Prezydent zawetował nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, która miała pozwolić wybrać sędziów do tego organu w zgodzie z konstytucją. A to oznacza, że rząd przechodzi do planu B i wybory odbędą się według starych zasad, choć z udziałem sędziów. Weźmie pan w nich udział?
dr hab. Krystian Markiewicz, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury.
ikona lupy />
dr hab. Krystian Markiewicz, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach, przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury / Materiały prasowe / fot. Michał Jędrzejowski/Materiały prasowe

Oczywiście, uważam to za swój obowiązek. Jako Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” od lat walczyliśmy o powszechne wybory do KRS, sprzeciwiając się obowiązującym przed 2017 r. zasadom. Walczyliśmy też o to, aby rozwijał się samorząd sędziowski. I teraz w ramach samorządu sędziowskiego każdy sędzia będzie mógł zagłosować na swoich kandydatów. Nie twierdzę, że to sytuacja idealna, bo zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby prezydent podpisał nowelizację, ale będzie to niewątpliwie krok w dobrym kierunku.

Kto powinien wejść w skład nowej Krajowej Rady Sądownictwa?

Będzie pan kandydował do KRS?

Nie, mój udział będzie się ograniczał do oddania głosu na kandydatów. Ale bardzo mi zależy, żeby kandydowały jak najlepsze osoby, które wiedzą, co to jest Krajowa Rada Sądownictwa, jak ważny jest to organ konstytucyjny, jakie ma zadania. Ważne jest, aby wybrane osoby były w stanie stworzyć taki team, który w trudnych czasach, które niewątpliwie przed nami, będzie w stanie poradzić sobie z wyzwaniami, przed którymi sądownictwo zapewne jeszcze stanie.

A taki właśnie team jest szykowany?

Prowadzimy rozmowy z innymi stowarzyszeniami sędziowskimi, sędziami Sądu Najwyższego oraz sędziami działającymi na rzecz praworządności. Istotne jest, aby wśród wybranych byli reprezentanci Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego, sądów powszechnych i wojskowych, co jest wymogiem konstytucyjnym. Jest ogromna szansa na to, że po raz pierwszy w historii będziemy mieć w KRS reprezentantów sędziów i sądów z całej Polski.

A czy kandydaci będą musieli, tak jak to przewidywała zawetowana przez prezydenta ustawa, spełnić wymóg stażu?

Bardzo bym tego chciał, choć nie zostało to jeszcze przesądzone. Proszę bowiem zauważyć, że wymóg ten nie wziął się znikąd. Przypomnę, że gdy powstawał pierwszy projekt nowelizacji ustawy o KRS, która to ustawa ostatecznie została odesłana przez prezydenta Andrzeja Dudę do Trybunału Konstytucyjnego, to był on opatrzony opinią Komisji Weneckiej. I w opinii KW wskazała, że możliwe jest wprowadzanie wymogów stażowych, jeśli mają one na celu zapewnienie wysokich kwalifikacji i doświadczenia członków KRS. Tak jest też w innych krajach europejskich. Chodzi o zapewnienie, że sędzia wybrany do rady miał jakieś minimalne doświadczenie tak, aby móc wypowiadać się na tematy sędziowskie i reprezentować sędziów, a nie żeby się dopiero uczył tego. KRS nie jest miejscem do uczenia się bycia sędzią, tylko to jest już miejsce dla tych osób, które przez swoje doświadczenie gwarantują, że wiedzą, co to jest niezależność, co to jest niezawisłość i są w stanie tej niezależności, niezawisłości bronić, bo po to jest ten organ konstytucyjny. Po drugie, KRS ma wybierać sędziów. Tak więc trudno jest sobie wyobrazić sytuację, że ktoś, kto został rok temu sędzią, ma decydować o tym, kto będzie sędzią Sądu Najwyższego.

Pojawiają się jednak głosy, że wybrana w takiej procedurze KRS będzie obarczona tą samą wadą, co obecna rada. Ostatecznie przecież nie zostanie z tego procesu całkowicie wyeliminowany czynnik polityczny.

Proszę mi jednak powiedzieć, co z tych głosów wynika? Bo ja nie wiem. Jakie są alternatywne pomysły wyjścia z obecnego pata? Żyjemy tu i teraz, w takim a nie innym otoczeniu prawnym i politycznym. Mamy więc do wyboru albo pozostawić obecną KRS, która w sposób oczywisty jest niezgodna z konstytucją oraz międzynarodowymi standardami, co będzie nadal potęgować chaos, albo możemy wybrać nową KRS za pomocą tej niedoskonałej, ale jednak gwarantującej udział w niej środowiska sędziowskiego, procedury. Proszę też zauważyć, że ustawodawca podjął dwie próby wprowadzenia w niej zmian. Ja się więc teraz pytam tych, którzy mówią, że tak wybrana KRS nadal będzie wadliwa, co oni w tej sytuacji proponują? Bo ja nie słyszałem z ich strony żadnych propozycji wyjścia z tego impasu. Każdy może sobie usiąść za biurkiem i pomarudzić, że coś ma jakieś dysfunkcje. Ale co z tego wynika? Nic. My postanowiliśmy wziąć współodpowiedzialność za państwo i zrobimy wszystko, aby powołać taką KRS, która będzie spełniać najwyższe standardy i która będzie w stanie w sposób prawidłowy wykonywać swoje obowiązki. Na tym polega dorosłość i odpowiedzialność.

