Sąsiedzi ze Wschodu nie są już w stanie zapełnić luki na naszym rynku pracy. Przedsiębiorcy sięgają więc coraz częściej po pracowników z krajów oddalonych o kilka tysięcy kilometrów – Nepalu, Indii, Bangladeszu, Chin czy Filipin
Od trzech lat przedsiębiorcy masowo sięgają po pracowników z zagranicy. W ubiegłym roku złożyli w urzędach pracy ponad 1,8 mln oświadczeń o zamiarze zatrudnienia Ukraińców, Białorusinów, Mołdawian, Rosjan, Gruzinów i obywateli Armenii. To o 39 proc. więcej niż w roku poprzednim – wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na podstawie oświadczeń można zatrudniać cudzoziemców z wymienionych krajów na pół roku w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Ci pracodawcy, którzy chcą zatrudniać pracowników spoza Europy dłużej – na okres do trzech lat z możliwością przedłużenia – muszą uzyskać zgodę wojewody. Takich zezwoleń było w ubiegłym roku 234 tys. – prawie dwa razy więcej niż w roku poprzednim. Aby otrzymać zgodę, przedsiębiorca musi m.in. udowodnić, że na lokalnym rynku pracy nie ma możliwości zatrudnienia na danym stanowisku Polaka lub obywatela UE. Jest tak wówczas, gdy np. wśród zarejestrowanych w urzędzie pracy bezrobotnych nie ma osób, które spełniają wymagania pracodawcy.
Wśród zezwoleń na pracę wydawanych przez wojewodów gwałtownie wzrosła liczba przeznaczonych dla pracowników z Azji – dla m.in. spawaczy, ślusarzy, elektryków, murarzy, tapicerów, szwaczek, informatyków oraz pracowników do prac prostych.