W administracji rządowej co roku jest wszczynanych około pół tysiąca postępowań dyscyplinarnych. Przy czym tylko co trzecie kończy się wymierzeniem kary, na dodatek najniższej – upomnienia lub nagany. Na 122 tys. członków korpusu wydalenie z pracy lub ze służby występuje w pojedynczych przypadkach.

Postępowanie dyscyplinarne w służbie cywilnej

Postępowanie dyscyplinarne w służbie cywilnej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Komisje dyscyplinarne i całe postępowanie trzeba zlikwidować, bo to tylko strata czasu i pieniędzy. O to zamierzam postulować u nowej szefowej służby cywilnej – stwierdza Marek Reda, dyrektor generalny Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Nierzetelni i dorabiający

Z sondy DGP przeprowadzonej w urzędach wojewódzkich i ministerstwach wynika, że urzędnikom najczęściej zarzucano nierzetelne i nieterminowe wykonywanie obowiązków. W ostatnich pięciu latach w MSW takich spraw było 110. W resorcie administracji 41, z czego 36 zostało umorzonych. Z kolei w Ministerstwie Pracy w tym samym czasie było pięć postępowań i żadne nie zakończyło się ukaraniem. W Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim w sprawdzanym przez nas okresie było 16 spraw (w ubiegłym roku nałożono tylko jedną karę upomnienia). W tym samym czasie u wojewody mazowieckiego prowadzono 7 postępowań (w ubiegłym roku dwa, z czego jedno zakończyło się upomnieniem). Natomiast pracownik Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego otrzymał zaledwie naganę za spożywanie i przebywanie pod wpływem alkoholu w miejscu pracy.

– Sprawy skierowane do naszego rzecznika dyscyplinarnego najczęściej dotyczyły niedochowania należytej staranności w wykonywaniu obowiązków służbowych, nieterminowej, nierzetelnej realizacji zadań oraz naruszenia obowiązków pracowniczych związanych z podejmowaniem dodatkowego zajęcia zarobkowego – informuje Joanna Dębek, rzecznik prasowy MEN.

Dodatkową pracę bez zgody przełożonego podejmowali także urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. – Były to jednak incydentalne przypadki, których z roku na rok jest mniej – zastrzega Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSW.

Przypadki podejmowania dodatkowego zatrudnienia potwierdziły także urzędy wojewódzkie – lubelski, warmińsko-mazurski oraz wielkopolski.

Nadużywanie uprawnień

Tymczasem zdaniem związków zawodowych to, że sprawy są umarzane lub kończą się łagodnymi karami, to efekt tego, że dyrektorzy generalni nadużywają procedur dyscyplinarnych.

– Wszczynają takie postępowania lekką ręką. W ten sposób dochodzi do szykanowania podwładnych. Dopiero po odwołaniu się do Wyższej Komisji Dyscyplinarnej, okazuje się, że sprawę należy umorzyć – skarży się Robert Barabasz, szef Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej.

Tłumaczy, że szefa komisji dyscyplinarnej i rzecznika wskazuje pracodawca, więc nie ma się co dziwić, że trzyma on jego stronę. Jednak jego zdaniem likwidacja postępowania dyscyplinarnego nie jest najlepszym rozwiązaniem. Powód? Wtedy dochodziłoby częściej do nieuzasadnionego zwalniania pracowników. – Trzeba tylko wprowadzić zasadę, że stroną takiego postępowania są też związki zawodowe – dodaje.

Z kolei dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwraca uwagę, że w służbie cywilnej obowiązuje kodeks etyki i w stosunku do pracowników korpusu są zwiększone wymagania. – Oczywiście można zlikwidować postępowanie dyscyplinarne, ale wtedy należy zrezygnować z przepisów o służbie cywilnej – mówi dr Stefan Płażek.

Podkreśla jednak, że dyrektor generalny powinien ponosić odpowiedzialność za przegrane sprawy. Obecnie tak nie jest. Nawet jeśli urzędnik zostanie oczyszczony z zarzutów, to jego przełożony nie ponosi żadnej konsekwencji.

Tylko koszty

Na postępowaniach dyscyplinarnych korzystają za to pracownicy urzędów, którym dodatkowo powierza się funkcję rzecznika dyscyplinarnego lub członka komisji. Od rozpatrzenia jednej sprawy w zależności od funkcji można otrzymać około 500 zł. W Ministerstwie Finansów w ostatnich pięciu latach wydano na ten cel 64 tys. zł.