Czy pana zdaniem wydana na początku lipca br. uchwała Sądu Najwyższego (sygn. akt I KZP 5/22) dotycząca wykładni art. 240 kodeksu karnego, który penalizuje niezawiadomienie o przestępstwie, oznacza przełom w wyjaśnianiu przypadków pedofilii, do jakich dochodziło w przeszłości, a zwłaszcza w walce z ukrywaniem tych czynów i ochroną sprawców przez ich przełożonych?
Myślę, że efektem tej uchwały może być przełom o charakterze mentalnym. Wcześniej mieliśmy dość silne stanowiska mówiące o tym, że karalne jest niezawiadomienie o przestępstwie pedofilii popełnionym dopiero po 13 lipca 2017 r. Do tego momentu bowiem ustawa rzeczywiście nie przewidywała sankcji karnej za taki czyn. SN podzielił jednak nasze (Państwowej Komisji ds. Pedofilii – red.) stanowisko wskazujące na to, że po tej dacie nastąpiła tylko aktualizacja obowiązku zawiadomienia, który istniał zawsze, a nie był jedynie obarczony sankcją karną. Czyli, jeśli wiedziałem wcześniej o pewnych rzeczach, a nadal nie powiadamiam odpowiednich organów, to jedyna zmiana polega na tym, że teraz ta bierność może rodzić odpowiedzialność karną. A obowiązek informowania organów ścigania był zawsze, tylko wcześniej miał on charakter społeczny. To nie jest tak, że on się pojawił dopiero po 13 lipca 2017 r. A to, że ktoś wcześniej nie informował organów ścigania o przestępstwie pedofilii, świadczy tylko o tej osobie.
Uchwała SN jest bardzo jasnym pokazaniem, że nie można chować w tajemnicy spraw, które działy się w przeszłości, a które wiążą się z ohydną krzywdą wobec dzieci.
To chyba dużo mówi o naszej rzeczywistości, że traktujemy tę uchwałę jako przełomową. Przecież taka wykładnia, jaką zastosował SN, jest oczywista. Trudno zakładać, że osoba, która dowiedziała się o przestępstwie pedofilii przed datą wejścia przepisu, który przewiduje karę za niezawiadomienie o tym przestępstwie, nagle wyrzuciła te informacje ze swojej głowy. To są sprawy takiego kalibru, o których zapomnieć się raczej nie da. To wykładnia przeciwna – lansowana m.in. przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę – jest karkołomna. Sprowadzając ją do absurdu, można by próbować udowadniać, że wprowadzenie obowiązku np. stawiennictwa w jakiejś sprawie dotyczy tylko osób, które po wejściu w życie tego obowiązku nauczyły się chodzić.