Najbliższe tygodnie mogą stać się kolejnym „czasem prawdy” dla kilkusettysięcznej rzeszy rodzimych kredytobiorców walutowych. Na to właśnie wskazują ostatnie wahania przede wszystkim kursu szwajcarskiego franka (CHF), głównej, jednak typowo feralnej już waluty krajowego rynku kredytowego – pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Co tym razem jest powodem do zmartwień dla dłużników hipotecznych codziennie trzymających kciuki za mocną złotówkę? Otóż kurs CHF/PLN przekroczył w ostatnich dniach psychologiczny poziom 3,50 złotego, co nie miało miejsca od dokładnie roku. Na nic zdała się nawet interwencja NBP, próbująca ratować rodzimy pieniądz przed nadmiernym osłabieniem. Roczna, bardzo wąska stabilizacja notowań helweckiej waluty, rzadko spotykana w poprzednich okresach, zapowiada silne wybicie kursu franka. Na razie wszystko wskazuje na to, że będzie to, a być może już jest wybicie do góry, a więc w kierunku mocnego osłabienia złotego. Nawet jeśli w najbliższym czasie nastąpi okresowe wzmocnienie krajowej waluty, kolejny etap kontynuacji obowiązującego od lat trendu zwyżkowego wydaje się najbardziej prawdopodobny.

Za takim scenariuszem przemawiają też inne techniczne sygnały. Pierwszym z nich jest sygnalizowane już 3 miesiące temu przez RynekPierwotny.com niepokojące podobieństwo obecnego układu technicznego notowań CHF/PLN do sytuacji sprzed 3 lat, a więc początku drogi półtorarocznego spadku wartości złotego do franka o prawie 60 proc. Poza tym za realnym brakiem możliwości odwrócenia długoterminowego trendu wzrostowego na parze CHF/PLN w dającej się przewidzieć przyszłości przemawia co najmniej 3-krotna w ostatnich 12 miesiącach nieudana próba przełamania krytycznego poziomu wsparcia 3,31, będącego ostatnią nadzieją rodzimych frankowców na „powrót z dalekiej podróży” – pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Niestety zarysowana i ostatnio potwierdzona na wykresie notowań szwajcarskiego franka do złotego 5-letnia linia trendu wzrostowego wskazuje raczej na przedłużenie tej „podróży”, która oby prędzej czy później nie zaprowadziła jej uczestników w „ślepą uliczkę”.

Reklama

Nieoczekiwana zmiana miejsc

W ten sposób mit wyższości kredytów walutowych nad złotowymi, przede wszystkim w kwestii wysokości kosztu ich obsługi, powoli odchodzi do lamusa. Zaserwowana na przestrzeni ostatniego roku seria redukcji stóp procentowych przez NBP doprowadziła do obniżenia stawki 3-miesięcznego WIBOR-u prawie o połowę, do rekordowo niskiego poziomu 2,74 proc. Oznacza to spadek raty kredytowej w przypadku złotowego kredytu 25-letniego zaciągniętego na sumę 300 tys. zł o – bagatela - około 400 zł.

Reklama

W tym czasie wobec niezmienności stawek LIBOR raty kredytów we frankach wahały się o kilka procent w górę i w dół w takt zmieniających się notowań CHF/PLN. Jednak w ostatnim miesiącu osłabienie złotego wobec franka osiągnęło już poziom 7-8 procent, co pociągnęło za sobą podwyżkę rat kredytowych w tym samym wymiarze.

Ale to tylko część kłopotów posiadaczy kredytów denominowanych. Wzrost kursu franka do złotego powoduje niekorzystne zmiany wskaźnika LtV, obrazującego stosunek salda kredytu do wartości nieruchomości. Na dziś dzień liczbę kredytów walutowych z LtV przekraczającym 100 proc., a więc takich, których saldo przekracza wartość nieruchomości, kiedy to wkład własny jest de facto ujemny, można oszacować nawet na 150 tys. W przypadku wzrostu kursu franka o zaledwie kilka procent w środowisku wciąż spadających cen mieszkań, liczba ta może ulec niekontrolowanemu wzrostowi. Natomiast jak wiadomo banki wymagają ubezpieczenia wkładu własnego w każdym przypadku, gdy jest on mniejszy niż 20 proc. Oznacza to, że w razie istotnie niekorzystnych dla frankowców zmian na rynku walutowym, lawinowo będzie rosła liczba kredytobiorców, którzy przeważnie raz na 3 lata muszą wysupłać z kieszeni dodatkowo sumę w większości przypadków od kilku do kilkunastu tys. złotych na ubezpieczenie wkładu własnego, co boleśnie podnosi koszt spłaty hipoteki – pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Jak by tego było mało, wciąż trzeba mieć na uwadze, że czasy „darmowego” franka (LIBOR bliski zeru) kiedyś się skończą, i SNB podniesie w końcu stopy procentowe. Jeśli kiedyś osiągną one poziom sprzed kilku lat w wysokości 3%, raty kredytów denominowanych w helweckiej walucie skoczą nawet o jedną trzecią.

Wciąż mgliste perspektywy i wysokie ryzyko

Skrajnie niekomfortowym zjawiskiem dla posiadaczy hipotecznych kredytów denominowanych jest uporczywe ciążenie złotego w kierunku powtarzalnego osłabiania się względem euro oraz franka szwajcarskiego po okresach względnej stabilizacji. Absolutnie nic nie wskazuje na to by tego typu zjawisko miało w przewidywalnej przyszłości ulec radykalnej zmianie. Każda poprawa sytuacji, rodząca nadzieję na powrót do normalności (czytaj: spadek kursu franka w okolice lub najlepiej poniżej 3 zł.) kończyła się w okresie ostatnich kilkunastu miesięcy tym samym – przykrym rozczarowaniem „denominowanych” dłużników hipotecznych. Dalszy postęp tego typu tendencji niesie ze sobą wysokie ryzyko systematycznego pogarszania sytuacji ekonomicznej wielu tysięcy gospodarstw domowych, regularnej utraty jakości bankowych portfeli kredytowych, w końcu znacznego pogorszenia klimatu inwestycyjnego na krajowym rynku nieruchomości mieszkaniowych.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że na dziś dzień utrwalone osłabienie złotego w wymiarze co najmniej kilkunastoprocentowym wydaje się jak najbardziej realne, w końcu kurs franka do złotego testował już jakiś czas temu granicę 4 zł. Natomiast raczej nierealne wydają się konsekwencje takiego stanu rzeczy, a co gorsza jakiekolwiek sposoby eliminacji ryzyka ich wystąpienia – podsumowuje Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.