Porozumienie ostatecznie nie weszło w życie, bo nie zatwierdziła go Rada Warszawy. Przewodniczący komisji rewizyjnej rady Targówka zapowiada wnikliwą kontrolę, a prof. Ewa Łętowska sugeruje, że sprawie mogłaby przyjrzeć się prokuratura.
Sam Sławomir Antonik w rozmowie z nami mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Wskazuje, że prawo nie zabrania łączenia funkcji burmistrza i przewodniczącego rady nadzorczej spółdzielni, samo porozumienie było korzystne dla obu stron, a w chwili jego podpisywania nie wiedział, że niebawem zrzeknie się stanowiska na rzecz bycia prezesem SM „Bródno”.

Porozumienie z molochem

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Bródno” ma niemal 30 tys. członków oraz ponad 60 tys. mieszkańców. Jest zdecydowanie największym organizmem działającym na warszawskim Targówku, a pod względem liczby mieszkańców czy zarządzanego majątku można ją porównać do średniej wielkości miasta. Związany z nią jest nawet klub radnych, który od wielu lat w praktyce decyduje o tym, czy władzę w dzielnicy sprawuje Koalicja Obywatelska, czy Prawo i Sprawiedliwość (radni związani ze spółdzielnią decydują o większości w radzie). Obecnie na mocy umowy z KO większość funkcji pełnią działacze tej partii, ale stanowisko burmistrza przypisane jest do „spółdzielczych” radnych. Przez wiele lat burmistrzem był Sławomir Antonik, działacz spółdzielczy. 24 marca 2020 r. został jednak wybrany na znacznie lepiej opłacaną posadę – prezesa SM „Bródno”. Wcześniej mężczyzna łączył funkcję burmistrza i przewodniczącego rady nadzorczej SM „Bródno”.
24 października 2019 r. Antonik zawarł jako burmistrz (podpisany pod dokumentem jest także jeden z jego zastępców) porozumienie ze spółdzielnią, na mocy którego postanowiono umorzyć 3,2 mln zł długu spółdzielni. W zamian za to „Bródno” zobligowało się, że nie będzie dochodziło odszkodowań w związku z nieprzydzieleniem lokali socjalnych za lata 2010–2018 (gmina powinna zapewnić eksmitowanej osobie lokal socjalny, ale dopóki tego nie zrobi, osoba ta nadal mieszka w zasobach spółdzielczych; wskutek tego powstaje szkoda po stronie spółdzielni, gdyż lokator najczęściej nie wnosi żadnych opłat). Jak wyliczono wartość szkody na akurat 3,2 mln zł – w zasadzie nie wiadomo. Strony umowy po prostu umówiły się, że to będzie odpowiednia kwota. Zgodnie z procedurą porozumienie musiało być jeszcze zatwierdzone przez Radę Warszawy. To wymóg dla umów, wskutek których dochodzi do istotnego uszczuplenia w miejskim majątku. Szkopuł w tym, że umowy nie zatwierdzono do dziś. A nowy zarząd Targówka poinformował nas, że będzie dążył do rozwiązania porozumienia.
– Obecny zarząd dzielnicy, pełniący funkcję od dnia 30 kwietnia 2020 r., w uzgodnieniu z władzami m.st. Warszawy podjął czynności mające na celu rozwiązanie porozumienia z uwagi na brak realizacji postanowień oraz kontynuację procesów sądowych przez SM „Bródno” – potwierdza Rafał Lasota, rzecznik prasowy urzędu dzielnicy Targówek.

Konflikt interesów

Przepisy ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2399) są tak skonstruowane, że burmistrz nie może być jednocześnie prezesem spółdzielni mieszkaniowej – wynika to wprost z art. 4 pkt 3 tejże ustawy. Nic jednak – w świetle przepisów – nie stoi na przeszkodzie łączeniu funkcji zarządczej w gminie (dzielnicy) ze stanowiskiem przewodniczącego rady nadzorczej, czyli szefa organu de facto zwierzchniego wobec prezesa zarządu spółdzielni. I na to właśnie powołuje się Sławomir Antonik, który w rozmowie z nami powtórzył kilkukrotnie, że nie złamał prawa. A porozumienie było korzystne dla miasta i zarazem nie było niekorzystne dla spółdzielni.
– Jeśli porozumienie było sukcesem i powinno usatysfakcjonować wszystkich, to dlaczego burmistrz się nim nie pochwalił? Dowiedzieliśmy się o nim po kilkunastu miesiącach z 39. strony odpowiedzi na interpelację. A poza samym Sławomirem Antonikiem nikt nie docenił wartości zawartej umowy – zauważa Cezary Wąsik, przewodniczący komisji rewizyjnej w targówkowskiej radzie. I dodaje, że nie stawia burmistrzowi-prezesowi zarzutu, że złamał prawo, lecz – tylko i aż – że jego zachowanie było co najmniej nieetyczne.
– Być może naraziło ono miejski majątek na nieuzasadnioną szkodę, ale to powinno zostać wyjaśnione w toku kontroli. Sławomir Antonik pełnił kluczowe funkcje w obu stronach porozumienia. Jeśli więc wynegocjował dobre warunki dla jednej strony, to tym samym były one gorsze dla drugiej. Jednocześnie znał dokładnie pozycje negocjacyjne obu stron, co powodowało, że jakiekolwiek negocjacje były fikcją – zauważa Cezary Wąsik.
Zarówno jego zdaniem, jak i zdaniem prof. Ewy Łętowskiej (opinia w ramce) niemożliwe jest ustawowe określenie wszystkich sytuacji rodzących konflikt interesów. Profesjonalni menedżerowie sami powinni wiedzieć, kiedy należy wyłączyć się od rozpoznawania danych spraw.
– To ewidentny konflikt interesów. Nie zmienia tego fakt, że w ustawie antykorupcyjnej nie zakazano łączenia wszelkich funkcji. Moim zdaniem burmistrz miał obowiązek wyłączyć się od rozpatrywania tej sprawy. Zająć się nią powinni jego zastępcy, bez jego jakiegokolwiek udziału. Tym bardziej że nie istnieją porozumienia, które zadowalają wszystkich. Mamy do czynienia z działaniem, które powinno zostać sprawdzone pod kątem dyscypliny finansów publicznych oraz przekroczenia uprawnień – uważa Mariusz Bidziński, profesor na Uniwersytecie SWPS wykładający prawo i postępowanie administracyjne.
Cezary Wąsik przekonuje zaś, że relacje między dzielnicą a spółdzielnią od dawna są patologiczne. – Sławomir Antonik jako burmistrz oraz mający najwięcej do powiedzenia działacz spółdzielczy powinien wyłączyć się od rozpatrywania jakichkolwiek spraw dotyczących SM „Bródno”. Byłoby to z pożytkiem dla sprawy, transparentność powinna być najważniejsza – mówi Wąsik.

Potrzeba wyjaśnienia

O sprawę spytaliśmy także kilku innych samorządowców. Większość nabrała wody w usta, wskazując, że nie są w stanie komentować lokalnych spraw bez znajomości treści porozumienia. Także po jego dostarczeniu nie chcieli wyrazić swojej opinii. O tym, że nie może oceniać tego konkretnego przypadku, gdyż nie zna tej sprawy, mówi także Krzysztof Strzałkowski, burmistrz warszawskiej Woli. Jednocześnie jednak – jakkolwiek od strony prawnej łączenie funkcji burmistrza i członka rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej nie jest zabronione – to zdaniem Strzałkowskiego, jeśli pojawiły się wątpliwości, powinny one zostać w transparentny sposób wyjaśnione.
Na poziomie dzielnicy taką chęć deklaruje przewodniczący komisji rewizyjnej. Na poziomie miasta – jak usłyszeliśmy nieoficjalnie – jeden z radnych chce zaproponować wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Przy czym bardziej chodzić ma o przyszłe potencjalne sytuacje konfliktu interesów, a nie tę konkretną – gdyż Antonik nie sprawuje już żadnej funkcji w miejskich strukturach, a porozumienie, wskutek braku zgody Rady Warszawy, nie weszło ostatecznie w życie.
opinia
Między przestępstwem a jaskrawym naruszeniem przyzwoitości
prof. Ewa Łętowska pierwsza rzeczniczka praw obywatelskich, sędzia TK w stanie spoczynku
Jestem bardzo zdziwiona okolicznościami, w jakich zostało zawarte porozumienie pomiędzy dzielnicą Targówek a Spółdzielnią Mieszkaniową „Bródno”. Nie przemawia do mnie argument, że ówczesny burmistrz dzielnicy zawarł porozumienie, które jest – w jego opinii – korzystne zarówno dla mieszkańców miasta, jak i określonej spółdzielni mieszkaniowej, w której pełnił (i nadal pełni) on funkcję. W sprawach dotyczących tejże spółdzielni mieszkaniowej taka osoba powinna się każdorazowo wyłączyć od sprawy i nie brać udziału w przygotowywaniu i podpisywaniu żadnego porozumienia. Nawet jeśli nie ma bowiem przepisów zabraniających łączenia niektórych funkcji, to i tak niewątpliwie mamy do czynienia z konfliktem interesów – nie da się w ustawie zapisać wszystkich sytuacji, urzędnicy muszą mieć swój rozum. Komisja Rewizyjna słusznie przygląda się zawartemu porozumieniu. Według mnie powinno być ono skontrolowane, bo budzi poważne wątpliwości co do swej niewadliwości. I niezależnie od chęci jego wypowiedzenia przez obecne władze dzielnicy, bo – patrząc od strony przepisów administracyjnych – jest obarczone błędem. A i wykluczyć nie można ewentualnego przestępstwa urzędniczego lub niegospodarności. Bo tu poruszamy się na osi: między przestępstwem a jaskrawym naruszeniem przyzwoitości.