowca próbują swoją sytuacją zainteresować rząd. Spotykają się z resortem rolnictwa w celu wypracowania rozwiązań.

– Przede wszystkim zależy nam na poprawie opłacalności produkcji. Postulujemy w związku z tym bieżące wprowadzenie dopłat z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich lub do zatrudnienia. Bo tytoń jest najbardziej pracochłonnym sektorem rolnym. Jednocześnie należy zabiegać na forum UE o przywrócenie możliwości stosowania mechanizmów normujących uprawę tytoniu. Poza tym zależy nam, by powrócił dialog z koncernami tytoniowymi, w ramach którego wypracowano by wieloletnie perspektywy zużycia surowca – wylicza Przemysław Noworyta.

Koncerny tytoniowe deklarują, że są gotowe do współpracy. Im też nie zależy na tym, by polski rynek tytoniu się kurczył. Gdyby do tego doszło, musiałyby kupować coraz więcej droższego surowca za granicą. W Polsce koncerny zlokalizowały fabryki, z których wysyłają towar na cały świat.