Nie mam pojęcia, o ile zmaleje nam PKB z powodu nowego święta 12 listopada. Albo o ile wolniej nam przyrośnie. Myślę, że to nie ma znaczenia – gospodarka rynkowa jest na tyle elastyczna, że może wykorzystywać swoje moce produkcyjne raz mocniej, a raz słabiej. Dodatkowy dzień wolny nadrobi więc bez problemu w innych dniach.
Ale to nie znaczy, że problemu w ogóle nie ma. On jest, tylko polega na czymś innym. Działalność gospodarcza to nieustanne podejmowanie ryzyka, unikanie ryzyka, szacowanie ryzyka. Generalnie przedsiębiorczość to opowieść o ryzyku. Chodzi w niej o to, żeby zarobić tyle, ile się założyło przy możliwie najmniejszym ryzyku. Albo przy założonym z góry ryzyku zarobić jak najwięcej. Przy czym oczywiście kluczowy nie jest tutaj faktyczny poziom ryzyka, bo to trudno zmierzyć, tylko oczekiwania przedsiębiorcy w tej kwestii.
Problem z dodatkowym dniem wolnym jest taki, że sposób, w jaki uchwalono tę ustawę, podnosi prognozy przedsiębiorców dotyczące ryzyka związanego z otoczeniem prawnym i państwem generalnie. To jest dokładnie to, o co chodzi agencjom ratingowym, kiedy piszą o „jakości ram instytucjonalnych” i o „transparentności systemu”.