Pracownicy administracji państwowej, którzy opublikowali krytyczny artykuł dotyczący propozycji nowych rozwiązań prawnych, nie powinni zostać ukarani w postępowaniu dyscyplinarnym. Tak orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie, którego rozstrzygnięcie jest ostateczne.
Sprawa dotyczyła ekspertów zatrudnionych w urzędzie patentowym, którzy napisali w listopadzie 2016 r. dla DGP artykuł pt. „Nadchodząca demolka w przepisach patentowych”. Jak sami podkreślają, zrobili to z troski o dobro wspólne. Po publikacji wobec wszystkich zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Komisja oczyściła ich z zarzutów, poza jednym: naruszenia wymogu „godnego zachowania się” eksperta. Prezesowi urzędu nie spodobało się przyrównanie eksponowanych przedstawicieli władz do bohaterów powieści o Nikodemie Dyzmie i nazwanie osób im doradzających „znachorami”. Zainteresowani postanowili odwołać się do komisji wyższej, która nie oczyściła ich całkowicie z zarzutów. Dwie osoby postanowiły więc walczyć o to przed sądem. Postępowanie zostało wszczęte na podstawie art. 125 ust. 1 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. 2017 poz. 1889, ze zm.), w związku z art. 273 ust. 5 ustawy z 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej (t.j. Dz.U. 2017 poz. 776). Wczoraj Sąd Apelacyjny zmienił rozstrzygnięcia wyższej komisji dyscyplinarnej i całkowicie uniewinnił autorów tekstu.
Magdalena Tymińska, przewodnicząca składu orzekającego, uznała, że autorzy artykułu wyrażali w nim swoje stanowisko jako osoby fizyczne, a nie eksperci urzędu. Nie mniej jednak zaznaczyła, że mogli napisać, jakie pełnią funkcje, bo w innej sytuacji artykuł nie byłby ciekawy i ważny dla czytelników. Zaznaczyła też, że określenie „znachorów” nie odnosiło się z imienia i nazwiska do konkretnych osób, tylko ogólnie do doradców. Natomiast przywołanie w artykule ówczesnej premier Beaty Szydło i wicepremiera Matusza Morawieckiego było działaniem w granicach wolności słowa. Tego typu publikacja była zgodna z art. 54 konstytucji. Zgodnie bowiem z tym przepisem każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
Reklama
– Żadna z wymienionych w tym artykule osób nie poczuła się bezpośrednio dotknięta. Autorzy próbowali w tej sposób zwrócić uwagę na zagrożenia związane z wprowadzaniem nowych przepisów. Zrobili to z troski o obywatela. Była to dla nich sprawa bardzo emocjonalna, bo tymi zagadnieniami zajmowali się od lat – uzasadniała Magdalena Tymińska.
Sąd podkreślił, że każdy ma prawo komentować działania polityków, a tym bardziej idące za ich decyzjami zagadnienia prawne. Sędzia Tymińska wskazała, że eksperci z urzędu patentowego nie byli w korpusie służby cywilnej, ale postępowanie dyscyplinarne odbywało się na ten samej podstawie prawnej.
Zadowolenia z wyroku nie kryli urzędnicy, a także ich pełnomocnik.
– Wyrok jest precedensowy. Szefowie urzędów muszą się liczyć z tym, że jeśli podległy im urzędnik skrytykuje ich poczynania w zakresie zmiany prawa, czy to na forum publicznym, czy przez publikację artykułu lub zwykłego postu na swoim profilu społecznościowym, to sądy, kierując się dzisiejszym wyrokiem, mogą takiego pracownika budżetówki uniewinnić – mówił Ryszard Kalisz, adwokat i pełnomocnik ekspertów z urzędu patentowego.
– To rozstrzygnięcie jest sygnałem dla władzy, że nie można kneblować urzędnikom ust tylko dlatego, że z troską o państwo i obywatela krytykują rozwiązanie prawne proponowane przez swoich przełożonych – dodał.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 czerwca 2018 r. sygn. akt III APo 12/17.