Skala zjawiska niby-rekrutacji jest trudna do oszacowania. Każdego dnia tysiące osób aplikują na tysiące ogłoszeń o pracę. Część kandydatów jest zapraszana na rozmowy, na których nieraz orientują się, że rekrutującym wcale nie zależy na wybraniu właściwej osoby do pracy.

Rzeczywiste powody, dla  których organizowane są niby-rekrutacje są różne. Niektóre z nich mają na celu zebranie danych o osobach w danym zawodzie i branży na podstawie nadesłanych CV. Wtedy niby-rekrutacja i nadesłane aplikacje kandydatów to prosty i darmowy sposób na zebranie informacji o sytuacji na rynku pracy, a czasem nawet o sile kadrowej konkurencji.

Niby-rekrutację niełatwo wykryć tylko na podstawie treści ogłoszenia o pracę, bowiem treść takiego ogłoszenia może niczym się nie różnić od innych, normalnych ogłoszeń. Normalne ogłoszenie oraz rozmowy kwalifikacyjne odbywają się np. w przypadku, kiedy kandydat jest już de facto wybrany, a rekrutacja jest tylko fasadą dla zachowania pozorów (np. w celu ukrycia prywatnych powiązań).

Wyłudzenia tożsamości

Są jednak sytuacje, kiedy już samo ogłoszenie powinno wzbudzić nieufność. Chodzi tu o takie sytuacje, kiedy ogłoszeniodawca żąda od kandydatów - oprócz CV i listu motywacyjnego - np. kopii dowodu osobistego. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy takiego żądania spełniać, gdyż może to grozić wyłudzeniem od nas tożsamości. Skradzioną tożsamość przestępcy mogą wykorzystać np. do zaciągnięcia kredytu.

Ogniwo w łańcuchu prania brudnych pieniędzy

Odmianą niby-rekrutacji są także te oferty, które nierzadko dostajemy jako spam na skrzynkę pocztową. Oferta obiecuje łatwy zarobek jako procent od każdej transakcji, którą wykonamy (jako "pracownik" w takim łańcuchu otrzymujesz pieniądze na konto, przesyłasz na wskazane konta i zostawiasz dla siebie niewielką część). Takie oferty to w rzeczywistości próby zaangażowania nieświadomych osób w proceder prania brudnych pieniędzy.

Oferta tylko dla cudzoziemca

Czasem rekrutacja odbywa się, bo musi z racji przepisu prawnego. Do tej kategorii niby-rekrutacji należą wszelkie ogłoszenia publikowane w urzędach pracy z wyśrubowanymi wymaganiami co od znajomości języka obcego (na poziomie de facto native speakera). Kryje się za nimi tak na prawdę brak oferty - przynajmniej dla Polaków. Bowiem pracodawcy, którzy chcą zatrudnić cudzoziemca są zobowiązani uprzednio do wykonania tzw. testu rynku pracy. Polega to na opublikowaniu w urzędzie pracy ogłoszenia o wolnym stanowisku pracy, które dany pracodawca chce powierzyć cudzoziemcowi. Brak chętnych spełniających wymagania oferty pracy oznacza dla pracodawcy wolną drogę do zatrudnienia cudzoziemca. I to jego rzeczywistym celem.