Sprawa dotyczyła znanego adwokata, obrońcy w głośnych postępowaniach karnych. Podczas transmitowanego na żywo programu telewizyjnego duchowny Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego określił go mianem „informatora” i „prowokatora”, zarzucając mu przekazywanie informacji służbom specjalnym. Były to oskarżenia wyjątkowo ciężkiego kalibru – uderzające bezpośrednio w etykę zawodową i wiarygodność obrońcy. Ramishvili wniósł przeciwko duchownemu powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych, podnosząc, że jego wypowiedzi naruszyły jego reputację zawodową. Sąd Miejski w Tbilisi początkowo przyznał mu rację. Orzeczenie to zostało uchylone przez Sąd Apelacyjny w Tbilisi, który uznał, że sporne wypowiedzi stanowiły osobiste opinie, wnoszące wkład w istotną wówczas debatę publiczną, oraz że Ramishvili – ze względu na swój status osoby publicznej – powinien był je tolerować. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok, wskazując dodatkowo, że adwokat nie wykazał nieprawdziwości twierdzeń duchownego. Ramishvili zwrócił się do ETPC, powołując się na art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.
Debata publiczna i tolerancja na krytykę
Trybunał nie kwestionował tego, że wypowiedzi padły w kontekście debaty publicznej dotyczącej głośnej sprawy karnej, ani tego, że skarżący – jako osoba publiczna – musiał wykazywać się podwyższoną tolerancją wobec krytyki. Tolerancja na krytykę nie oznacza obowiązku znoszenia bezpodstawnych zarzutów o współpracę z tajnymi służbami.
Gruzińskie sądy w ogóle nie zbadały, czy tak poważne oskarżenia miały jakiekolwiek podstawy. Zamiast tego przyjęły uproszczoną logikę: skoro była to „opinia” wyrażona w debacie publicznej, to korzysta z ochrony. Tymczasem – jak konsekwentnie przypomina trybunał – im poważniejszy zarzut, tym solidniejszej podstawy faktycznej wymaga, i aby mógł korzystać z ochrony wynikającej z wolności wypowiedzi.
Szczególnie niepokojące było przerzucenie przez Sąd Najwyższy ciężaru dowodu na skarżącego. W praktyce oznaczało to odwrócenie fundamentalnej logiki ochrony reputacji: zamiast wymagać od autora oskarżeń ich uzasadnienia, oczekiwano „dowodu niewinności” od ofiary.
Opinia nie zawsze podlega ochronie z prawa do wolności wypowiedzi
Taka praktyka ma konsekwencje wykraczające poza jednostkową sprawę. Jeżeli sądy akceptują publiczne, niesprawdzone oskarżenia jako „opinie”, to wysyłają sygnał, że reputacja – także profesjonalna – jest słabo chroniona, zwłaszcza gdy chodzi o osoby zaangażowane w sprawy politycznie lub społecznie wrażliwe. To zaś może wywoływać efekt mrożący wobec obrońców praw człowieka, adwokatów czy dziennikarzy, którzy przestają mieć realne narzędzia obrony swojej wiarygodności. Uznając naruszenie art. 8 konwencji, ETPC przyznał adwokatowi 4,5 tys. euro zadośćuczynienia.
Trybunał w Strasburgu po raz kolejny pokazuje, że właściwa droga jest trudniejsza, ale konieczna – polega na odpowiedzialnym, uczciwym i wnikliwym ważeniu konkurujących praw. Wyrok ten przywraca równowagę na poziomie standardów. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy praktyki: czy sądy krajowe wyciągną z niego wnioski i przestaną traktować „opinię” jako wygodną tarczę przed ochroną ludzkiej godności i reputacji?