Chodzi o sędziego Sądu Okręgowego w Częstochowie Adama Synakiewicza. Orzekając w jednej ze spraw odwoławczych, zdecydował się on na własną rękę zbadać zgodność z prawem powołania sędziego, który wyrokował w I instancji. Synakiewicz zrobił to, odwołując się do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Teraz okazuje się, że z powodu tego, w jaki sposób orzeka, może mieć kłopoty.
Przypomnijmy, SO w Częstochowie 24 sierpnia br. w składzie jednoosobowym stwierdził, że w sprawie zaistniała bezwzględna przyczyna odwoławcza (nienależyta obsada sądu) i uchylił zaskarżony wyrok (sygn. akt VII Ka 651/21). Powód? W I instancji orzekała sędzia, która została powołana na urząd na wniosek obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. SO w Częstochowie uzasadniając swoją decyzję, powołał się na lipcowy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce. W wyroku tym stwierdzono naruszenie przez nasz kraj Europejskiej konwencji praw człowieka. Chodziło o to, że skarżąca – zdaniem ETPC – nie miała w Polsce zagwarantowanego prawa m.in. do bezstronnego sądu (była sądzona przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego). Ponadto, podążając w ślad za lipcowym postanowieniem zabezpieczającym Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, częstochowski sąd zdecydował się pominąć przepisy ustawy kagańcowej (Dz.U. z 2020 r. poz. 190). Zgodnie z nimi sądy powszechne nie mogą samodzielnie badać kwestii związanych z powołaniem sędziego. Ustawodawca przesądził bowiem, że tego typu sprawy pozostają w wyłącznej kognicji jednej z dwóch nowych izb SN – Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Echa wyroku

Rozstrzygnięcie częstochowskiego sądu odbiło się szerokim echem. Już z samego rana, w dzień naszej publikacji, odniósł się do niego minister sprawiedliwości. Jak mówił w poranku rozgłośni katolickich „Siódma 9”, dla każdego prawnika powinno być jasne, że wiążąca jest dla niego polska konstytucja. Dodawał, że orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego „nie pozostawia żadnych wątpliwości, że orzeczenie TSUE w tym zakresie nie jest i nie może być wiążące dla polskich sądów”. Dlatego też zdaniem Zbigniewa Ziobry „osoby, które wypowiadają posłuszeństwo państwu i prawu polskiemu, powinny być poddane procesowi dyscyplinarnemu”.
– W mojej ocenie usuwane z sądownictwa – skwitował ostro minister.
Zaledwie kilka godzin po tych słowach o wszczęciu postępowania wyjaśniającego w sprawie sędziego Synakiewicza poinformował powołany przez ministra sprawiedliwości na urząd rzecznik dyscyplinarny sędziów Piotr Schab. Zbadania sprawy pod kątem ewentualnego popełnienia przez częstochowskiego sędziego deliktu dyscyplinarnego podjął się zastępca Schaba Przemysław Radzik. Jego zdaniem Synakiewicz mógł dopuścić się uchybienia godności sędziego poprzez przekroczenie swoich uprawnień. Radzik powołał się przy tym na przepisy ustawy kagańcowej, co nie uszło uwadze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Jak bowiem pisze ono w swoim piątkowym stanowisku, zastępca rzecznika dyscyplinarnego, stosując zawieszone przez TSUE regulacje, które przewidują sankcje za badanie statusu innych sędziów, sam przekroczył swoje uprawnienia.
„Jako niegodne zawodu sędziego oceniamy działania podjęte przez rzeczników dyscyplinarnych, które wprost stanowią realizację oczekiwań i wyraz mentalności służebnej wobec polityka” – pisze zarząd Iustitii. W stanowisku zauważono również, że zarówno Piotr Schab, jak i jego zastępcy działają we własnym interesie, a to dlatego, że zostali rekomendowani na wyższe stanowiska sędziowskiego przez obecną KRS.
Sam sędzia Synakiewicz w rozmowie z DGP ocenia, że jego sprawa modelowo potwierdza zasadę działania systemu zbudowanego przez obecną władzę.
– Sąd orzeka, minister tego nie akceptuje i od razu uruchamia się rzeczników dyscyplinarnych. A na końcu mamy ID SN, która ma postawić kropkę nad „i”, czyli usunąć sędziego, aby nigdy w skład sądu już nie wchodził – mówi częstochowski sędzia. I dodaje, że jest przekonany, że TSUE to dostrzeże.
Tymczasem wspomniana ID SN nadal, mimo orzeczeń TSUE, działa i wydaje orzeczenia. Dla przykładu – w czwartek izba podjęła uchwałę, w której nie zgodziła się na uchylenie immunitetów dwojgu tarnowskich sędziów. ©℗

opinia

Orzeczenie ETPC nie jest źródłem prawa

Mamy do czynienia z ewidentnym naruszeniem prawa. Nowelizacja prawa ustroju sądów powszechnych z 20 grudnia 2019 r. wyraźnie wskazuje, że sprawy, w których jest podważany status osoby powołanej do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, należą do właściwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Orzeczenie zaś Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w przeciwieństwie do ustawy, nie jest źródłem prawa. Takie działanie to przykład anarchizacji. Poza tym częstochowskie orzeczenie jest przykładem wybiórczego powoływania się na orzecznictwo sądów europejskich, ponieważ Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej powiedział wyraźnie, że prerogatywa prezydencka ucina jakiekolwiek wątpliwości i sanuje wszystkie ewentualne uchybienia w procedurze wyboru sędziego. ©℗