Przepisy umożliwiające publikowanie w internecie książek czy artykułów prasowych niedostępnych już w handlu, po roku od ich wprowadzenia są martwe. I prawdopodobnie nadal pozostaną, bo analogiczne regulacje francuskie unijny trybunał właśnie uznał za niezgodne z prawem.
Obowiązująca od roku nowelizacja ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2016 r. nr 0 poz. 666 ze zm.) pozwoliła instytucjom kultury i oświatowym na publikowanie utworów niedostępnych w obrocie handlowym. Chodzi o książki, ale też artykuły prasowe, które ukazały się przed 24 maja 1994 r., a które nie są już wznawiane i tym samym odbiorcy nie mogą ich kupić. W ślad za prawem unijnym polski ustawodawca zdecydował, że mogą one być udostępniane w internecie, np. w formie e-booków. W Polsce to szczególnie ważne także w kontekście artykułów prasowych, zarówno jeśli chodzi o oficjalne wydawnictwa, jak i te z drugiego obiegu.
Reklama

Reklama
Jak na razie w naszym kraju nie opublikowano jeszcze ani jednego utworu niedostępnego w obrocie handlowym. I prawdopodobnie nie uda się tego zrobić, przynajmniej na podstawie obowiązujących przepisów. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 16 listopada 2016 r. (sprawa C-301/15) uznał bowiem zbliżoną do polskiej regulację francuską za sprzeczną z prawem unijnym. W jej myśl zgodę na korzystanie w formie cyfrowej z książek opublikowanych we Francji przed 1 stycznia 2001 r., które nie są już przedmiotem komercyjnego rozpowszechniania, wyraża samodzielnie właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Autor książki ma prawo zgłoszenia sprzeciwu wobec takiego wykonywania jego praw, jednak tylko w ciągu sześciu miesięcy od umieszczenia danych książki w bazie prowadzonej przez Bibliotekę Narodową Francji.
Zgodnie z wyrokiem autor powinien wyrażać zgodę na upublicznienie swej książki, a nie jedynie mieć prawo do zgłoszenia sprzeciwu w określonym czasie, w ramach mechanizmu typu opt-out.
– Trybunał opowiedział się za ścisłym rozumieniem prawa autora do uprzedniego wyrażenia zgody na zwielokrotnianie lub publiczne udostępnianie jego utworu. Każdy autor musi zostać skutecznie poinformowany o zamierzonym korzystaniu z jego utworu przez osobę trzecią oraz o możliwości sprzeciwienia się temu. Przepisy francuskie nie gwarantowały autorowi takiego prawa – wyjaśnia Tomasz Zalewski, radca prawny w kancelarii Wierzbowski Eversheds.
Dlaczego wyrok ten można odnieść do polskich przepisów? Bo zakładają one bardzo zbliżony mechanizm. Zgodę na publikację utworu (np. przez bibliotekę, archiwum państwowe czy uczelnię) wydawać ma także właściwa organizacja zbiorowego zarządzania (na razie nie została wybrana). Książka czy artykuł mają być wpisane do specjalnego wykazu prowadzonego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To z niego autorzy mają się dowiadywać o uznaniu ich utworu za niedostępny w obrocie. W ciągu 90 dni od ujawnienia wpisu będą mogli się temu sprzeciwić.
– Uważam, że rozwiązanie to można łatwo usprawnić. Jednym z głównych zarzutów trybunału był brak procedury skutecznego poinformowania każdego autora o zamierzonym korzystaniu z jego utworu przez osobę trzecią oraz o możliwości wyrażenia sprzeciwu. Przed wpisaniem danego utworu do bazy dzieł niedostępnych należy zatem podjąć działania mające na celu dotarcie do jego autora z informacją o planowanych działaniach – podpowiada Tomasz Zalewski.
– Zapewne nie we wszystkich przypadkach będzie to możliwe, jednak w świetle orzeczenia TSUE tylko funkcjonowanie realnych gwarancji zapewniających faktyczne informowanie autorów o zamierzonym korzystaniu z ich utworów oraz o możliwości zgłoszenia uprzedniego sprzeciwu pozwoli na zgodne z prawem unijnym funkcjonowanie omawianego rozwiązania – dodaje. Proponowany przez niego pomysł wymagałby nowelizacji ustawy.
Spytaliśmy MKiDN, dlaczego wciąż nie ogłoszono konkursu na organizację zbiorowego zarządzania, która ma zawierać umowy umożliwiające publikację w internecie utworów niedostępnych w handlu.
– Konieczne pozostaje nadal doprecyzowanie – przez samych zainteresowanych korzystaniem z tego mechanizmu (tj. instytucje publiczne posiadające zbiory utworów niedostępnych w handlu oraz zainteresowane udzielaniem licencji organizacje zbiorowego zarządzania) – wielu szczegółowych elementów treści przyszłych umów licencyjnych. Dopiero wtedy cały mechanizm, oparty przecież na umowie, mógłby zacząć realnie działać po wyznaczeniu przez ministra organizacji faktycznie przygotowanej do udzielania takich licencji – odpowiedział nam Radosław Różycki, rzecznik MKiDN.
12 organizacji zbiorowego zarządzania uzyskało w Polsce zezwolenia Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego