W sobotę mija 2-letni termin implementacji tzw. dyrektywy wdrożeniowej dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług (2014/67/UE). Dla firm wysyłających pracowników do pracy w innych krajach członkowskich Unii Europejskiej oznacza to wejście w trudniejszy okres ich funkcjonowania. W związku bowiem z tym, że wszystkie kraje unijne muszą dostosować wewnętrzne regulacje do przepisów dyrektywy, zmiany w ich porządkach prawnych przedsiębiorcy będą testować na własnej skórze. Zostali skazani na szybkie przystosowanie się do nowych zasad delegowania, nie zawsze jasnych i klarownych.
Zmiany będą dla polskich firm tym trudniejsze, że jej wdrożenie oznacza nałożenie na nich wielu nowych obowiązków, m.in. w postaci przechowywania i udostępniania dokumentacji pracowniczej na terytorium państwa przyjmującego, tłumaczenia jej na język danego kraju czy wskazania osoby do kontaktów z organami państwa przyjmującego.
Z drugiej jednak strony zostaną też dookreślone zasady kontroli firm delegujących w państwach UE, co mogłoby się wydawać przynajmniej częściowo pozytywne, albowiem zapobiega dowolności instytucji kontrolnych w tym zakresie. Niestety, przykład państw, które już wdrożyły dyrektywę (jak. np. Francja) pokazuje, że nie powstrzyma ona rzeszy nieuzasadnionych kontroli (zwłaszcza polskich przedsiębiorców), a nawet wręcz przeciwnie – jej implementacja może dać asumpt do wzmożenia działań ograniczających konkurencję na unijnym rynku.