Głównym czynnikiem ryzyka dla branży jest zbyt wolna praca urzędników skutkująca brakiem zezwoleń na budowę.
Reklama
Pod względem sprzedaży mieszkań 2019 r. był dla branży deweloperskiej wyraźnie lepszy niż poprzedni. Świadczą o tym wyniki kilkunastu firm obecnych na rynku publicznym (notowane są ich akcje lub obligacje), które podsumowały już ubiegłoroczne wyniki. Znalazło nabywców 25,5 tys. lokali. To o 5,5 proc. więcej niż w 2018 r.
Chociaż w IV kwartale wzrost w skali branży mógł nawet przekraczać 20 proc., to wciąż nie udało się w pełni odrobić spadków z 2018 r. I wciąż mniej jest firm, które w całym ub.r. zanotowały sprzedaż wyższą niż dwa lata wcześniej.
– Zrealizowaliśmy zakładane cele sprzedażowe i przekazań aktami notarialnymi, osiągając tym samym rekordowe w naszej historii wyniki. Z optymizmem patrzymy też na 2020 r., jednocześnie cały czas uważnie obserwując sytuację rynkową – stwierdził Tomasz Ślęzak, wiceprezes Archicomu, cytowany w komunikacie spółki.
– Dzięki dywersyfikacji geograficznej oraz ofertowej osiągnęliśmy historycznie najwyższy wolumen sprzedaży. Wynik ten o kilkadziesiąt procent przekroczył nasze wewnętrzne prognozy sprzedaży – zaznaczył Zbigniew Juroszek, prezes Atalu.
Ten rok również zapowiada się korzystnie, choć nie należy myśleć o wyjątkowo dobrych wynikach. – Nie wydaje mi się, że w 2020 r. będą bite rekordy sprzedaży. Ona będzie zbliżona do ubiegłorocznej, może trochę wyższa. To będzie pokłosie wysokiego popytu, któremu sprzyjają niskie stopy procentowe i dobre otoczenie makroekonomiczne, np. wzrost dochodów. Czynnikiem ryzyka jest to, czy będzie wystarczająca podaż mieszkań – mówi Adrian Kyrcz, analityk spółek z branży deweloperskiej w Biurze Maklerskim Santander.
Ten czynnik już dawał o sobie znać. W Lokum Deweloper sprzedaż spadła w porównaniu z 2018 r. o trzy czwarte. – Rok 2019 był dla nas niezwykle trudny pod względem uruchamiania kolejnych inwestycji, a co za tym idzie – wprowadzania nowych projektów do sprzedaży. Opóźnienia w wydawaniu decyzji administracyjnych poskutkowały znacznym uszczupleniem oferty i spadkiem wyników sprzedaży – tłumaczy Bartosz Kuźniar, prezes firmy.
„Mimo dużej ostrożności w zakładanych harmonogramach realizacji projektów zawsze istnieje ryzyko opóźnień w ich uzyskaniu, wzruszeń decyzji już uzyskanych (w tym na skutek wnoszonych środków zaskarżenia pozostających bez konsekwencji dla skarżących), czy wręcz ich nie uzyskania, co wpływa na zdolność prowadzenia i zakończenia realizowanych i planowanych projektów” – pisał w raporcie za 2018 r. Dom Development, numer jeden na naszym rynku.
– W trzech pierwszych kwartałach roku w sześciu miastach o największej skali rynku deweloperzy wprowadzili do sprzedaży nieco ponad 46 tys. mieszkań, a zatem o 2 tys. mniej, niż sprzedali w tym samym okresie. Dla firm kluczową sprawą jest obecnie pozyskanie terenów inwestycyjnych za racjonalne ceny, a potem uzyskanie w zbliżonym do ustawowego terminie pozwolenia na budowę. Na szczęście wyhamował wzrost cen wykonawstwa, choć w perspektywie są nowe regulacje dotyczące energo oszczędności – stwierdził w grudniowym komentarzu Kazimierz Kirejczyk z firmy JLL.
– Rynek jest w lekkiej nierównowadze popytowej, co prowadzi do wzrostu cen mieszkań. To i dobra sprzedaż w zeszłym roku, która będzie skutkować dużą liczbą przekazanych lokali w 2020 r., przełoży się na wzrost przychodów. Wyniki branży będą więc niezłe. Wzrost cen wspiera marże deweloperów i kompensuje wzrost cen gruntów i kosztów generalnego wykonawstwa, który miał miejsce rok, dwa lata temu – wskazuje Adrian Kyrcz.
Główny Urząd Statystyczny podał na razie dane za III kwartał ub.r. Ceny mieszkań były wtedy o 9 proc. wyższe niż rok wcześniej (wobec 8,1-proc. wzrostu w II kwartale). Na rynku pierwotnym, czyli tym, na którym działają deweloperzy, średnia zwyżka cen wyniosła 6,7 proc. (w II kwartale było to 6,1 proc. w skali roku).
Nierównowaga popytowa prowadzi do wzrostu cen mieszkań