statystyki

Witamy w neoliberalnej uczelni, czyli co zmieniła reforma Gowina

autor: Maciej Miłosz27.09.2020, 09:00
Przed wejściem w życie reformy bardzo duże kompetencje posiadali dziekani, ale Konstytucja dla nauki wprowadziła mocne prerogatywy dla rektorów. Trzeba pamiętać, że ocena pracowników będzie dokonywana w ramach danej dyscypliny naukowej. Presja będzie podwójna, ot taki korporacyjny zabieg.

Przed wejściem w życie reformy bardzo duże kompetencje posiadali dziekani, ale Konstytucja dla nauki wprowadziła mocne prerogatywy dla rektorów. Trzeba pamiętać, że ocena pracowników będzie dokonywana w ramach danej dyscypliny naukowej. Presja będzie podwójna, ot taki korporacyjny zabieg.źródło: ShutterStock

Dziś ocenie podlega cały uniwersytet i przez maruderów na jednym wydziale wszyscy mogą stracić finansowo. Witamy w neoliberalnej uczelni.

Co zmieniła reforma wprowadzona przez Jarosława Gowina? Nowe prawo o szkolnictwie wyższym i nauce zostało uchwalone dwa lata temu.

Bardzo dużo, choć wobec oporu środowiska części planowanych zmian nie wprowadzono lub je mocno złagodzono – więc finalnie fundamentalna wizja przebudowy systemu szkolnictwa została nieco rozwodniona. Nowa ustawa wprowadziła konkurencyjność na dwóch poziomach: między uczelniami oraz między naukowcami. Tego wcześniej nie było w takiej skali i postaci. Kluczowa stała się cykliczna ocena dyscyplin uprawianych w ramach danej uczelni, jak np. socjologii czy psychologii, a nie całych wydziałów. I od tej oceny zależy to, czy szkoły wyższe mogą być w elitarnym gronie uczelni badawczych, które dostają większe o 10 proc. subwencje. A jest o co walczyć, bo rocznie to setki milionów złotych. Naukowcy będą oceniani przez pryzmat osiągnięć publikacyjnych oraz grantowych czy relacji ze środowiskiem gospodarczo-społecznym.

Czym ten system różni się od tego, co było wcześniej?

Poprzedni był niewrażliwy na jakość badań. Od wielu lat funkcjonowaliśmy w systemie, w którym punkty do oceny uzyskiwało się za opublikowane artykuły, monografie, otrzymane granty itd. Założenia były takie, że im więcej punktów, tym lepiej. Ale system się wypaczył – pojawiła się choroba zwana „punktozą”. W naukach społecznych byli naukowcy, którzy w kilkuletnim okresie podlegającym ocenie potrafili „wyprodukować” kilkanaście monografii i dziesiątki artykułów. To dawało im dużą liczbę punktów, ale nie przekładało się na jakość. Trudno sobie wyobrazić, jak można rzetelnie opracować – dajmy na to – dwie monografie i 20 artykułów w ciągu roku, a takie rzeczy się zdarzały. Oznacza to, że ktoś musiał pisać artykuł co dwa tygodnie i jeszcze w tym czasie tworzyć monografię, nie wspominając o obowiązkach dydaktycznych czy administracyjnych. Albo mieliśmy niespotykaną na świecie liczbę geniuszy, albo po prostu system psuł naukę i premiował taką postawę.


Pozostało 87% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane