Od początku roku Komisja Europejska sprawdza, czy unijne przepisy dotyczące ochrony konsumenckiej rzeczywiście pomagają dokonywać świadomych zakupów. W ramach tego ambitnego przedsięwzięcia urzędnicy analizują, jak funkcjonuje w praktyce sześć kluczowych dyrektyw z tego obszaru. Chodzi m.in. o dyrektywę dotyczącą nieuczciwych praktyk handlowych (2005/29/EC) oraz podawania cen produktów (98/6/EC).

– Uprawnienia konsumentów i obowiązki przedsiębiorców to obecnie puzzle porozrzucane po różnych, nakładających się na siebie aktach prawnych. Do sześciu podstawowych dyrektyw dochodzą bowiem jeszcze dyrektywy branżowe. A to powoduje, że zarówno właściciele sklepów, jak i kupujący po prostu się w tych regulacjach gubią – zauważa radca prawny Przemysław Rybicki, specjalista od prawa konsumenckiego z kancelarii Affre i Wspólnicy.

Dlatego Komisja Europejska doszła do wniosku, że należy bardziej ujednolicić przepisy obowiązujące w poszczególnych krajach członkowskich i stworzyć jeden spójny kodeks konsumencki, z którego zarówno przedsiębiorcy, jak i ich klienci mogli się łatwo dowiedzieć, jakie mają uprawnienia i obowiązki.

– Obecnie różnią się one w poszczególnych państwach członkowskich, gdyż harmonizacja przepisów była minimalna. W efekcie zniechęca to konsumentów do przeprowadzenia transakcji w innych krajach unijnych, a przedsiębiorców do handlu transgranicznego. Jeśli właściciel sklepu internetowego chciałby prowadzić działalność w innych państwach, w każdym z nich musiałby stworzyć odrębny regulamin, uwzględniający lokalne ustawodawstwo – podkreśla mec. Rybicki.

Pozorna ochrona

Obok zagmatwanych przepisów kolejną przeszkodą w robieniu świadomych zakupów są dziś rozwlekłe i skomplikowane regulaminy oraz inne wzorce umowne podsuwane konsumentom przy okazji zawierania najróżniejszych transakcji.

– Liczne obowiązki informacyjne ciążące na przedsiębiorcach przekładają się na ogromną wprost liczbę dokumentów, z którymi – jak pokazują badania KE – większość konsumentów się nie zapoznaje. Regulaminy sprzedaży czy polityki prywatności są dziś często tak nieczytelne i nieprzystępne, że nie zapewniają konsumentom rzeczywistej ochrony, a wręcz niezamierzenie działają przeciwko nim samym – tłumaczy dr Katarzyna Karasiewicz, radca prawny i partner w kancelarii Deloitte Legal.

Dlatego też KE chce nakazać przedsiębiorcom, aby uprościli i skrócili wzorce umowne.

– Jeśli istniałby wymóg prawny, zgodnie z którym warunki korzystania z usług musiałyby być łatwo dostępne, przejrzyste i napisane jasnym językiem, to niewykluczone, że konsumenci by je naprawdę czytali i uznawali za przydatne – podkreśla dr Karasiewicz.

Komisja zamierza też sięgnąć po inne sposoby nakłonienia konsumentów do czytania regulaminów sklepów czy innych dokumentów.

– Jeden z pomysłów to zobowiązanie przedsiębiorców lub przynajmniej zachęcenie ich do zamieszczania obok regulaminu informacji, ile czasu zajmie jego przeczytanie. Jeśli byłoby to np. poniżej dwóch minut, to myślę, że wiele osób rzeczywiście zdecydowałoby się zapoznać z takim dokumentem – zauważa dr Karasiewicz.

Zgodnie z inną propozycją Komisji przedsiębiorcy mieliby przedstawiać swoje regulaminy do akceptacji niezależnym organizacjom społecznym działającym na rzecz ochrony konsumentów. Po przeanalizowaniu dokumentów zamieszczałyby one na swoich stronach internetowych adnotację, że warunki korzystania z usług danego sklepu są uczciwe. Byłby to swoisty znak jakości.

Oszukańcze reklamy

Unijni urzędnicy chcą też poważnie zabrać się za wprowadzające w błąd reklamy, z którymi walka, ze względu na ogromną skalę i specyfikę zjawiska, jest obecnie skazana na niepowodzenie. Chodzi o praktyki marketingowe powodujące, że potencjalny klient uzyskuje fałszywe wyobrażenie na temat danego produktu czy usługi.

Dobry przykład to jogurty reklamowane jako produkt bezglutenowy. A przecież co do zasady nie zawierają one glutenu. I tu pojawia się problem.

Eksperci zwracają uwagę, że taka informacja jako dobrowolne oświadczenie żywieniowe jest przecież prawdziwa. Ale jeśli zamieszcza się ją na opakowaniu, odpowiednio zestawia i eksponuje, to zaczyna ona wprowadzać konsumentów w błąd.

O tym, jak trudno egzekwować przepisy dotyczące nierzetelnej reklamy, świadczy choćby to, że w ciągu roku UOKiK wszczyna średnio po kilka, kilkanaście postępowań, a decyzji stwierdzających naruszenie zbiorowych interesów konsumentów jest jeszcze mniej. Zdaniem ekspertów takie sprawy są bardzo trudne do prowadzenia, a naruszenia ciężkie do udowodnienia.

– Dlatego należałoby przede wszystkim uściślić i uprościć procedury, aby konsument mógł sam zakwestionować reklamę wprowadzającą w błąd – twierdzi mec. Rybicki.