Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w listopadzie do 12,9 proc. wobec 12,5 proc. w październiku. O ile wzrośnie jeszcze do końca roku? Pesymiści uważają, że może to być nawet 15 procent.

- Na szczęście najbardziej pesymistyczne scenariusze, rysowane przez niektórych ekspertów, się nie sprawdzają. Warto podkreślić, że podstawy polskiej gospodarki są stabilne. Jednak problemy, które generuje trudna sytuacja w krajach UE, wpływają też na kondycję firm i na rynek pracy w Polsce. Mimo wyraźnego słabnięcia dynamiki wzrostu gospodarczego, obserwujemy stosunkowo niewielki wzrost zwolnień grupowych i upadłości, w ujęciu rok do roku.

Choć niepokojące mogą być ostatnie informacje, choćby w sprawie zwolnień w fabryce FIATA w Tychach. Dziś dla gospodarki kluczowe jest utrzymanie konsumpcji, a ta zależy też od poziomu bezrobocia. Dlatego tak ważna jest interwencja na rynku pracy, która miała miejsce w II połowie 2012 roku.

Dzięki dodatkowym środkom z Funduszu Pracy, o które wystąpił minister Władysław Kosiniak-Kamysz, skutecznie zminimalizowaliśmy efekty sezonowego i koniunkturalnego osłabienia. Spodziewam się, że na koniec roku bezrobocie nieznacznie przekroczy 13 proc., ale nie 15 procent.

Wzrost bezrobocia będziemy obserwować jeszcze w I kwartale 2013 r., ale od kwietnia, jeśli nic złego nie wydarzy się w gospodarce, bezrobocie powinno już spadać. Chcę podkreślić, że mimo spowolnienia i związanych z nim perturbacji, staramy się zwiększać efektywność polityki rynku pracy.

To warunek, aby zawsze niewystarczające środki Funduszu Pracy przynosiły jak najlepsze efekty, a wobec pogarszającej się sytuacji na rynku pracy - rząd wspólnie z urzędami pracy skutecznie interweniował.

Dlaczego w sytuacji, gdy rośnie bezrobocie - w Funduszu Pracy zamrożone są dziesiątki mld złotych?

- Środki Funduszu Pracy (FP) muszą być przeznaczane na interwencję na rynku pracy oraz na zasiłki. Na początku poprzedniej dekady, gdy mieliśmy do czynienia z dramatycznym pogorszeniem się sytuacji gospodarczej, brakowało środków w FP. Wówczas konieczne było zaciąganie kredytów.

Dziś wiemy, że potrzebna jest pewna rezerwa. Prawdą jest też, że w warunkach spowolnienia, środki FP mogą skutecznie łagodzić społeczne i ekonomiczne skutki bezrobocia. Gdy w gospodarce poziom inwestycji jest niski, FP może zachęcać pracodawców do tworzenia miejsc pracy. Niestety, z założenia i z dotychczasowych doświadczeń wynika, że w części nie będzie to trwałe zatrudnienie.

Plan wydatkowania środków FP w 2013 r. przewiduje zasilenie interwencji na rynku pracy sumą o 1,2 mld zł większą, niż w 2012 roku. Będzie to wzrost aż o 17 proc., do 4,65 mld złotych. Jeśli ponadto uda się zapewnić lepszą efektywność, to rządowa interwencja na rynku pracy powinna dać odczuwalne skutki.

Za jej skuteczność odpowiadają urzędy pracy?

- Mimo wielu krytycznych słów, które padają pod adresem urzędów pracy należy docenić ich wysiłki, choćby w II połowie 2012 roku. Pamiętajmy też, że urzędy nie stworzą miejsc pracy. Nie zrobi też tego rząd, ale mamy instrumenty interweniowania na rynku pracy i trzeba z nich korzystać.

Jednym z nich było szybkie uruchomienie w tym roku 500 mln zł na interwencje - w odpowiedzi na stwierdzoną potrzebę, bez miesięcy czy choćby tygodni wyczekiwania na podjęcie stosownej decyzji.

Jakie instrumenty i działania składają się na aktywne polityki rynku pracy?

Obok tzw. instrumentów biernych (zasiłków), ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy wymienia cały zestaw usług i instrumentów, z których można korzystać, by aktywizować bezrobotnych. Po pierwsze - są to usługi pośrednictwa, doradztwa i szkoleń. W warunkach spowolnienia gospodarczego pośrednictwo nie przynosi takich efektów, jak w sytuacji koniunktury.

Po prostu mniej jest wtedy miejsc pracy, ale urzędy pracy tym bardziej muszą pozyskiwać od pracodawców wszelkie oferty. Doradztwo zawodowe jest potrzebne zawsze. Najważniejszą jego funkcją jest identyfikacja potrzeb. Jeśli bezrobotny nie ma dostatecznych kwalifikacji, by znaleźć zatrudnienie - trzeba skierować go na szkolenie, które pozwoli mu je uzupełnić lub zmienić kwalifikacje.

