Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec czerwca zatrudnienie w sektorze było o 1,3 proc. wyższe niż w tym samym okresie 2011 roku.

Teraz jednak ten trend może się zmienić. Osłabienia gospodarcze, a także rosnąca skłonność Polaków do oszczędzania sprawiają, że pogarszają się wyniki przedsiębiorstw handlowych. Walki nie wytrzymują zwłaszcza niewielkie, osiedlowe sklepy niezrzeszone w sieci. Wiele z nich pada lub tnie zatrudnienie. Poza tym, jak zauważa Tomasz Starzyk z wywiadowni gospodarczej Soliditet Polska, należącej do grupy Bisnode, młode pokolenie, widząc ciężką pracę rodziców, rezygnuje z prowadzenia rodzinnych sklepów rodziców i szuka zatrudnienia w innych sektorach gospodarki.

Z wyliczeń firmy analitycznej wspomnianej firmy wynika, że w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy z rynku detalicznego znikło ponad 8,8 tys. sklepów. Dziś jest ich ok. 315,5 tys., ale eksperci szacują, że to nie koniec redukcji.

Zwłaszcza że skutki osłabienia gospodarczego, a także złych decyzji biznesowych zaczynają odczuwać również duże sieci spożywcze, takie jak Bomi i Tradis, oraz odzieżowe, jak Top Secret, Troll i Drywash. Jeśli z rynku zniknie sieć delikatesów Bomi, pracę straci ok. 3 tys. osób. Zwolnienia są też niewykluczone w restrukturyzowanej spółce Tradis, zajmującej się dystrybucją artykułów spożywczych i należącej od pół roku do koncernu Eurocash. Nieoficjalnie mówi się, że do końca roku pracę straci tam około tysiąca osób.

Wiele sieci planuje zamykanie nierentownych placówek, uruchomionych w czasach nie co lepszej koniunktury 3 - 4 lata temu. O takich planach poinformowała już m.in. spółka Redan.

Nie oznacza to jednak, że zatrudnienie w branży zaczyna się mocno kurczyć. W dalszym ciągu w całej Polsce powstają nowe centra handlowe, a sieci dyskontów takie jak Biedronka czy Lidl kontynuują ekspansję. Tylko w Warszawie w przyszłym roku ruszą m.in. wielki outlet na Białołęce, nowe centra w Wilanowie i na Bielanach.

Jak zauważa Krzysztof Zajkowski, marketing manager w Adecco Poland, sklepy cały czas zatrudniają sprzedawców, kierowników, doradców i pracowników do działów obsługi klienta. Mniej jest z kolei ofert na stanowiska w działach dystrybucji, zakupów czy produkcji.