Leczą, uczą, programują. Wiedzą, co znaczy ciężka praca. Nawet kiedy dobrze nie znają języka, decydują się na własny biznes. Nad Wisłą Ukraińcy pracują nie tylko na stanowiskach najniższego szczebla.
Zaraz po wybuchu kryzysu finansowego na Ukrainie Ross Knap, absolwent księgowości i finansów, podjął decyzję o wyjeździe spod Lwowa. Od 2009 r. przez sześć lat pracował w krakowskich firmach. Z czego większość jako partner w agencji konsultingowej, wcześniej także specjalista ds. zasobów ludzkich i rozwoju biznesu oraz project manager. W 2015 r. przy pomocy wspólników zdecydował się jednak pójść na swoje. Już z dyplomami krakowskich uczelni i bardzo dobrą znajomością języka polskiego. – Zaczęliśmy prowadzić CallPage w czerwcu, miesiąc później podpisaliśmy umowę inwestycyjną z jednym z polskich funduszy i złożyliśmy dokumenty do sądu. A do rejestru spółek trafiliśmy akurat w urodziny Serhija, pod koniec sierpnia – przypomina sobie.
Przyjechali z różnych miejscowości – Ross Knap i Andrij Tkacziw z zachodniej Ukrainy, z kolei Serhij Butko – ze wschodniej. Poznali się dopiero w Krakowie, w 2014 r., na jednej z konferencji dotyczącej start-upów. – Na takich wydarzeniach zazwyczaj nie ma zbyt dużo obcokrajowców, więc kiedy tylko usłyszałem rozmowę prowadzoną przez telefon po ukraińsku, od razu podszedłem. Tak właśnie poznaliśmy się z Andrijem – opowiada Serhij Butko. Każdy z nich już wtedy prowadził tu działalność.