To kluczowy wniosek z opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie dotyczącej sporu między Orange Polska a prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Sprawa zawędrowała do trybunału, gdyż wątpliwości co do jej rozstrzygnięcia miał Sąd Najwyższy.

Brak nacisku

Spór powstał w 2010 r. Wówczas prezes UOKiK ukarał operatora za praktykę polegającą na zawieraniu umów o świadczenie usług w trybie na odległość i uniemożliwianie konsumentom zapoznania się z umową do podpisu doręczaną przez kuriera. Dostawcy bowiem nie zostawiali klientom umów. Zarazem spieszyli się z kolejnymi przesyłkami, zatem wywierali presję na konsumentów, by ci szybko je podpisywali. Prezes UOKiK uznał, że operator dopuścił się agresywnej praktyki rynkowej.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyznał rację urzędnikom. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał jednak odmiennie. Sprawa trafiła aż przed Sąd Najwyższy. Ten zaś stwierdził, że do rozstrzygnięcia niezbędne jest właściwe zdekodowanie art. 8 w związku z art. 9 oraz art. 2 lit. j dyrektywy 2005/29.

Zderzyły się ze sobą dwie koncepcje. Jedna zakłada, że konsument powinien móc zawsze dokładnie zapoznać się z treścią umowy, a poganiający kurier temu nie sprzyja. Druga, że wystarczającym bezpiecznikiem są możliwość zapoznania się z umową przed wizytą doręczyciela oraz prawo do odstąpienia od kontraktu już po jego zawarciu.

„Model zawierania na odległość umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych, zgodnie z którym konsument musi podjąć ostateczną decyzję dotyczącą transakcji w obecności kuriera doręczającego mu wzorce umowy, który to konsument mógł w pełni zapoznać się z warunkami tej umowy na stronie internetowej przedsiębiorcy lub przez telefon, nie stanowi sam w sobie agresywnej praktyki handlowej” – to kluczowe stwierdzenie z opinii rzecznika generalnego Manuela Camposa Sancheza-Borony datowanej na 30 stycznia 2019 r. Jego zdaniem z agresywną praktyką handlową mielibyśmy do czynienia, gdyby „wykonanie wspomnianego modelu zawierania umów w znaczny sposób ograniczało swobodę wyboru konsumenta ze względu na bezprawny nacisk wywierany skutecznie przez przedsiębiorcę”.

Opinia rzecznika to jedynie podpowiedź dla sędziów TSUE. Eksperci jednak zgadzają się z Sanchezem-Boroną. – Agresywna praktyka rynkowa polega na stosowaniu niedopuszczalnej presji. Nie mam wątpliwości, że w opisywanym przypadku w ogóle nie ma mowy o jakimkolwiek nacisku. Abonent może wcześniej przeczytać dokumenty i podjąć decyzję. W takim przypadku wizyta kuriera to czynność techniczna – uważa Olgierd Rudak, prawnik, redaktor naczelny Czasopisma „Lege Artis”.

– Wnioski rzecznika są słuszne, a ostatnie lata pokazują, że model ten rozwija się bez szkody dla klientów – podkreśla adwokat Dominik Jędrzejko, partner w kancelarii Kaszubiak Jędrzejko i autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl. Ekspert zauważa, że jeśliby przyjąć, iż stosowany przez Orange model naruszał zbiorowe interesy konsumentów, to konsekwentnie należałoby pozbawić ich możliwości dogodnego zawierania umów – np. w trakcie wizyty w domu.

Ustawowy bezpiecznik

Polski rząd w postępowaniu przed trybunałem utrzymuje, że możliwość późniejszego odstąpienia od umowy jest bez znaczenia dla oceny, czy mamy do czynienia z agresywną praktyką handlową. Zdaniem naszych rozmówców to niewłaściwe podejście. – Nie zgadzam się z tym, iż to szczególne uprawnienie do rozwiązania umowy, jakie zabezpiecza konsumentów przed pochopną decyzją, nie ma znaczenia dla oceny samej praktyki. Choć oczywiście nie należy mylić praktyki na etapie przedkontraktowym z etapem po jej zawarciu, to samo prawo odstąpienia od umowy stanowi dodatkowy, ustawowy bezpiecznik i nie można jego istnienia pomijać w procesie wykładni i oceny samej praktyki – uważa Dominik Jędrzejko. Podkreśla, że obecnie każdy przeciętny konsument zna to uprawnienie oraz wie, jak z niego skorzystać. I przy ocenie praktyk przedsiębiorcy nie należy tego pomijać.

Olgierd Rudak zaś zaznacza, że istotą przy ocenie sprawy jest to, że konsumenci mogą zapoznać się z umową przed jej podpisaniem. Gdyby bowiem takiej możliwości nie mieli i widzieli ją pierwszy raz dopiero w obecności kuriera, wówczas mogłoby dojść do działania kwalifikowanego jako nieuczciwa praktyka rynkowa. I to nawet mimo istnienia możliwości wycofania się z kontraktu w ciągu 14 dni.