NIE

Rozstrzygnięcie oparte jest na błędnym założeniu, że link stanowi korzystanie z utworu w rozumieniu prawa autorskiego. Niewątpliwie link ułatwia dotarcie do utworu, jednak samo rozpowszechnienie utworu zostało dokonane przez osobę, która utwór udostępniła w internecie. Czy rozsądne byłoby uznawanie za odpowiedzialną za naruszenie praw autorskich osoby, która przekazała nam informację o miejscu, w którym rozdaje się nielegalne kopie książki, nawet jeśli bez tej informacji nigdy nie dowiedzielibyśmy się o takiej sposobności? Można by rozważać odpowiedzialność takiej osoby jako np. pomocnika w naruszeniu, ale nie jako naruszyciela, a do tego prowadzi rozstrzygnięcie TSUE. W rezultacie mamy nową koncepcję naruszenia autorskich praw majątkowych, w której odpowiedzialność zależy od wiedzy o bezprawnym charakterze utworu.

TAK

Publikacja samego linku może stanowić naruszenie prawa. Odpowiedzialność obciąża nie tylko tego, kto umieścił pirackie pliki w internecie, ale też tego, kto do nich linkuje, bo udostępnia je bez wątpienia nowej publiczności.

Boję się natomiast, że wyrok ten stwarza zbyt szerokie możliwości obalenia domniemania o naruszeniu prawa przez publikację linku. Orzeczenie to przedstawia się jako kompromis pomiędzy ochroną praw twórców a ochroną prawa do swobody wypowiedzi i swobody przepływu informacji. Moim zdaniem wyrok ten nie jest jednak żadnym kompromisem, tylko kolejnym krokiem w stronę ograniczenia praw twórców. W tej sprawie chodziło przecież o łącza prowadzące do materiałów jednoznacznie pirackich. Uważam, że w tych okolicznościach wyrok jest zbyt zachowawczy i wręcz szkodliwy. Ochrona praw twórców będzie jeszcze bardziej utrudniona.

Trybunał uznał, że jeśli ktoś udostępnia linki w celach zarobkowych, to powinien sprawdzać, czy nie prowadzą one do plików umieszczonych bezprawnie, a jeśli tego nie zrobi, to ponosi odpowiedzialność. Niektórzy już mówią, że na wszelki wypadek nie będą linkować, żeby nie narazić się na odpowiedzialność. Podziela pan te obawy?

TAK

Myślę, że konieczne będzie przemyślenie polityki umieszczania linków przez wiele podmiotów. Firmy aktywne w social media, które w dużej mierze opierają się na dzieleniu linkami, będą musiały zachować dużą ostrożność w publikacji odesłań prowadzących do innych stron, a także publikacji wpisów innych osób. Uważam, że długofalowo może to przynieść istotną zmianę w sposobie korzystania z internetu.

W mojej ocenie weryfikacja „legalności” linków nie będzie w praktyce wykonalna. Skąd mamy wiedzieć, czy dany tekst lub zdjęcie jest udostępnione na linkowanej stronie bezprawnie? Czy jeśli linkujemy do tekstu, powinniśmy zweryfikować także legalność ilustracji oraz elementów graficznych strony z tekstem? Co z sytuacją, gdy w chwili umieszczenia linku utwór był umieszczony za zgodą uprawnionego, a potem wygasła licencja, a utwór pozostał na stronie? Co wreszcie z popularną funkcją „udostępnij” na Facebooku lub Twitterze, która zakłada szybkie podzielenie się linkiem, którego samodzielnie zwykle nie weryfikujemy?

NIE

Uważam, że obawy te są mocno na wyrost. Nie sądzę, by ktoś przestał publikować linki ze względu na to orzeczenie. Zwłaszcza że jak już wspomniałem, trybunał pozostawia dość szeroko otwartą furtkę do wykazywania, że nie wiedziało się o bezprawnym charakterze plików, do których prowadzi link.

Stosując się do tego orzeczenia, należałoby zadać sobie pytanie, w jakim celu bloger umieszcza link do pirackiego materiału? Jeżeli tylko po to, by generować większy ruch na swojej stronie i dzięki temu zarabiać, to nie ma powodu, by nie ponosił on odpowiedzialności. Jeżeli jednak mamy do czynienia z drobnym utworem, takim jak zdjęcie czy piosenka, udostępnionym w celu krytycznej analizy, recenzji, komentarza czy parodii, takie wykorzystanie mieści się przecież w ramach dozwolonego użytku i bloger nie ma się czego obawiać.

Czy wyrok rozstrzyga wszystkie wątpliwości dotyczące linków w kontekście praw autorskich?

NIE

Jest on próbą znalezienia zastępczego rozwiązania problemu piractwa w internecie wobec braku skutecznych sposobów na pociągnięcie do odpowiedzialności tych osób, które umieszczają bezprawnie pliki. Z wyroku zdaje się wynikać, że hiperłącza służą głównie do zapewniania dostępu do utworów. Tymczasem one służą do zapewniania dostępu do informacji, wśród których znajdują się też utwory. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że na przeciętnej stronie internetowej mamy zarówno utwory słowne, jak i graficzne, ale też elementy niechronione, to nakładanie na osoby publikujące linki do takich witryn odpowiedzialności prawnoautorskiej za to, że choćby jeden z elementów takiej witryny narusza prawa autorskie, wydaje mi się krokiem w złym kierunku.

NIE

Trybunał nie zdefiniował chociażby pojęcia „celu zarobkowego”, od istnienia którego uzależnia odpowiedzialność. Nawet gdyby przyjąć najszerszą jego definicję, obejmującą także wszelkie przychody uzyskane pośrednio, to istnieją przecież sytuacje, w którym dochodzi do korzystania z utworu, lecz korzyść ma charakter osobisty, a nie majątkowy. Będzie tak w sytuacji wykorzystania utworów we wszelkich kampaniach wyborczych.

Należy także pamiętać, że wyrok ten nie pozostanie bez wpływu na negocjacje w sprawie umowy TTIP. Oczywiste jest, że stanowisko trybunału zarówno w tej sprawie, jak i w sprawach poprzednich nie jest na rękę stronie amerykańskiej. Jednocześnie trudno będzie przyjąć umowę zawierającą postanowienia sprzeczne z linią orzecznictwa TSUE w tym zakresie.