17 lutego 2026 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał pozornie techniczny wyrok w sprawie Green Alliance przeciwko Bułgarii (skarga nr 6580/22). Na pierwszy rzut oka sprawa dotyczy ram regulacyjnych dotyczących wykorzystywania tzw. agentów pod przykryciem – informatorów przenikających do organizacji społecznych lub podmiotów prywatnych. Agenci ci mogli uzyskiwać długotrwały dostęp do komunikacji wewnętrznej, obserwować funkcjonowanie organizacji i systematycznie raportować władzom, natomiast formalnie nie byli uprawnieni do stosowania specjalnych środków operacyjnych.
Infiltracja jest formą inwigilacji
Sprawa wynikała ze skargi wniesionej przez organizację ekologiczną Green Alliance, która zakwestionowała bułgarskie przepisy pozwalające Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na umieszczanie agentów w podmiotach prywatnych i organizacjach zawodów zaufania publicznego bez wystarczających gwarancji ochrony praw jednostki. Jednomyślne stwierdzenie naruszenia art. 8 konwencji nie dotyczy zatem wyłącznie prywatności. Chodzi o warunki, w jakich możliwe jest funkcjonowanie życia obywatelskiego.
Trybunał w Strasburgu od dawna bada systemy tajnej inwigilacji – podsłuchy, przechwytywanie danych, retencję metadanych. Tym, co wyróżnia sprawę Green Alliance, jest fakt, że ingerencja nie opiera się na technologii, lecz na ludziach. Trybunał dostrzegł to, czemu zaprzeczały sądy krajowe: infiltracja przez człowieka jest formą inwigilacji.
ETPC wyraźnie uznał, że tacy agenci mogą uzyskiwać dostęp do korespondencji, wewnętrznych narad oraz pomieszczeń organizacji. Tym samym potwierdził, że art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności chroni nie tylko przed ingerencją technologiczną, lecz także przed ingerencją relacyjną – naruszeniem zaufania w ramach życia prywatnego i organizacyjnego.
Szczególnie uderzające jest stanowisko bułgarskiego Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że działalność takich agentów w ogóle nie może ingerować w życie prywatne. Rozumowanie to odzwierciedla utrzymującą się – i niebezpieczną – fikcję w prawie nadzoru: że tylko „twarde” środki, takie jak podsłuch czy przeszukanie, angażują prawa podstawowe, podczas gdy metody miękkie, oparte na infiltracji, pozostają poza kontrolą.
Strasburg jednoznacznie to odrzucił. Sama możliwość, że organizacja, w tym przypadku ekologiczna organizacja pozarządowa, może być infiltrowana przez agenta państwowego, wystarczyła do uruchomienia ochrony z art. 8. Co istotne, ETPC uznał również status „potencjalnej ofiary”, wskazując, że gdy uprawnienia inwigilacyjne są szerokie i nieprzejrzyste, ich samo istnienie wpływa na zachowanie jednostek.
Prawca agentów wywołuje efekt mrożący
Trybunał zastosował tradycyjny test, badając, czy przepisy spełniają wymóg jakości prawa i zapewniają odpowiednie gwarancje przed nadużyciami. Bułgarski system zawiódł niemal na wszystkich poziomach. Przesłanki stosowania agentów były zbyt szerokie i oparte na nieostrych terminach, takich jak „bezpieczeństwo narodowe” czy „potrzeba operacyjna”. Nie przewidziano żadnych ograniczeń czasowych, co oznaczało możliwość nieograniczonej w czasie infiltracji. Nie istniał realny nadzór ani przed zastosowaniem środka, ani po nim, gdyż decyzje pozostawały w gestii samej agencji. Brakowało skutecznych środków odwoławczych, a jednostki i organizacje nie miały realnej możliwości zakwestionowania tych działań. Wreszcie brakowało przejrzystości – organy konsekwentnie odmawiały ujawniania jakichkolwiek informacji.
Ten katalog uchybień nie jest nowy w orzecznictwie ETPC. Nowe jest natomiast jego zastosowanie do form inwigilacji nietechnologicznej, które dotychczas często umykały podobnej kontroli. Najważniejszy wkład trybunału polega na dostrzeżeniu szerszych skutków społecznych takich regulacji. ETPC zauważył, że mogą one zniechęcać do udziału w życiu obywatelskim. Ta konstatacja wykracza daleko poza Bułgarię i wpisuje się w linię orzeczniczą dotyczącą efektu mrożącego. Dla organizacji pozarządowych, dziennikarzy śledczych czy grup rzeczniczych zagrożenie nie polega wyłącznie na naruszeniu prywatności. Chodzi o głębszą niepewność: kto jest godny zaufania, czy wewnętrzne dyskusje są raportowane i czy komunikacja pozostaje poufna. Taka niepewność zmienia zachowania – zniechęca do członkostwa, osłabia debatę i podważa uczestnictwo w życiu publicznym. Udział w życiu demokratycznym nie może przetrwać w środowisku niewidzialnej i niekontrolowanej infiltracji. ©℗