W tym kontekście kluczowym zadaniem jest identyfikacja potrzeb pracodawców, ale i bezrobotnych. Co po szkoleniu z zarządzania projektami, jeśli żaden pracodawca na rynku lokalnym nie potrzebuje takiej kompetencji. Szkolenia powinny być realizowane pod konkretne potrzeby zatrudnienia. Wtedy ich efektywność będzie wysoka.

A efektywność staży i dotacji na działalność gospodarczą?

- Subsydiowanie zatrudnienia, staży i przygotowania zawodowego, dotacje na utworzenie miejsc pracy to kolejne instrumenty aktywnej polityki rynku pracy. Są adresowane głównie do pracodawców i z założenia przewidują, że po zakończeniu np. prac interwencyjnych, stażu, czy doposażenia stanowiska pracy pracodawca zatrudni bezrobotnego przez określony czas - najczęściej od 6 do 12 miesięcy.

Egzekwowanie tej zasady, nie zawsze proste na trudnym rynku, zapewnia wysoką efektywność tych instrumentów. W 2011 r. ich skuteczność sięgała ponad 55 procent. W 2012 r., mimo trudniejszej sytuacji na rynku pracy, powinno być podobnie.

Szczególnie dotkliwe jest długotrwałe i chroniczne bezrobocie. Osoby długotrwale bezrobotne mają największe problemy ze znalezieniem stałej pracy, a adresowane do nich instrumenty są najmniej efektywne. Stosujemy wobec nich takie narzędzia, jak roboty publiczne i prace społecznie użyteczne.

Często nie sposób posłużyć się tu innymi narzędziami, bo mamy do czynienia nie tylko z długotrwałym bezrobociem, ale też z trudnymi rynkami pracy i brakiem pracodawców. Z założenia chodzi więc o czasową aktywizację.

Jakie są aspiracje resortu w zakresie efektywności aktywnych instrumentów rynku pracy?

- Zawsze powinna nam przyświecać troska o efektywność zatrudnieniową i kosztową, czyli by podjęcie pracy przez jak największą grupę bezrobotnych nie było zbyt kosztowne. Średnia efektywność zatrudnienia wynosi ok. 55 procent. Koszt zatrudnienia jednego bezrobotnego to ok. 9 tys. złotych.

To całkiem przyzwoite wskaźniki. Ale problem w tym, że im gorsza sytuacja na rynku pracy i trudniejsza grupa bezrobotnych - tym efektywność maleje, a koszt doprowadzenia do zatrudnienia rośnie. Dane z krajów UE, takich jak Wielka Brytania i Niemcy pokazują, że efektywność zatrudnieniowa dla osób długotrwale bezrobotnych nie przekracza tam 30 proc., a koszty aktywizacji są znacznie wyższe, nieporównywalne do polskich.

Nie sztuka aktywizować bezrobotnych, którym nie trzeba wiele pomóc. Sztuką jest przywracać na rynek pracy trwale bezrobotnych.

Na ile resort i publiczne służby pracy są zdolne zahamować wzrost bezrobocia i wspierać rozwój zatrudnienia?

- Ani resort pracy, ani publiczne służby zatrudnienia nie rozwiążą problemu bezrobocia, bo miejsca pracy tworzy gospodarka. Jednak nie mogą być bierne. Skuteczna interwencja na rynku pracy w II połowie br. jest dobrym przykładem zaangażowania.

We wrześniu stopa bezrobocia nie wzrosła, a w październiku wzrosła tylko o 0,1 proc. - bez tej interwencji wzrost byłby większy. I mimo, że w listopadzie i grudniu przybędzie bezrobotnych, nie będą to wzrosty rzędu 2-3 proc., ale wiele razy mniejsze.

Można i należy budować system, którego oddziaływanie na rynek pracy przyniesie lepsze efekty. Musimy pomóc młodzieży, wkraczającej na trudny rynek pracy, z kwalifikacjami i kompetencjami nie zawsze poszukiwanymi przez pracodawcę. Tutaj szczególnie potrzebna jest wyższa skuteczność.

Drugim obszarem jest pomoc rodzicom w powrocie do pracy, po urodzeniu dziecka. Zwłaszcza kobiety, charakteryzujące się niską aktywnością zawodową, potrzebują szerszej pomocy urzędów pracy. Musimy też podjąć się aktywizacji osób najbardziej oddalonych od rynku pracy, które bez pracy pozostają od 36 miesięcy.

Większej pomocy potrzebują też osoby 50+.