Taki pomysł powstał w Ministerstwie Sprawiedliwości.
ikona lupy />
DGP
Dziś o tym, kto wybiera prezesa kooperatywy, decyduje statut. Najczęściej jest to kompetencja zastrzeżona dla rady nadzorczej.
Efekt? Mieszkańcy nie mają realnego wpływu na to, kto zarządza spółdzielnią. Gdy bowiem wybiorą członków rady nadzorczej raz na kilka lat, tracą wpływ na to, co się dzieje później.
– To, kto jest prezesem spółdzielni mieszkaniowej, to jedna z najistotniejszych kwestii dla działania samej spółdzielni, a tym samym dla spółdzielców. Dlatego tę decyzję powinni podejmować sami członkowie spółdzielni w bezpośrednim głosowaniu – wskazuje Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości.

Spółdzielcza demokracja

W resorcie trwają właśnie prace nad projektem nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Nie wiadomo jeszcze, kiedy zostanie on przekazany do konsultacji, gdyż obecnie wszystkie ministerstwa skupiają się na rozwiązaniach niwelujących skutki epidemii koronawirusa.
Założenie jest takie, by prezesa zarządu wybierało i odwoływało walne zgromadzenie. Powołanie następowałoby na kadencję, która nie mogłaby być dłuższa niż pięć lat (za to jedna osoba będzie mogła zajmować stanowisko przez więcej niż jedną kadencję). Z kolei członków zarządu, w tym zastępców prezesa, wybierałaby i odwoływała rada nadzorcza. Robiłaby to na wniosek prezesa. Kadencja członków zarządu byłaby powiązana z kadencją prezesa. Gdyby więc on został odwołany przez spółdzielców, swoją działalność kończyliby również pozostali menedżerowie.
Znawcy prawa spółdzielczego oraz spółdzielczej praktyki różnią się co do oceny propozycji. Adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga, uważa, że ministerialna koncepcja jest słuszna.
– Sytuacja, w której członkowie spółdzielni są pozbawieni realnego wpływu na to, kto zarządza wspólną własnością, jest absurdalna – twierdzi.
Halina Stankiewicz, która od 2014 r. jest likwidatorem Spółdzielni Mieszkaniowej „Sokolnia” w Sosnowcu, uważa jednak, że to pozorna zmiana. Powód?
– W wielu spółdzielniach walne zgromadzenie nie ma nic wspólnego z demokracją. Prezesi spółdzielni tak je organizują, by mieć większość w głosowaniu. Na przykład robią obrady nawet kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania spółdzielców, zwożą pracowników spółdzielni, którzy następnie głosują. W efekcie zostanie utrzymany status quo – twierdzi. I dodaje, że paradoksalnie lepiej, gdy wyboru dokonuje rada nadzorcza.
– Jeżeli bowiem jest kilku kandydatów, sprawdzane są ich kompetencje, wykształcenie, doświadczenie i rada dokona obiektywnie złego wyboru, w razie wystąpienia później kłopotów, np. niegospodarności, można rozważać pociągnięcie członków rady do odpowiedzialności cywilnej. W przypadku dokonywania wyboru przez walne skutek będzie taki sam, ale już odpowiedzialność rozmyta – uważa Stankiewicz.
Radosław Płonka nie wyklucza, że taki wariant jest możliwy. Ale zarazem – jego zdaniem – dokonywanie wyboru przez walne mogłoby zachęcić spółdzielców do uczestnictwa w rokrocznym zgromadzeniu.
– Wyobrażam sobie, że można by prowadzić kampanię wyborczą, zachęcać ludzi do pójścia na wybory. Wiele osób dziś nie uczestniczy w walnych, bo nie widzą sensu, by wypowiadać się o niezrozumiałych dla licznych spółdzielców sprawach jak podział zysku z prowadzenia działalności gospodarczej czy udzielenie absolutorium – suponuje prawnik.
Sebastian Kaleta z kolei twierdzi, że szykowany projekt należy postrzegać w całości. Wskazanie, że wyboru prezesa dokona walne, będzie sprzężone z ułatwieniami w uczestnictwie w obradach. Kluczowe ma być zobowiązanie każdej spółdzielni posiadającej co najmniej 100 członków do utworzenia dla każdego spółdzielcy teleinformatycznego indywidualnego konta. Służyć ono będzie m.in. wykonywaniu prawa głosu na walnym zgromadzeniu, którego obrady będą musiały być transmitowane na stronie internetowej spółdzielni. Tym samym o wyborze prezesa będą mogli zdecydować ludzie, którzy nawet nie wyjdą z domów. Bez znaczenia zatem będą ewentualne utrudnienia w postaci odległego miejsca organizacji walnego.

Ryzyko karuzeli na stanowiskach

Jeden z prezesów spółdzielni mieszkaniowych, którego poprosiliśmy o opinię, uważa, że uchwalenie projektowanych rozwiązań zdestabilizuje całą polską spółdzielczość.
– Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ludzie przez internet powołują i odwołują prezesa. Ludzie działają impulsywnie, często im się nie spodoba jakaś jedna rzecz albo tuż przed walnym prezes będzie nieprawdziwie pomawiany, i zarządzający zostanie odwołany. Oczywiście można zmieniać prezesa w każdym roku, ale nie sądzę, by częste zmiany szefów pomogły jakiejkolwiek organizacji – wskazuje.
Ministerstwo Sprawiedliwości chce jednak zabezpieczyć spółdzielnie przed ryzykiem powstania „karuzeli” na stanowiskach. Najprostsze rozwiązanie to pozostawienie spółdzielniom możliwości określenia w statucie, że tak jak do powołania prezesa wystarczy zwykła większość głosów, tak do odwołania potrzebna będzie już większość kwalifikowana, np. dwie trzecie.
Etap legislacyjny
Prace wewnątrzresortowe