Gdy przedsiębiorca znajdzie się na muszce skarbówki, może być pewny, że sprawdzi ona z każdej strony, czy nie oszukuje państwa. Jeśli urzędnik narazi administrację na straty poprzez swoje nadużycia, nie musi rekompensować szkody.
Służąc obywatelom, efektywnie wykonujemy zadania państwa. Działamy profesjonalnie, rzetelnie, bezstronnie i neutralnie politycznie. Takie hasło jest zamieszczone na stronie szefa służby cywilnej. Każde z tych stwierdzeń można w łatwy sposób obalić, przywołując różne przypadki braku profesjonalizmu, biurokracji czy urzędniczych pomyłek, które niejedną firmę doprowadziły do bankructwa. Oczywiście urzędnik też człowiek i może zdarzyć mu się błąd. W takim przypadku administracja nie może jednak przymykać oka i pobłażliwie traktować przypadki nadużyć tylko dlatego, że winni są im jej pracownicy.
DGP w ubiegłym tygodniu opisał przypadek wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, który tak lubił podróże służbowe, że dwukrotnie zawyżał liczbę przejechanych kilometrów. Wojewoda dokonał kontroli, która potwierdziła, że dyrektor za dużo zużywał paliwa. Dowody były twarde, ale sprawa się rozmyła. Dyrektor postanowił zrezygnować z pracy. Co ciekawe, urząd uznał, że rezygnacja ze stanowiska jest już dla niego wystarczającą karą. Niestety, wojewoda mógł tak uznać, bo przepisy nie przewidują prowadzenia postępowania dyscyplinarnego ani też poprzedzającego je postępowania wyjaśniającego, jeśli dana osoba nie jest już członkiem korpusu służby cywilnej. Co więcej, nawet jeśli dyrektor generalny wszcząłby takie postępowanie, to po rozwiązaniu stosunku pracy jest ono umarzane. Możliwe jest też przyjęcie takiej osoby do innego urzędu bez konieczności wszczynania umorzonego postępowania. A przecież prawo powinno nakazywać przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego niezależnie od tego, czy pracownik zwolni się z urzędu.