Rozstrzygnięcie skierowanego przez I prezes Sądu Najwyższego zagadnienia prawnego ma prowadzić do ustalenia, w jakich sytuacjach można kwestionować skład sądu ze względu na brak niezawisłości i bezstronności sędziego, uznać go za bezwzględną przyczynę odwoławczą, stwierdzić wydanie orzeczenia w warunkach nieważności postępowania lub uznać je za niebyłe. Małgorzata Manowska pyta, czy wystarczającą podstawą jest to, że w składzie orzekał sędzia powołany w procedurze określonej w ustawie, która została uznana za niekonstytucyjną przez Trybunał Konstytucyjny lub zakwestionowana przez europejskie trybunały.

Drugi człon tego pytania wydaje się oczywisty – nawiązuje do licznych wyroków dotyczących statusu sędziów powołanych po 2018 r. Pierwszy to próba zrównania statusu tych sędziów ze „starymi” sędziami, których analogiczne wątpliwości nie dotyczą – ale opiniowani byli przez Krajową Radę Sądownictwa funkcjonującą na mocy przepisów, co do których zastrzeżenia zgłaszał TK.

Wśród przytaczanych we wniosku wyroków polskiego trybunału znalazły się m.in. te z 18 lipca 2007 r. (sygn. akt K 25/074), 20 czerwca 2017 r. (sygn. akt K 5/17) oraz 27 maja 2008 r. (sygn. akt SK 57/06). Pierwszy z nich dotyczył ograniczenia możliwości jednoczesnego pełnienia funkcji członka KRS oraz prezesa bądź wiceprezesa sądu, drugi – podziału miejsc w KRS przysługujących sędziom poszczególnych kategorii sądów powszechnych oraz unormowań ustawowych określających kadencję KRS, trzeci zaś – wyjątku od zasady zaskarżalności uchwał KRS w sprawach indywidualnych. „Odwołanie nie przysługiwało m.in. w sprawach związanych z rozpatrywaniem i oceną kandydatur do pełnienia urzędu sędziowskiego na stanowiskach sędziów SN, NSA, a także w sądach powszechnych, wojewódzkich sądach administracyjnych i w sądach wojskowych” – referuje I prezes SN. We wszystkich przypadkach trybunał orzekł o niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów.

W efekcie, jak argumentuje prezes Manowska, postępowania realizowane przez KRS, na podstawie których przez wiele lat przedstawiano kandydatów na sędziów prezydentowi, „nie tylko nie spełniały standardów określonych prawem dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach (art. 60 Konstytucji RP), ale też nie przyznawały prawa do sądu oraz prawa do zaskarżania decyzji wydanych w pierwszej instancji (art. 45 ust. 1 w zw. z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP”. Jednocześnie „w żadnym z wymienionych orzeczeń, w tym także w wyrokach dotyczących postępowań nominacyjnych, Trybunał nie tylko nie podważał działań podjętych przez KRS na podstawie niekonstytucyjnych przepisów, ale także wprost odmawiał prawa do wznawiania postępowań przez podmioty, których konstytucyjne wolności i prawa zostały naruszone”.

Izba Karna może zablokować uchwałę

Konkluzja, która wynika z tej argumentacji, jest wskazana już na początku wniosku – wadliwości procedur nominacyjnych toczących się przed KRS oraz zastrzeżenia co do statusu rady nie są kwestią nową, a jednak wcześniej nie skutkowało to pozbawieniem sędziów możliwości orzekania.

Takiego kroku zdaniem I prezes SN nie uzasadniają też zapadłe orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. „W orzecznictwie TSUE bardzo wyraźnie wskazywano na niedopuszczalność podważania statusu sędziów, którzy zostali powołani w procedurze uznawanej za wadliwą. Sygnalizowano przy tym konieczność przeprowadzenia poszerzonej oceny tego, czy dany sędzia posiada walory bezstronności i niezawisłości, a ocena ta musi być – zdaniem TSUE – dokonywana w szerszej perspektywie, wykraczającej poza formalną wadę powołania na wniosek KRS po 2017 r.” – czytamy we wniosku.

Wreszcie prezes Manowska wskazuje, że niemożność odebrania sędziom sędziowskiego statusu wynika nawet z uchwały trzech izb SN (sygn. akt BSA I-4110-1/20) ze stycznia 2020 r., w której uzasadnieniu wskazano, że sędziowie powołani po 2018 r. status sędziowski niewątpliwie uzyskali – i jest on niemożliwy do odebrania zarówno wskazaną uchwałą, jak i w wykonaniu wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r. (C-585/18 i inne).

O ruchu ze strony I prezes SN, który położyłby kres niekończącym się wnioskom o wyłączenie sędziów, w SN mówiło się od dawna. Jeszcze w zeszłym tygodniu o konieczności podjęcia uchwały w przedmiocie wszystkich nominacji sędziowskich od 1990 r. w rozmowie z DGP mówił kierujący Izbą Karną sędzia Zbigniew Kapiński, który oficjalnie zapowiedział już, że chce kandydować na stanowisko I prezesa SN.