Powoływanie sędziów to obowiązek prezydenta

Już teraz jednak pojawiają się ze strony Kancelarii Prezydenta głosy, że głowa państwa nie będzie uznawać tak powołanej KRS. W związku z czym należy więc przypuszczać, że nie będzie powoływać sędziów przez nią wskazanych. Po co więc powoływać KRS, która nie będzie w stanie wykonywać jednego ze swoich podstawowych obowiązków?

Oczywiście słyszałem wypowiedź pana Zbigniewa Boguckiego. I powiem tak – jeśli pan prezydent rzeczywiście nie będzie powoływał sędziów, to trudno. Nie można w demokratycznym państwie prawa dać się szantażować komuś, kto chce, żeby w sądownictwie nadal panował nieład. Trzeba będzie po prostu znaleźć inne rozwiązania, a pan prezydent będzie musiał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Bo powoływanie sędziów to nie jest jego uprawnienie, to jest jego obowiązek. A słowa pana Boguckiego odbieram jako szantaż. Wynika z nich bowiem, że my jako sędziowie powinniśmy postępować niezgodnie z prawem, na co oczywiście nie możemy się zgodzić.

Na czym jednak takie rozwiązania miałyby polegać?

To teraz przedwczesna dyskusja. Mam nadzieję, że pan prezydent jednak będzie chciał wykonywać swoje konstytucyjne obowiązki i tym samym zadba, by Polki i Polacy nie musieli czekać latami na wyrok. Warto przy tym podkreślić, że oprócz przeprowadzania konkursów sędziowskich KRS posiada wiele innych bardzo ważnych kompetencji i ma do wykonania wiele ważnych obowiązków. Po drugie, tu nie chodzi tylko o to, w jaki sposób KRS zostanie powołana. To jest tylko jeden z elementów, bardzo ważny, procesu, na końcu którego możemy stwierdzić, czy ktoś jest sędzią, czy nim nie jest. I czy wybrany w takim procesie sędzia realizuje obowiązek państwa polegający na zagwarantowaniu nam wszystkim prawa do niezależnego, ustanowionego ustawą sądu. I my nie możemy dać się szantażować urzędnikom z kancelarii prezydenta. Bo tu nie chodzi o żadne spory polityczne. Tu chodzi o to, żeby ktoś, kto przyjdzie do sądu w Miechowie czy w Siemianowicach, miał pewność, że wydany przez taki sąd wyrok nie zostanie podważony. I jego nie interesuje to, co mówi jeden czy drugi pan w Warszawie. Dlatego my musimy zrobić wszystko, żeby zapewnić obywatelom prawo do sądu. Do tego się to wszystko sprowadza. I nowo wybrana KRS będzie musiała się nad tym problemem pochylić. Będzie musiała znaleźć rozwiązanie w sytuacji, gdy ze strony prezydenta będzie opór. Rada nie ma wielu narzędzi, aby ten opór przełamać, ale z całą pewnością ma narzędzia, dzięki którym jest w stanie zapewnić zgodne z konstytucją i standardami międzynarodowymi funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.

Jednak nie da się pominąć prezydenta w procedurze powoływania sędziów.

To prawda. W obecnym stanie prawnym nie da się. Ale przecież to nie jest tak, że wszystkie narzędzia są po stronie pałacu prezydenckiego. Wymiar sprawiedliwości funkcjonuje trochę dłużej niż jeden czy drugi prezydent i zawsze znajdował wyjście z różnych trudnych sytuacji. I nie mam wątpliwości, że i tym razem znajdzie. To nie będzie przecież tak, że sądy zamkną się na kłódkę, bo prezydent powie, że nie będzie nominował sędziów. Poradzimy sobie. Można sobie przecież wyobrazić różne konstrukcje, które będą zobowiązywały prezydenta na poziomie orzeczniczym do wykonywania jego obowiązków. Prezydent jest przecież normalnym organem władzy publicznej. I jeśli nie wykonuje swoich obowiązków, to oznacza to, że postępuje niezgodnie z systemem, który został zaprojektowany dla danego państwa. Nie może więc być tak, że system ten będzie zależny od kaprysów jednego organu, obojętnie, czy to będzie minister, czy prezydent.

O udział w prawyborach do KRS zaapelowali do sędziów prezesi sądów apelacyjnych. W apelu tym pojawia się stwierdzenie, że aby wybrana w takiej procedurze rada miała legitymację, której nie będzie można podważać w przyszłości, prawybory powinny być powszechne. Tymczasem pod dokumentem tym podpisało się 10 z 11 prezesów sądów apelacyjnych. Wyłamał się prezes SA w Łodzi.

To nie problem. Prawo przewiduje pewne mechanizmy, które pozwalają sędziom zobowiązać prezesa sądu do zwołania zgromadzenia. A nawet jeśli ten by się z tego obowiązku nie wywiązał, to i tak można zapewnić sędziom danego sądu prawo do wzięcia udziału w wyborach.

Sędziowie tacy mogliby wziąć udział w zgromadzeniu ogólnym innego sądu?

Mogliby oddać głos w innym pobliskim sądzie. Takie wybory będą się odbywać nie tylko w sądach apelacyjnych, ale także okręgowych i rejonowych. To po pierwsze. Po drugie, z tego, co wiem, sędziowie z Sądu Apelacyjnego w Łodzi już się zorganizowali i zebrali odpowiednią liczbę podpisów pod wnioskiem do prezesa o zwołanie zgromadzenia. Zwołanie takiego zgromadzenia na wniosek sędziów to oczywisty obowiązek prezesa każdego sądu. Powtórzę – nie może być tak, że państwo staje się zakładnikiem jednego czy drugiego urzędnika, w tym przypadku prezesa sądu. Jeśli prezes nie chce brać udziału w wyborach, to niech nie bierze. Jego wybór. Ale niech nie pozbawia swoją decyzją innych sędziów prawa do realizacji tego uprawnienia.

W apelu prezesów sądów apelacyjnych mowa jest o tym, że głosowanie powinno zostać przeprowadzone według jednolitych reguł. Czy te reguły zostały już wypracowane? I kto miałby to robić? Prezesi sądów czy same zgromadzenia? Czy zostaną one podane do publicznej wiadomości? I kiedy ewentualnie to się stanie?

Myślę, że one zostaną upublicznione w odpowiednim czasie. Proszę jednak pamiętać, że my działamy w ramach, które są narzucone przez obowiązującą ustawę o KRS. My tych ram nie zamierzamy naruszać. Chcemy jedynie dopasować do nich swoje działania. A to oznacza, że teraz sędziowie mają czas do 11 marca, aby zgłosić swoje kandydatury. W tym celu muszą uzbierać pod listą poparcia podpisy 25 sędziów lub 2 tys. obywateli. Następnie marszałek Sejmu będzie musiał zweryfikować te podpisy, co zapewne zajmie mu kilka–kilkanaście dni. W kolejnym etapie marszałek Sejmu zwraca się do prezesów sądów o opinię na temat zgłoszonych kandydatów. To jest minimum wynikające z ustawy i naszym zdaniem marszałek może w ramach tej procedury zapytać o inne kwestie. No i wówczas my musimy być gotowi, żeby przedstawić mu spójny, jednolity system oddawania głosów przez sędziów w prawyborach. A ten powinien być przyjęty przez zgromadzenia ogólne poszczególnych sądów.

Prezydentowi nie uda się zastraszyć sędziów

Prezydent, wetując nowelizację ustawy o KRS, przedstawił jednocześnie projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Jak pan ocenia tę legislacyjną ofensywę głowy państwa?

Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia, co pan prezydent chciał osiągnąć, składając ten projekt. Bo z całą pewnością, wbrew tytułowi, jaki mu nadano, nie zawiera on żadnych rozwiązań, które mogłyby poprawić sytuację w sądach. Może po prostu chciał się policytować ze Zbigniewem Ziobrą? I pokazać, że wraz ze swoją kancelarią będzie kontynuował linię, którą wytyczył były minister sprawiedliwości?Może chciał po prostu zastraszyć sędziów. Ale jeśli na to liczył, to muszę stwierdzić, że to nie działa. Ale może to i dobrze, że pan prezydent ujawnił swoje zamiary i że zrobił to akurat w tym momencie. Dzięki temu Komisja Wenecka, z którą jesteśmy w dialogu na temat rozwiązań proponowanych w projekcie ustawy praworządnościowej, ma już świadomość, jak wygląda alternatywa. Należy się więc cieszyć, że ten projekt został położony na biurku.

Czyli pana zdaniem prezydentowi nie uda się wywołać wśród sędziów efektu mrożącego?

W ostatnich kilku latach jako sędziowie byliśmy straszeni na milion innych sposobów. I to w sytuacji dużo gorszej niż obecnie, kiedy to zarówno rząd, jak i parlament oraz prezydent wywodzili się z opcji politycznej, która miała na celu zniszczenie niezależnego sądownictwa. A mimo to nie udało się nas zastraszyć. Tak więc nie sądzę, aby teraz to się udało panu prezydentowi. Choć oczywiście nie bagatelizuję tego, co się stało. Doszło bowiem do przedstawienia przez głowę państwa projektu, którego nie powstydziliby się w Rosji czy Białorusi. A jednak doszło do tego w państwie, które należy do UE.

Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz