Zgodnie z ustawą z 30 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r. poz. 34 ze zm.), która weszła w życie 23 stycznia, szefom urzędów pozostał jeszcze tylko tydzień na podjęcie decyzji w sprawie dalszych losów obecnych dyrektorów. Jak wynika z sondy DGP przeprowadzonej w ministerstwach i urzędach wojewódzkich, wielu członków służby cywilnej zajmujących kierownicze stanowiska wciąż nie zna swojej przyszłości.

30 dni na decyzję

Zgodnie z art. 6 ust. 1 nowelizacji ustawy o służbie cywilnej – stosunki pracy z osobami zajmującymi wyższe stanowiska w służbie cywilnej wygasają po upływie 30 dni od wejścia w życie nowych przepisów. Przepis ma zastosowanie, jeśli przed upływem tego terminu nie zostaną im zaproponowane nowe warunki pracy lub płacy, ewentualnie jeśli zainteresowani nie przyjmą nowych propozycji. Jednak nie wszystkie urzędy zdecydowały się czekać z wymianą kadr do 23 stycznia. Część z nich rozpoczęła ten proces już po objęciu stanowisk przez nowych ministrów. I tak Ministerstwo Obrony Narodowej, gdzie są 23 wyższe stanowiska w służbie cywilnej, zatrudnia już cztery osoby spoza urzędu. Przy czym 11 obecnych dyrektorów zatrzyma swoje posady, a w sprawie ośmiu jeszcze nie podjęto żadnej decyzji. W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dyrektorskie stanowiska zajmuje 47 osób. Jest już pewne, że 13 z nich będzie musiało się pożegnać z pracą w resorcie. 11 zaproponowano nowe warunki pracy i płacy. Co do reszty nie ma jeszcze decyzji. Ministerstwo zdecydowało się na zatrudnienie spoza urzędu tylko czterech osób.

W resorcie spraw zagranicznych jest 110 posad kierowniczych. Biuro prasowe MSZ poinformowało nas, że 48 członków służby cywilnej piastujących te stanowiska przed nowelizacją ustawy o służbie cywilnej zostało na nie powołanych także po zmianie przepisów, a tylko jedna osoba nie otrzymała propozycji objęcia wyższego stanowiska. W stosunku do pozostałych pracowników decyzje dopiero mają być podejmowane. W efekcie w służbie zagranicznej o posadę nie musi się obawiać niespełna połowa dotychczasowych dyrektorów.

Z wymianą kadr nie spieszy się Ministerstwo Zdrowia, które zatrudnia 41 osób na stanowiskach kierowniczych. Wiadomo już, że cztery zostaną obsadzone przez osoby z rynku. Jeśli chodzi o losy dotychczasowych dyrektorów, to tylko jedna osoba otrzymała propozycję pracy na innym stanowisku, reszta czeka na ostateczną decyzję. Nieco odmienną politykę kadrową prowadzi MEN, które zdecydowało się już na rozwiązanie umowy z czterema osobami na 31 wszystkich kierowników. – Jedna osoba zajmująca wyższe stanowisko w służbie cywilnej została przeniesiona na inne stanowisko – dodaje Anna Ostrowska, rzecznik MEN.

Z kolei Kancelaria Premiera RP, w której pracuje 38 dyrektorów, przyznała, że tylko jedna osoba spoza urzędu otrzymała propozycję pracy na stanowisku kierowniczym.

Wojewodowie też czekają

Na lawinowe zwolnienia nie zdecydowali się też wojewodowie. W Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim z obecnie 23 dyrektorów tylko siedmiu zdecydowano się zaproponować nowe warunki pracy i płacy, przy czym już widomo, że w ich miejsce powołano sześć osób spoza korpusu służby cywilnej. Z kolei w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim los 20 osób piastujących stanowiska dyrektorskie jest jeszcze nieznany. Urząd deklaruje, że dotychczas zaproponował pracę tylko jednej osobie z rynku. Także Małopolski Urząd Wojewódzki nie podjął jeszcze decyzji, czy chce przedłużyć pracę z dotychczasowymi kierownikami. Jednak czterech z nich na pewno będzie musiało się pożegnać z posadą, bo tyle osób ma zostać powołanych spoza urzędu.

Eksperci chwalą umiar

Zdaniem ekspertów szefowie urzędów zachowują się racjonalnie, bo nie decydują się na wyrzucenie wszystkich dyrektorów. – Z tych danych wynika, że do wymiany kadrowej w urzędach dochodzi, ale nie jest to lawina, jak obawiała się opozycja – stwierdza prof. Bogumił Szmulik, radca prawny z kancelarii radców prawnych Szmulik i Wspólnicy.

Tłumaczy, że szefowie urzędów chcą dać szanse dotychczasowym dyrektorom, przy czym – jak zauważa – niczym nie ryzykują. Zgodnie bowiem z nowymi przepisami będą mogli ich odwołać w każdej chwili.

Eksperci podkreślają, że jak do tej pory nowa ekipa rządząca powołała mało osób spoza korpusu służby cywilnej. Jednak nie są tym faktem zaskoczeni.

– Stosunek pracy z powołania jest bardzo niestabilny. Ponadto urzędy nie mają tylu pieniędzy, aby osobom z rynku zaproponować satysfakcjonujące stawki. Rządowi z tych powodów jest i będzie trudno znaleźć dobrych specjalistów – mówi dr Stefan Płażek, adwokat adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby zastąpienie powołania normalną umową o pracę.

Nie brakuje też opinii, że pozbywanie się wszystkich dyrektorów mijałoby się z celem.

– Szefowie sięgają w głąb struktury po urzędników, którzy nie byli i nie są powiązani z żadną opcją, a znają specyfikę komórki, którą mają zarządzać. Z pewnością nikt z ministrów ani wojewodów nie chce sobie rozłożyć na łopatki pracy przez wymianę wszystkich dyrektorów. Nawet przy tworzeniu CBA nie zatrudniano samych młodych, ale doświadczonych funkcjonariuszy – wylicza dr Konrad Walczuk, były urzędnik i ekspert od administracji publicznej. – Praktyka wśród szefów urzędów zapewne będzie taka, by w każdym departamencie pozostawić na razie jednego zastępcę lub dyrektora, a pozostałych wymienić na nowych – podkreśla.