Jest niemal pewne, że jeśli uchwała faktycznie zapadnie, to stanie się to już pod nowym przywództwem SN. – Zanim wniosek zostanie skierowany na posiedzenie całego składu SN, musi zostać przeanalizowany, zaopiniowany, musi zostać wyznaczony sędzia referent, który sporządzi sprawozdanie i projekt uchwały. Cała procedura może trwać do roku – mówi DGP Marcin Łochowski, sędzia SN. Jednocześnie, zgodnie z regulaminem SN, do podjęcia uchwały w pełnym składzie jest potrzebna obecność połowy sędziów wszystkich izb. Pojawia się więc pytanie, na jak długo jej podjęcie mogłaby zablokować Izba Karna SN – czyli jedyna, w której „starzy” sędziowie nadal mają większość.

– Nie chcę składać w tej chwili żadnych deklaracji, bo to jeszcze za wcześnie. Ale nie zasiadamy w żadnych składach z sędziami powołanymi po 2018 r., więc myślę, że trudno przewidywać, żebyśmy nagle zasiedli w składzie całego sądu – mówi nam były prezes Izby Karnej Michał Laskowski.

Wniosek I prezes SN sędzia Laskowski postrzega jako próbę zdominowania Sądu Najwyższego przez tzw. neosędziów. Jego zdaniem ta próba prawdopodobnie będzie udana. – Podejrzewam, że mogą być też podejmowane różne kroki, które będą miały na celu skłonienie nas do przejścia w stan spoczynku. Wszystkich tych, którzy mogą przejść, a to jest większość z nas. A jeśli dalej będziemy orzekać, to będziemy taką topniejącą mniejszością – bo to wynika po prostu z aktów naszego urodzenia – mówi.

Na to, że „starzy” sędziowie prawdopodobnie nie będą chcieli orzekać w pełnym składzie z „nowymi”, wskazuje też były prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Piotr Prusinowski. On również zastrzega jednak, że wiążące deklaracje byłyby przedwczesne. – To, co w pierwszej kolejności przyciągnęło moją uwagę, to ta dość komiczna konstrukcja, w ramach której sędziowie, których powołania są dotknięte wadą, mają orzekać, czy ich powołania są dotknięte wadą – wskazuje.

Sędzia Łochowski przekonuje jednak, że w przypadku sędziów SN zasada nieorzekania we własnej sprawie „siłą rzeczy musi być rozumiana nieco inaczej”. – Uchwały SN często dotyczą wszystkich obywateli albo wszystkich sędziów. I nie ma organu, który mógłby w takiej sytuacji zastąpić SN – mówi. Jak przypomina, nie tak dawno TK orzekał ws. zawieszenia waloryzacji wynagrodzeń sędziowskich. – Tak więc sędziowie TK orzekali także o swoich własnych wynagrodzeniach. Czy to oznacza, że wszyscy sędziowie TK powinni się od tej sprawy wyłączyć? Kto miałby w takiej sytuacji rozstrzygnąć taką sprawę? To samo dotyczy SN, którego orzeczenia w sprawach ustrojowych dotyczą wszystkich sędziów, w tym także sędziów SN – mówi Łochowski.

Kolejny wniosek do TK

Informacja o skierowaniu wniosku przez I prezes SN pojawiła się w pierwszym dniu bojkotowanego przez „starych sędziów” zgromadzenia ogólnego sędziów SN, które usiłuje wybrać kandydatów na I prezesa. 29 nieuczestniczących w nim sędziów podpisało się pod oświadczeniem, które kończy się apelem do władz o „uzdrowienie” sytuacji w sądownictwie – od tego właśnie uzależniają oni uczestnictwo w zgromadzeniach i całego sądu, i poszczególnych izb. Na ten moment apel to jednak krzyk wołającego na pustyni, bo sądowniczy impas utrwala się coraz bardziej. Niemal równolegle do projektu sejmowej uchwały, która ma utorować drogę do obsadzenia KRS zgodnie z sędziowską wolą, ale na podstawie uchwalonych za czasów PiS przepisów, ze strony PiS pojawił się pomysł zaskarżenia własnej ustawy o KRS do TK.

Informując o tym kroku, były wiceszef MS Marcin Warchoł wskazywał, że niedopuszczalne jest przekazywanie realnego wpływu na skład KRS podmiotom nieposiadającym demokratycznej legitymacji. Zgodnie z deklaracją we wniosku do TK zaskarżony zostanie m.in. art. 9a ust. 1 ustawy o KRS (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1186) rozumiany w ten sposób, że „pozbawia Sejm prawa wyboru sędziów przenosząc je na stowarzyszenia sędziowskie” i ograniczając rolę Sejmu „jedynie do zatwierdzenia bezprawnie dokonanego przez nie wyboru”.

To już drugi wniosek, w którym posłowie PiS chcą podać w wątpliwość uchwalone z ich własnej inicjatywy zmiany, uprzedzając w ten sposób ruch rządu. Poprzedni dotyczy ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego (Dz.U. z 2018 r., poz. 1422 ze zm.). Zakwestionowano w nim m.in. te przepisy, które przyznają Sejmowi kompetencję do regulowania w uchwale zasad i trybu zgłaszania kandydata oraz wyboru sędziego TK, w tym do dowolnego określenia większości głosów wymaganej dla wyboru sędziego. Zastrzeżenia posłów PiS dotyczą też przepisu, który ich zdaniem nakłada na prezydenta obowiązek odebrania ślubowania od osoby wybranej przez Sejm „w trybie i na zasadach, o podstawie prawnej wadliwości których orzekł Trybunał Konstytucyjny”. To sposób na to, by uniemożliwić obecnej koalicji obsadzanie wakatów w trybunale. ©℗

O co pyta I prezes Sądu Najwyższego
ikona lupy />
O co pyta I prezes Sądu Najwyższego / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe