Zniesienie limitu 12 lat służby dla żołnierzy kontraktowych nie zatrzymało exodusu doświadczonych wojskowych. Nie czekają na wcześniejszą emeryturę i w większości sami decydują się na odejście.



Limitu dla żołnierzy kontraktowych nie ma już od dwóch lat. Ci, którzy rozpoczęli służbę przed styczniem 2013 r., mogą dzięki temu nabyć jeszcze prawo do wcześniejszej emerytury na starych warunkach, korzystniejszych niż obecne. Z danych resortu obrony narodowej wynika jednak, że zmiany nie zatrzymały odejść ze służby zawodowej. W ubiegłym roku z armii odeszło ponad 4,1 tys. wojskowych, w tym 1,3 tys. szeregowych. A to właśnie ta grupa żołnierzy służy w armii zawodowej wyłącznie na kontraktach trwających od dwóch do sześciu lat. W korpusach podoficerów i oficerów praktycznie wszyscy już służą na podstawie stałych umów.
Z naszych ustaleń wynika, że żołnierze kontraktowi w 80 proc. sami decydują się na odejście ze służby. Tendencja ta utrzymuje się od utworzenia armii zawodowej, czyli od 2010 r. Wtedy sami zainteresowani apelowali do polityków, aby został zniesiony limit 12 lat służby na kontrakcie. PiS dotrzymało obietnicy i zrezygnowało z tego rozwiązania. W ubiegłym roku zniesione też zostały limity awansów i każdy, kto spełniał warunki oraz miał poparcie dowódcy, mógł liczyć na wyższy stopień. To jednak nie zatrzymało doświadczonych i wyszkolonych żołnierzy, choć do rekordu z 2011 r. jeszcze daleko. Wówczas, po nieudanej reformie ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, odeszło ponad 7 tys. wojskowych.
Reklama
Zdaniem ekspertów przyczyn odejść z armii jest wiele i nie zmienią tego kolejne, korzystne nawet zmiany. – Większość kontraktowych odchodzi z własnej woli, a część nie spełnia wymogów stawianych przez dowódców. Kontrakt ma to do siebie, że obie strony muszą być zainteresowane jego przedłużeniem – wskazuje kmdr Wiesław Banaszewski, przewodniczący Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów Zawodowych.

Reklama
Jego zdaniem niskie bezrobocie, wzrost gospodarczy i, co za tym idzie, lepsze warunki płacowe na rynku cywilnym sprawiają, że szeregowi nie czekają nawet na to, że po 15 latach służby otrzymają najniższą emeryturę wynoszącą 40 proc. uposażenia.
Bardziej krytyczni są byli generałowie. – Od początku była to propaganda, że dzięki zniesieniu limitu 12 lat służby w armii zatrzymamy doświadczonych żołnierzy. Przecież w korpusie szeregowych nie są nam potrzebni 50- czy 60-latkowie, którzy nie mają kondycji do biegania po poligonie – mówi Mieczysław Bieniek, były wiceszef w Sojuszniczym Dowództwie Transformacyjnym NATO. – Tym osobom zniesiono limit, ale nie dano ani mieszkań, ani możliwości realnego awansu, bo przecież z ponad 30 tys. szeregowych wszyscy nie przejdą nagle do korpusu podoficerów czy oficerów – dodaje.
Zdaniem ekspertów zmiany powinny pójść w całkiem inną stronę. – Miałem nadzieję, że obecna władza zamiast znosić limit, opowie się za jego skróceniem. Szeregowi zawodowi powinni maksymalnie służyć na kontrakcie od sześciu do ośmiu lat, a po tym okresie, jeśli nie awansują do korpusu podoficerów, powinni zasilać rezerwy. Tym bardziej, że potrzebujemy wyszkolonych rezerwistów, a żadne 16-dniowe szkolenie nie przygotuje wojskowego do obsługi działa lub rosomaka – zauważa gen. Bogusław Pacek, były doradca ministra obrony narodowej.
Jego zdaniem, jeśli chcemy zatrzymać szeregowych na dłużej, musimy zadbać o to, by po zakończonej służbie mieli pracę w administracji państwowej na cywilnych stanowiskach związanych z bezpieczeństwem. – Nie wystarczy ich preferencyjnie traktować przy konkursach, ale po prostu zagwarantować im ciągłość zatrudnienia już na etapie zawierania z nimi umowy – dodaje gen. Pacek.
Zgodnie z ustawą z 30 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (Dz.U. poz. 308) szeregowi nie muszą odchodzić z armii po 12 latach, jeśli zgodę na to wyrazi dowódca. MON na etapie projektu szacował, że wydatki związane ze zniesieniem limitu w perspektywie 10 lat wyniosą ponad 1,5 mld zł.
3,2 tys. zł brutto – wynosi zasadnicze uposażenie szeregowego żołnierza zawodowego