Przepisy mające trzymać w ryzach pensje urzędników od dawna są anachroniczne – ocenia Grażyna Kopińska.
Przepisy mające trzymać w ryzach pensje urzędników od dawna są anachroniczne – ocenia Grażyna Kopińska.
Te dwie sprawy są nieco różne. Problem jest wspólny. Są nim standardy postępowania osób pełniących funkcje publiczne, a nie sumy, które mieli otrzymać.
Może tak zrobić. Tak się dzieje w wielu krajach. Gdyż takie przejście często jest narażone na ryzyko wystąpienia konfliktu interesów. Dlatego zmiany powinny być przeprowadzane w sposób przejrzysty, zrozumiały dla obywateli i zgodny ze standardami. Także w Polsce obowiązuje zasada karencji, czyli takie przejście powinno nastąpić nie bezpośrednio, ale po pewnym okresie. Choć trzeba zaznaczyć, że pan Ostachowicz nie podejmował decyzji wobec żadnych firm, więc prawa nie złamał. Tu chodzi o standardy.
Ustawa kominowa jest kompletnie niedostosowana do obecnie panujących warunków. Była uchwalana 15 lat temu, a jej głównym celem było ograniczenie rozdętych zarobków w instytucjach i spółkach podległych samorządowi. Osoby pracujące we władzach spółek Skarbu Państwa zostały do niej niejako dodane. Tych spółek było wtedy znacznie więcej niż teraz. Były przykłady, gdy w bankrutujących spółkach wypłacano sobie ogromne na ówczesne czasy wynagrodzenia. Wtedy taka ustawa miała sens. A dziś jest inaczej. Tych spółek jest niewiele, a te, które są, na ogół działają profesjonalnie. Gorset ustawy kominowej już od dawna jest anachroniczny.
Bo politycy się boją. I jej zapisy są obchodzone przy pomocy np. kontraktów menedżerskich. Pierwotne źródło tych problemów to nadmierne ograniczenia w zarobkach w sektorze publicznym, które są anachroniczne.
Minister czy wiceminister zarabia w Polsce dramatycznie mało. Nie uważam, że w sektorze publicznym powinno się zarabiać tyle, ile w prywatnym, bo jest to jednak rodzaj służby publicznej. Niemniej proporcje zarobków ministrów czy wiceministrów do zarobków w biznesie, gdy odniesiemy to do innych krajów, są niekorzystne.
Jeżeli się uda do polityki ściągnąć ludzi utalentowanych, którzy świetnie poradziliby sobie na rynku, to trzeba im to zrekompensować, tak by na koniec kariery rządowej mogli przyzwoicie zarabiać w zależnym od państwa biznesie. Czyli wtedy trzeba im pomóc znaleźć tę pracę.
Oczywiście jest to rodzaj hipokryzji. Powstaje jednak pytanie, czy pierwsi są politycy, czy media tabloidowe. Jak zobaczymy pierwszą czy drugą stronę takiej gazety, to tytuły krzyczą: dorabia się naszym kosztem, zarabia 15 tys. Ktoś tworzy atmosferę, w której od wielu lat nie sposób kupić porządnych samolotów dla rządu. Nie sposób podnieść pensji, tak by fachowców łatwiej było ściągnąć na funkcję choćby wiceministrów.
Po stronie polityków mamy absolutny cynizm. Ci, którzy teraz mówią: nic się nie stało, kilka lat temu pierwsi krzyczeli, oburzali się i obiecywali inne standardy. Dlatego, by to zmienić, należy zmienić ustawę kominową i podnieść wynagrodzenia osób na najwyższych stanowiskach.
Była propozycja Jana Krzysztofa Bieleckiego stworzenia komitetu nominacyjnego i przejrzystego poszukiwania fachowców, z których wybierano by osoby do władz państwowych spółek. Można się zastanawiać, czy członek takiego komitetu nominacyjnego nie podlegałby naciskom politycznym, ale konieczna jest próba wprowadzenia jakichś jasnych zasad, które miałyby szansę być przestrzegane, zamiast ich ciągłego omijania przez nominacje bezpośrednie czy kontrakty menedżerskie.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Powiązane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama